F1. Elita bez Japończyków, co z Renault?

Toyota to już trzeci producent samochodów, który wycofał się z Formuły 1. Czy kolejnym będzie Renault, z którym kontrakt podpisał niedawno Robert Kubica?

W środę zarząd Renault miał dyskutować na temat zaangażowania się w Formułę 1. Od kilku sezonów mówi się, że koncern może zrezygnować z utrzymywania zespołu i choć po aferze z ustawieniem zeszłorocznego wyścigu w Singapurze nie zdecydowano o natychmiastowym wycofaniu się z elity, to jednak konkretnych planów na przyszłość nie przedstawiono.

Ewentualna decyzja o wycofaniu się dziwić nie powinna, bo finansowy kryzys nie sprzyja zaangażowaniu się producentów w pochłaniające miliardy dolarów wyścigi. W grudniu 2008 roku pas powiedziała Honda, w lipcu tak samo postąpiło BMW. W środę rezygnację ogłosiła Toyota, która w zeszłym roku miała stratę sięgającą 4,7 mld dol., a teraz spodziewa się niemal dwukrotnie wyższej.

Pit Stop: Renault od pięciu miesięcy pracuje nad nowym bolidem Kubicy Koncerny opuszczają F1 ze względu na kryzys, ale także brak przełożenia ogromnych nakładów na sukcesy sportowe. Miliardy dolarów, które wydały w ostatnich latach Toyota (2002-09), BMW (2006-09) i Honda (2006-08), poskutkowały zaledwie dwoma wygranymi - w sierpniu 2006 roku obecny mistrz świata z Brawna Jenson Button wygrał Grand Prix Węgier w bolidzie Hondy, w czerwcu 2008 w samochodzie BMW Sauber zwyciężył Kubica.

Japończycy z Toyoty zapewniają, że zrobią wszystko, aby znaleźć dla zespołu kupca, ale nie wiadomo, czy to wystarczy do wzięcia udziału w przyszłorocznych mistrzostwach. Międzynarodowa Federacja Samochodowa (FIA) zwiększyła liczbę zespołów do 13, ale chętnych jest więcej. Status pierwszego rezerwowego ma Quadbak Sauber (dotychczasowy pracodawca Kubicy), w którym większość udziałów po odejściu BMW wykupił szwajcarski fundusz inwestycyjny. W razie wycofania się któregokolwiek z przyjętych już zespołów, Quadbak miał wejść na jego miejsce.

Wycofanie się Toyoty oznacza, że w przyszłym sezonie w stawce nie będzie żadnego zespołu z Japonii, ale exodus koncernów z tego kraju dotyczy nie tylko F1. Lista rezygnacji jest długa - w kwietniu 2008 roku pieniędzy na starty w F1 zabrakło ekipie Super Aguri. W grudniu wycofała się Honda, a Subaru i Suzuki zrezygnowały ze startów w rajdowych mistrzostwach świata. W styczniu 2009 erę startów w motocyklowych Moto GP zakończyło Kawasaki, w lutym Mitsubishi zapowiedziało, że nie weźmie udziału w kolejnym Rajdzie Dakar. W lipcu właściciele toru Fuji poinformowali, że nie są w stanie organizować Grand Prix Japonii w kolejnych sezonach, a w poniedziałek Bridgestone, oznajmiła, że nie przedłuży kontrakt na dostawę opon dla F1 po 2010 roku.

Brak japońskich firm oznacza także prawdopodobny koniec startów japońskich kierowców - Kazuki Nakajima przez ostatnie dwa lata jeździł dla Williamsa tylko dlatego, że był to wymóg dostarczającej silniki Toyoty. 24-letni kierowca w 36 wyścigach zdobył zaledwie dziewięć punktów, wyraźnie przegrywając wewnętrzną rywalizację z Nico Rosbergiem, i w przyszłym sezonie prawdopodobnie zabraknie go w stawce.

Zatrudnienia nie znajdzie pewnie także Kamui Kobayashi, który błysnął w kończących sezon wyścigach w Brazylii i Abu Zabi. 23-letni Japończyk miał jeździć dla Toyoty, ale to już niemożliwe. - Prawdopodobnie wrócę do pracy w restauracji taty. Będę robił sushi - mówił ostatnio Kobayashi pytany o to, co zrobi, jeśli nie znajdzie miejsca w F1.