Robert Kubica: Będę mądrzejszy pod koniec lutego

- W tej chwili nie można stwierdzić, kto będzie w tym sezonie w czołówce: Ferrari, McLaren, Mercedes. A dlaczego nie my? - mówi jedyny Polak w Formule 1

Wczoraj Robert Kubica zadebiutował w nowym zespole - w pierwszym dniu przedsezonowych testów jeździł renault po torze Ricardo Tormo pod Walencją. Przejechał 69 okrążeń, miał najsłabszy czas dnia, ale to akurat nie ma na razie żadnego znaczenia. Kolejne jazdy treningowe odbędzie dzisiaj, jutro Renault testować będzie Witalij Pietrow. Pierwsze Grand Prix odbędzie się 14 marca w Bahrajnie.

Łukasz Cegliński: Z racji wyników i doświadczenia w Formule 1 będzie pan liderem Renault.

Robert Kubica: Będę miał może trochę większy wpływ na atmosferę w zespole i na to, jaką drogę rozwoju obierzemy podczas testów. Moje doświadczenie i wyniki nie są jednak takie istotne - inni kierowcy też są ważni. Kiedy zaczynałem jako trzeci kierowca BMW Sauber, to nie było tak, że tak sobie tylko jeździłem i nic nie robiłem. Testowałem określone elementy, przy okazji się uczyłem i zaaklimatyzowałem się szybko - już na drugich testach sprawdzałem opony dla Michelina. To był mój sukces, bo oznaczało to, że wielka firma wierzy w informacje, które im przekazuję.

Jak pan oceni nowego kolegę z zespołu Witalija Pietrowa?

- Nie jestem zaskoczony, że wicemistrz GP2 przeszedł do F1. Na temat Pietrowa wygłaszane są różne opinie, wszyscy koncentrują się na tym, że pochodzi z Rosji, że przyciągnął sponsorów do zespołu, ale to jest przecież w Formule 1 normalne. Zapomina się o tym, co Witalij już osiągnął. Moim zdaniem w F1 są kierowcy, którzy w GP2 zdobyli mniej niż Pietrow, a radzą sobie całkiem dobrze. Witalijowi nie będzie łatwo, ale nie znam go osobiście, więc trudno mi go oceniać. To jednak mądry facet i myślę, że sobie poradzi.

Czy jako lider będzie pan sam pracował nad rozwojem samochodu?

- Mam niedoświadczonego kolegę i nie ma sensu ukrywać, że to nie ma znaczenia, szczególnie że liczba dni testowych jest ograniczona. Witalij nie jest jednak w lesie - ścigał się w GP2, ma talent. Wszystko zależy od tego, ile czasu zajmie mu przystosowanie się do F1. Mam nadzieję, że szybko, bo podczas testów skorzystałby na tym nie tylko zespół, ale także ja.

Pan jest pierwszym kierowcą F1 z Polski, Pietrow jest pierwszym Rosjaninem. Powie mu pan, jak radzić sobie z presją?

- Wszystko zależy od charakteru, tego, jak traktujesz wyścigi i co się dzieje w twoim kraju. Nie porównywałbym jednak naszych początków. Kiedy w połowie grudnia 2005 roku podpisywałem kontrakt z BMW Sauber, nikt nie wierzył, że to możliwe. Witalij do F1 dochodził stopniowo, jego ścieżka kariery była układana pod ten awans.

W poprzednim sezonie nie osiągał pan dobrych wyników. Jakie cele stawia sobie pan w tym roku?

- Jak zwykle - wydobyć maksimum z siebie i z samochodu.

Renault miało słabsze dwa ostatnie sezony. Nie obawia się pan powtórki?

- Negatywne przeżycia z reguły wzmacniają. Wraca się z większą motywacją do pracy i to już jest dobry początek.

Jest pan pewny, że zespół gwarantuje panu walkę o mistrzostwo w perspektywie kilku lat?

- Mam nadzieję, że uda się to zrobić szybciej, choć z doświadczenia wiem, że nigdy nie można mieć pewności. Jestem pewny jednego - ludzie, których mamy w zespole, są odpowiedni do realizacji takich celów i dadzą z siebie 100 proc., aby samochód był jak najlepszy i żebyśmy mogli poprawiać wyniki w trakcie sezonu.

W trakcie poprzedniego, nieudanego sezonu powiedział pan, że plusem tej sytuacji jest to, że uczy się pan jeździć w tłoku.

- Na końcu stawki bardziej od umiejętności liczy się szczęście, ale czegoś można się nauczyć. Pamiętam wyścig na Silverstone, kiedy jechałem na 14. pozycji i w zależności od fazy wyścigu za sobą lub przed sobą miałem Lewisa Hamiltona i Fernando Alonso. Żartowałem potem, że dopóki tablice nie przypominały mi, na której pozycji jadę, było bardzo fajnie, bo walczyłem z mistrzami świata. Nie zawsze jest tak, że jak się rusza z daleka, to automatycznie jedzie się między słabeuszami. Zresztą w Formule 1 nie ma słabeuszy. Ostatni sezon pokazał, że dużo zależy od bolidu.

Jak pan ocenia swoje szanse na walkę o zwycięstwa, patrząc na faworytów?

- A pan już wie, kto będzie walczył o wygrane?

Ferrari, Mercedes, McLaren...

- A dlaczego pan nie powie, że my też? W tej chwili nie można stwierdzić, kto będzie w czołówce. Wszystko jest do odkrycia. Jest oczywiście grupa zespołów - Ferrari, McLaren, może Red Bull, może Mercedes - które pewnie będą w czołówce, ale pewności mieć nie można. Mądrzejsi będziemy pod koniec lutego, choć możliwości samochodu podczas testów będzie ocenić trudniej niż w poprzednich latach - zakaz tankowania sprawi, że różnice czasów będą znacznie większe niż ostatnio. Zwiększyły się baki, a więc i pole manewru, jeśli chodzi o wypełnianie ich paliwem. W przeszłości ktoś jeździł na testach z ciężarem 70 kg i mówiono o nim, że jest pełny. Teraz niektórzy będą testować ze 150 kg w baku, a inni z 10 kg - różnice w czasach będą wynosić całe sekundy. Wszystko zweryfikuje dopiero Grand Prix Bahrajnu.

Jaki wpływ na wyścigi będzie miał powrót Michaela Schumachera?

- Bardzo duży, same pozytywy. Jego fani w Niemczech i na całym świecie znów zaczną oglądać wyścigi. Dla mnie będzie to jeszcze jeden z rywali na torze, którego muszę pokonać.

Czy 41-letni Schumacher jest w stanie walczyć o kolejne mistrzostwo?

- Znając jego charakter, można być pewnym, że fizycznie jest przygotowany. Widząc, jak poważnie traktuje choćby wypady na gokarty, trudno wyobrazić sobie, że wraca do Formuły 1, aby dostać lanie. On wszystko traktuje poważnie. Chce wygrywać.

Dawno nie było sezonu, w którym startowałoby czterech mistrzów świata - jak pan podchodzi do rywalizacji z Jensonem Buttonem, Hamiltonem, Alonso i Schumacherem?

- Tytuł mistrza świata nie robi z kierowcy aż takiego rywala, żeby się go bać. Myślę, że większość kierowców Formuły 1 w zależności od sezonu i samochodu byłaby w stanie zdobyć mistrzostwo. Jeśli ktoś ten tytuł ma, dla niego jest to ważne. Dla mnie nie ma znaczenia to, czy dany kierowca ma siedem mistrzostw, jedno, czy żadnego. Jeśli chce się wygrywać, trzeba być przed wszystkimi.

Robert Kubica: ? Nigdy nie jeździłem tak ciężkim bolidem

Więcej o: