Grand Prix Monako. Kubica wygrał, bo przecież Red Bull to inna planeta

Robert Kubica znów na podium w Monako! Podwójne zwycięstwo w Księstwie odniósł Red Bull, ale pół żartem, pół serio można powiedzieć, że to Kubica wygrał w Monako.

Tak, wygrał, bo przecież Red Bull to zespół z innej planety. Mark Webber i Sebastian Vettel po raz trzeci w sześciu tegorocznych wyścigach zajęli dwa pierwsze miejsca na mecie. Dominacja Red Bulla w tej fazie sezonu nie podlega dyskusji, ale i Kubica udowodnił, że jest znakomitym kierowcą, że to może być jego rok.

'Jak oni to robią? Zespół Red Bull niezwyciężony!'

Polak był o krok od utarcia nosa faworytom w sobotnich kwalifikacjach, które są wymiernym sprawdzianem możliwości samochodu i kierowcy. Kubica błyszczał już na treningach, a w sobotę ocierał się o perfekcję na wąskim torze w Monte Carlo. Gdyby nie zniszczone opony w decydującej fazie czasówki, Polak mógł zdobyć pole position. Wyprzedził go jednak Webber.

- Brak mi słów. Robert wykonuje perfekcyjną robotę - mówił wniebowzięty szef zespołu Eric Boullier.

Koncern Renault ma się z czego cieszyć - Red Bull też jest napędzany francuskim silnikiem.

'Kubica na podium - celował w zwycięstwo'

Świetny wynik był pochodną umiejętności Kubicy i warunków zewnętrznych. Polak uwielbia się ścigać na torach ulicznych, a Monako proponuje kierowcom skrajną wersję tego typu obiektów. Nie wszyscy potrafią uniknąć zderzenia ze stalowymi barierami, co widać na przykładzie sobotniej kraksy Fernando Alonso czy kilku niedzielnych, które wstrzymywały wyścig.

Kubica nie ma z tym problemów - dwa lata temu był w Monako drugi, i to w deszczu! - Lubię mieć barierki przy bolidzie. Niektórzy trzymają się od nich z dala, niektórzy lubią być blisko. W takich warunkach kierowca może osiągnąć więcej niż pozwala na to samochód - mówił kiedyś Kubica o swojej fascynacji torami ulicznymi.

- W dobrze wyważonym samochodzie można docisnąć gaz i jechać do granic możliwości. Przejeżdżać tylko o centymetry od ścian, prawie całować bariery oponami. Nie ma żadnego marginesu błędu - obrazowo opisywał tor w Monako w sobotę.

Okazało się, że na domowym torze Kubicy, który jest rezydentem Księstwa, renault sprawdza się świetnie. Francuskie samochody na tradycyjnych torach nie należą do najszybszych, ale w Monte Carlo było odwrotnie - Renault zyskało, a rywale stracili. McLaren nie mógł np. skorzystać z tzw. kanału F, który pozwala na rozwijanie ogromnych prędkości na prostych. W Monako nie ma na to miejsca.

Po kwalifikacjach Kubica mówił: - Wyścig w Monako jest inny niż zwykle. Nie chodzi o szybkość, tylko o dojechanie do mety, o zmianę opon we właściwym momencie. Wyścig jest bardzo wymagający mentalnie. Margines błędu jest minimalny, trzeba cały czas utrzymywać koncentrację. Drobne potknięcie może być niezwykle kosztowne.

Kubica potknął się tylko na starcie, na którym stracił pozycję na rzecz Vettela. - Wiadomo było, że ruszanie z mniej przyczepnej części toru będzie dla mnie problemem. Zwykle w takiej sytuacji tylko bym się bronił, ale zobaczyłem, że Mark nie odjeżdża od nas szybko, i pomyślałem, że mam szansę go wyprzedzić - mówił Kubica.

- Za wcześnie dodałem jednak gazu i zabuksowały mi opony. Spóźniłem się z zamknięciem Vettela, a potem musiałem jeszcze bronić się przed Felipe - relacjonował Polak. Massa zrównał się z Kubicą, ale nie zdołał wyprzedzić go na pierwszych zakrętach.

Później emocji już nie było. Kubica większość trasy przejechał na trzeciej pozycji - były momenty, kiedy zbliżał się do Vettela na 0,7 sekundy, ale były też chwile, w których niebezpiecznie blisko był Massa. Cztery neutralizacje, podczas których samochód bezpieczeństwa niweluje różnice między samochodami, inaczej niż na innych torach nie miały znaczenia dla kolejności na mecie.

No, poza jedynym, symbolicznym wyjątkiem. Na ostatnim zakręcie wyścigu stary lis Michael Schumacher od razu po zjeździe samochodu bezpieczeństwa wyprzedził Alonso. Siedmiokrotny mistrz świata został jednak ukarany odjęciem 20 sekund, gdyż sędziowie uznali to wyprzedzanie za nieprzepisowe. Schumacher ostatecznie został sklasyfikowany na 12. pozycji.

Alonso dał się zaskoczyć, ale to on był jedynym kierowcą, który błyszczał w wyścigu. Hiszpan na sobotnim treningu rozbił ferrari tak, że nie mógł wziąć udziału w kwalifikacjach i startował z alei serwisowej. Z 24. miejsca przebił się na szóste i powtórzył osiągnięcie Schumachera, który cztery lata temu w Monako zdołał przesunąć się z 22. na piątą pozycję.

Alonso zawdzięcza tak duży awans taktyce i brawurze. Hiszpan już na pierwszym okrążeniu zjechał na obowiązkową zmianę opon, ale szybka neutralizacja sprawiła, że nic na tym nie stracił. Potem Alonso wściekle gonił słabeuszy, na których czaił się w tunelu, a atakował po wyjeździe z niego.

Alonso ma 75 pkt i zajmuje trzecie miejsce w klasyfikacji generalnej po Webberze i Vettelu (obaj mają po 78 pkt). Kubica ma już 59 pkt i awansował na szóstą pozycję.

Kolejny wyścig - o Grand Prix Turcji - odbędzie się 30 maja.

Więcej o: