Krzysztof Hołowczyc znów w Rajdzie Dakar? "To nie jest choroba, którą można wyrzucić z organizmu"

- Przyznam szczerze, że po 1,5 roku odpoczynku kontuzje przestały doskwierać i poczułem...zaraz, zaraz, ja mógłbym ciągle ten prawy pedał trzymać przy podłodze - mówi Krzysztof Hołowczyc o swoim powrocie do Rajdu Dakar.

Hołowczyc w Rajdzie Dakar startował 10-kronie, a najlepszy wynik osiągnął w 2015 roku, gdy zajął trzecie miejsce. Po nim z regularnych startów w rajdach terenowych zrezygnował, na chwilę przeniósł się do rallycrossu, ale nie został tam na dłużej.

- Moim sportem numer jeden jest cross-country. Próbowałem rallycrossu, ale budżetu i profesjonalne podejście zespołów fabrycznych sprawia, że nie jest to sport, w którym można sobie po prostu pojeździć. Albo to się robi na sto procent albo wcale. W rajdach terenowych mam wciąż miejsce w zespole X-Raid i mogę jechać dobrym autem wśród najlepszych zawodników - mówi Hołowczyc i dodaje, że myśli o powrocie do poważnego ścigania w rajdach terenowych.

- To nie jest choroba, którą można wyrzucić z organizmu i powiedzieć sobie, że już jest wszystko dobrze i mogę żyć bez Dakaru. To zawsze budzi emocje Był taki moment w którym pomyślałem: dlaczego mnie tu nie ma? Dlaczego się nie przygotowuję do tego rajdu. Przyznam szczerze, że po 1,5 roku odpoczynku kontuzje przestały doskwierać i poczułem...zaraz, zaraz, ja mógłbym ciągle ten prawy pedał trzymać przy podłodze - stwierdził po konferencji, na której prezentowano w Polsce trasę przyszłorocznej edycji Rajdu Dakar.

Baja Poland sprawdzianem

- Wydaje mi się, że mógłbym wrócić do regularnych startów i do Dakaru. Tegoroczne Baja Poland będzie takim sprawdzianem, jak szybko potrafię pojechać. Oczywiście, znam ten rajd, jestem „na swoich śmieciach”, dobrze się czuję na takim szybkim piasku, ale to już będzie świadomość, czy będzie dobrze - mówi Hołowczyc.

- Chcę się rozruszać i pojechać w paru eliminacjach Pucharu Świata na początek, bo takie powroty nie są łatwe. Wielokrotnie obserwowałem zawodników, którzy walczyli o zwycięstwo, a nagle po powrocie jesteś siódmy, dziesiąty czy dwunasty, a wiadomo, że nie o to chodzi. Chciałoby się walczyć o podium przynajmniej. Ten cykl przygotowawczy, wejście w ten rytm, że trzeba być cały czas przygotowanym, mieć czystą głowę, że fizyczność musi działać... U mnie działa, bo cały czas jestem w treningu, z tymi moimi urazami muszę cały czas ćwiczyć.

Rajd Polski dla frajdy

Hołowczyc tradycyjnie już pojedzie też w Rajdzie Polski, który od lat rozgrywany jest na mazurskich drogach, które on zna, jak mało kto. Podobnie jak w poprzednim roku nie będzie się ścigał w żadnej z kategorii, ale pojedzie jako tzw. zerówka, czyli auto otwierające i sprawdzające trasę przed przejazdami na czas.

- Rajd Polski jadę dla frajdy. To jest 20-lecie naszego mistrzostwa Europy z Maciejem Wisławskim. To niewiarygodne, że czas tak płynie, a wciąż można wsiąść za kierownicę i jechać. Ja to nic, ale że „Wiślak” wsiada i ma chęć, to jest niesamowite. Kibice bardzo nas prosili o ten start. Pojedziemy jako samochód otwierający, będziemy mieli wielką frajdę, by poczuć imprezę, ale jest w sercu ta świadomość, że się nie ścigam tylko, po prostu jadę.

Zobacz wideo