GP Malezji. Jak się pobiją, Kubica skorzysta?

Robert Kubica, bohater drugiego planu, w Wielką Niedzielę wystartuje w wyścigu o Grand Prix Malezji. I w upale, i w deszczu Polak może być zagrożeniem dla faworytów

GP Malezji: Genialne posunięcie Kubicy! Będzie podium w deszczu? Najwięcej mówi się o kierowcach Ferrari, Red Bulla, McLarena i Mercedesa, bo to właśnie te zespoły mają mistrzów lub wicemistrzów świata w składzie i aspiracje do kolejnych tytułów. Kubica cierpliwie powtarza - czy to przed inauguracją sezonu, czy nawet po świetnym drugim miejscu w Australii - że jego Renault jest za tą czołówką i przy dobrym układzie zdarzeń na torze może ewentualnie walczyć ze słabującym na początku sezonu Mercedesem.

Skromny Polak nie wspomina o ważnej kwestii - to właśnie on jest liderem grupy pościgowej, to on jest wymieniany jako pierwszy beneficjent pomyłek faworytów. Kubica nie ma samochodu, który pozwala na równą walkę o czołowe lokaty, ale ma umiejętności i zimną krew, dzięki czemu do minimum potrafi ograniczać własne błędy. Gdzie tracą faworyci, tam korzysta Kubica. Im trudniejsze warunki, tym lepiej dla Polaka.

W Malezji takowych można być niemal pewnym - prawdopodobne jest, że pod koniec sobotnich kwalifikacji i w drugiej połowie niedzielnego wyścigu wszechobecny upał zostanie na moment zmyty przez zenitalną ulewę. Taka zmiana oznacza najczęściej potężne zachwianie hierarchią.

- Jesteśmy gotowi na deszcz, ale pogoda może pomóc albo zaszkodzić - zaznacza jednak Kubica. - W takich warunkach wyścig jest nieprzewidywalny jak loteria.

Przykładów loterii nie trzeba szukać daleko. W obu tegorocznych Grand Prix Kubica startował z dziewiątych pozycji - w Bahrajnie padł ofiarą zamieszania na pierwszych zakrętach i potrącony przez force india Adriana Sutila musiał przebijać się z samego końca stawki. W Australii chaos wykorzystał i szybko przesunął się aż na czwarte miejsce. W tym sezonie Polak remisuje z losem 1:1, ale historia jego startów w F1 pokazuje, że nieprzewidziane wypadki znakomicie wykorzystać potrafi.

Tak było dwa lata temu w Malezji, kiedy zajął w Wielką Niedzielę drugie miejsce. Pojechał bezbłędnie i wykorzystał pomyłki innych - karę cofnięcia na starcie dla obu kierowców McLarena, wyniszczającą walkę na pierwszym wirażu między Nickiem Heidfeldem a Jarno Trullim, wreszcie błąd Felipe Massy, który wypadł z trasy. W tym sezonie rywalizacja o czołowe lokaty jest jeszcze bardziej zażarta, poważny apetyt na tytuł ma co najmniej sześciu kierowców, nikt nie odpuści.

Wielkanocny wyścig zapowiada się interesująco nie tylko dlatego, że w Melbourne Kubica rozbudził apetyty na sukces. Fachowcy spodziewają się, że rywalizacji na torze Sepang bliżej będzie do emocjonującego Grand Prix Australii niż nudnej procesji w Bahrajnie. Tor pod Kuala Lumpur jest zróżnicowany, ale wyróżniają go dwie długie proste zakończone wolnymi nawrotami. Długie dohamowania na szerokiej trasie to okazja do wyprzedzeń, którą spotęgować może to, że na wyjątkowe zniszczenia mogą będą narażone wszystkie części samochodu.

- Wytrzymałość silników, hamulców, opon i oczywiście kierowców będzie bardzo ważna - mówi przed jednym z najbardziej wyczerpujących wyścigów sezonu lider mistrzostw Fernando Alonso z Ferrari. Szczególnie ważne będą opony zdzierane nadmiernie pod ciężarem 150 kg paliwa. Wczoraj narzekało na to wielu kierowców. - My nie mieliśmy żadnych problemów z oponami - stwierdził jednak Kubica.

Polak miał na treningach piąty i szósty czas. Był zadowolony. - To był dobry piątek, bez żadnych problemów. Skupialiśmy się głównie na sprawdzeniu ustawień i drobnych poprawkach samochodu, potem porównywaliśmy opony. Poszło gładko, ale trzeba pamiętać, że jutro pogoda może być inna.

Sobotnie kwalifikacje odbędą się o 10 czasu polskiego, wyścig o tej samej porze w niedzielę. Relacje na żywo w Sport.pl.

Hamilton najszybszy na treningach, Kubica w czołówce ?