Formuła 1. Opłacalne łamanie zasad na torze

Czy stewardzi pomogli Lewisowi Hamiltonowi w zajęciu drugiego miejsca w wyścigu o Grand Prix Europy w Walencji? Fernando Alonso i zespół Ferrari uważają, że tak.

- Ja przestrzegałem zasad, on nie. Ja skończyłem na ósmym miejscu, on był drugi - mówił po wyścigu Alonso. Zdaniem Hiszpana wyniki Grand Prix zostały zmanipulowane. Rozgoryczenie zrozumieć łatwo - Alonso startował we własnym kraju, a na dodatek wyścig w Walencji miał być przełomem dla jego Ferrari.

Magazyn F1: Pech Ferrari, wyniki wypaczone przez safety-car

Skończył się rozczarowaniem, bo - zamiast walczyć o podium - Hiszpan zdobył tylko cztery punkty, a do drugiego Hamiltona stracił aż 14. W klasyfikacji generalnej pierwszy jest właśnie Anglik z McLarena, który ma 127 punktów i o 6 wyprzedza kolegę z zespołu Jensona Buttona. Mający mistrzowskie ambicje Alonso ma 98 punktów i jest piąty za Sebastianem Vettelem i Markiem Webberem z Red Bulla.

Początek wyścigu wskazywał, że Alonso może walczyć z Hamiltonem o drugą pozycję. Na dziesiątym okrążeniu tracił do Anglika 1,3 sekundy. Niewiele, ale - jak się okazało - wystarczająco dużo, aby zapomnieć o dobrym wyniku.

Po poważnym wypadku Webbera dyrektor wyścigu Charlie Whiting zarządził wyjazd na tor samochodu bezpieczeństwa. Srebrny mercedes na końcu alei serwisowej pojawił się w momencie, kiedy do pierwszego zakrętu dojeżdżał Hamilton. Jego McLaren jechał równolegle obok, a wyprzedzanie samochodu bezpieczeństwa w takim momencie jest dozwolone tylko przed wyznaczoną linią - Brytyjczyk najpierw zwolnił, ale potem przyspieszył i ostatecznie wyprzedził "cywilnego" mercedesa minimalnie za późno.

Alonso miał niewielkie szanse na tak nieznaczne złamanie reguł, więc zgrzytając zębami, ustawił się za samochodem bezpieczeństwa. Hiszpan, a także jego kolega z zespołu Felipe Massa mieli wielkiego pecha - neutralizacja zaskoczyła ich w takim momencie, że ani nie mogli wyprzedzić samochodu bezpieczeństwa, ani nie mogli już zjechać na "darmową" zmianę opon, co jest częste podczas neutralizacji. W alei serwisowej pojawili się za to Robert Kubica, Button i Rubens Barrichello, którzy na mecie zajęli odpowiednio piąte, trzecie i czwarte miejsce.

Hamilton pomknął za Vettelem, ale sędziowie zauważyli złamanie przez niego przepisów. Kara była oczywista, lecz jej wymierzanie trwało blisko pół godziny. Ostatecznie Hamiltona ukarano przejazdem przez aleję serwisową, co wobec przewagi wypracowanej nad trzecim Kamuim Kobayashim (BMW Sauber) w trakcie 17 okrążeń od wypadku Webbera nie miało wpływu na pozycję w stawce.

Anglik po odbyciu kary wrócił na drugim miejscu i na nim - niezagrożony - dojechał do mety. Alonso nie miał szans na przebicie się w okolice podium. Na półulicznym torze w Walencji jest niewiele miejsc, w których można wyprzedzać.

Kibice Alonso uważają, że stewardzi po raz kolejny faworyzowali Hamiltona - brawurowego mistrza świata z 2008 roku, którego ładne manewry i skuteczna jazda przeplatają się z błędami uchodzącymi mu często na sucho. Smaczku sprawie dodaje to, że Hiszpan i Anglik w 2007 roku ścigali się obok siebie w McLarenie i o tej rywalizacji można powiedzieć wszystko oprócz tego, że odbywała się zgodnie z duchem sportu.

Czy możliwe jest, że Hamilton zwolnił przed nielegalnym wyprzedzeniem samochodu bezpieczeństwa, aby zablokować Alonso, a potem świadomie przyspieszył, narażając się na pewną karę, bo i tak wiedział, że to mu się opłaca? Takich opinii nie brak, ale aż trudno sobie wyobrazić, jaki zmysł taktyczny musiałby mieć Hamilton, aby przewidzieć taki rozwój wypadków.

A co z zarzutem wobec stewardów, że przewinienie Hamiltona oceniali zbyt długo? Publicysta Autosport.com Tony Dodgins wyjaśnia: "Lewis i samochód bezpieczeństwa jechali niemal koło w koło, więc Whiting chciał tę sytuację obejrzeć dokładnie. Pierwsze powtórki były trudne do oceny, bo kamera ustawiona była pod kątem, więc stewardzi czekali na zdjęcia z helikoptera. Dopiero one potwierdziły winę Hamiltona".

Szefowie innych zespołów nie podzielają zdania Ferrari, które w pierwszej reakcji krzyknęło: "Skandal!".

- Nie sądzę, aby wyścig był zmanipulowany - powiedział szef Red Bulla Christian Horner. - Przepisy dotyczące samochodu bezpieczeństwa tym razem nie zadziałały na korzyść Ferrari, a McLaren został ukarany za swoje niezbyt przyzwoite zachowanie.

Szef Ferrari Stefano Domenicali powiedział: - Z przebiegu wyścigu wynika, że nie stosując się do przepisów, zyskujesz przewagę i większą liczbę punktów. To nie jest w porządku.

Następne Grand Prix odbędzie się w dniach 9-11 lipca na brytyjskim torze Silverstone. Alonso i Ferrari będą pałali żądzą rewanżu na Hamiltonie i McLarenie, który będzie chciał wygrać przed własną publicznością.

Myślałem, że Heikki da się wyprzedzić - mówi Mark Webber ?

Więcej o: