Rajd Dakar. Jakub Przygoński trzeci na piekielnym etapie

Jakub Przygoński świetnie spisał się na arcytrudnym piątym etapie Rajdu Dakar. W warunkach, które przypominały przejazd przez piekło Polak zajął trzecie miejsce i wrócił do gry o podium. W klasyfikacji generalnej awansował na siódmą pozycję.

Relacje z najważniejszych zawodów w aplikacji Sport.pl Live na iOS , na Androida i Windows Phone

Organizatorzy zapowiadali, że tegoroczna edycja będzie najtrudniejsza w historii, ale aż tak ekstremalnych warunków chyba nikt nie mógł się spodziewać. Na czwartek zaplanowali aż 911 km jazdy po pustkowiach Fiambali, gdzie poza uczestnikami rajdu nikt nawet nie śmie nawet zajrzeć. Zawodnicy jechali w pełnym słońcu, przy bardzo wysokich temperaturach, a pod kołami mieli fesz fesz - najpodlejszą odmianę piasku, o konsystencji mąki.

Kierowca Orlen Teamu na takie warunki był świetnie przygotowany. - Cieszę się, że tegoroczny Dakar będzie trudniejszy, bo ostatnio bardziej przypominał wyścig. Teraz większą rolę odegra nawigacja, będzie sporo trudnych partii - mówił jeszcze przed wylotem do Ameryki Południowej. 28-letni motocyklista nawigowania uczył się od najbardziej doświadczonych polskich zawodników - Jacka Czachora i Marka Dąbrowskiego, którzy w tym roku z motocykli przesiedli się samochodu.

To doświadczenie przydało się Przygońskiemu na piątym etapie, gdzie błądzili nawet najlepsi. Polak też popełnił błąd, ale nie był on aż tak kosztowny. Na metę pierwszej części etapu Polak wpadł z trzecim czasem, za nowym liderem rajdu Markiem Comą i Jordim Viladomsem. jechał bardzo równo i szybko - od pierwszego do ostatniego kilometra. Widać, że po nieudanej środzie był bardzo zmotywowany. Na maratońskim etapie jechał z oponą mocno zniszczoną po przeprawach w Andach. Dotarł do mety tylko dzięki Alanowi Robertsowi, który oddał mu swoje koło.

W czwartek Przygoński odrobił mnóstwo z tych strat, a liderzy mieli poważne problemy. Jeden z faworytów Rajdu Dakar Francuz Cyril Despres musiał naprawiać motocykl na środku pustyni. Duże straty mieli też bohaterzy czwartego etapu - Chilijczyk Chaleco Lopez i Hiszpan Juan Pedrero.

Jak się okazało, meta pierwszej części okazała się metą całego etapu. W niezwykle trudnych warunkach zawodnicy dotarli na strefę neutralizacji kompletnie wyczerpani i odwodnieni. Dalsza jazda po bezdrożach Fiambali byłaby proszeniem się o nieszczęście. Organizatorzy w obawie o zdrowie zawodników zdecydowali się przerwać etap dla motocykli i quadów.

Przygoński awansował na siódme miejsce w klasyfikacji generalnej. Do pierwszego Comy traci 1:14:27, ale do trzeciego Chaleco Lopeza już niewiele ponad 20 minut.

Coraz większa strata Rafała Sonika

Gorzej w czwartek pojechał Rafał Sonik. Kapitan Poland National Team znów popełnił błędy nawigacyjne, przez co nie był w stanie utrzymać tempa prowadzących Sergia Lafuente i lidera klasyfikacji generalnej Ignacia Casale. Skończył etap ze stratą ponad 42 minut do Urugwajczyka i niewiele mniejszą do Chilijczyka. W klasyfikacje generalnej spadł na trzeci miejsce i do Casalego traci teraz 50 minut i 27 sekund. Jedyną dobrą wiadomością dla niego były problemy jednego z zawodników czołówki - Sebastiana Husseiniego. Holender miał problemy techniczne, stracił mnóstwo czasu i raczej nie będzie się już liczył w walce o zwycięstwo.

Więcej o: