Według włoskiego magazynu za taką roszadą optuje mocno właściciel Renault Gerard Lopez. Sam Raikkonen oznajmił zaś, że sprawa jego powrotu do Formuły 1 jest sprawą otwartą. Jeszcze kilka tygodni temu wiele mówiło się, że były mistrz świata zastąpi w kokpicie Red Bulla Marka Webbera, ale po fantastycznych startach Australijczyk przedłużył kontrakt o rok.
Furtka otwiera się "dzięki" Pietrowowi. Po siedmiu wyścigach poza ambicją trudno u Rosjanina znaleźć pozytywy. Ma sześć punktów i jest 13. w klasyfikacji generalnej - znacznie poniżej oczekiwań. Złośliwi coraz częściej wyciągają na wierzch argument, że Rosjanin jeździ w Renault tylko dzięki pieniądzom od Łady i rządu rosyjskiego. Tyle że dobre wyniki Roberta Kubicy napędzają inne marki z pieniędzmi. Pomoc Rosjan nie będzie w 2011 roku potrzebna by domknąć budżet.
Stąd coraz częstsze doniesienia o pożegnani się z Pietrowem. Poza Raikkonenem do miejsca u boku Kubicy wymienia się także kierowcę Force India Adriana Sutila. Ten często powtarzał, że chciałby spróbować swoich sił w silnej ekipie. Szefowie Renault już uważnie obserwują tego zawodnika.
Konkretów na razie jednak brak.
Pietrow musi powalczyć o pozostanie w teamie. Trzeba przyznać, że Rosjanin ma w tym sezonie pecha. Podczas ostatniego GP Kanady został ukarany dwoma przejazdami przez pit-lane za incydenty na torze. O jego nieszczęśliwych przypadkach pisaliśmy już wcześniej .
Dla Raikkonena byłby to powrót do F1 po rocznej przerwie. We wrześniu 2009 roku Ferrari rozwiązało z nim kontrakt, na jego miejsce ściągnęło z... Renault Fernando Alonso. Fin był kuszony wieloma propozycjami z innych zespołów, ale zdecydował się na urlop i zamienił bolid na samochód rajdowy. W 2010 roku występuje w Rajowych Mistrzostwach Świata jako zawodnik Citroena.
Po tym jak były mistrz świata Jacques Villeneuve zapowiedział, że zamierza powrócić do ścigania się pojawiła się szansa, że to właśnie Kanadyjczyk zastąpi w Renault Witalija Pietrowa. Jak donoszą jednak francuskie media Villeneuve nie będzie jeździł w Renault, bo na jego angaż nie zgadza się jeden z szefów ekipy.
Robert Kubica odwiedzi Poznań