GP Singapuru. Wypadek Heidfelda psuje plan Kubicy

Lewis Hamilton wygrał nocny wyścig o Grand Prix Singapuru, ale stracił szanse na obronę tytułu mistrzowskiego. Robert Kubica był ósmy, choć mógł śmiało bić się o podium, gdyby nie chaos na torze po wypadku Nicka Heidfelda.

To był wyścig zdarzeń niezaplanowanych. Niemiec z zespołu BMW Sauber na pewno jest kandydatem do tytułu największego pechowca weekendu Formuły 1. Drobiazgowe ważenie jego bolidu wykazało, że mechanicy zgubili gdzieś kilka gram, łamiąc tym samym przepisy. Heidfeld został ukarany, musiał wystartować z garażu, a więc de facto z ostatniego miejsca. Gdy walczył z tyłu stawki jadący przed nim Adrian Sutil z Force India zrobił coś, co najzwyklejszemu kierowcy na normalnej drodze do głowy by nie strzeliło - gdy wypadł z toru próbował nań powrócić natychmiast, nie zerkając w lewo. Stamtąd nadjechał Heidfeld, cudem roztrzaskał jedynie dziób bolidu Sutila i pourywał sobie koła. Obaj nie jechali już dalej.

Kubica wyszarpał punkcik w Grand Prix Singapuru Strategię szlag trafił

Jednak ulice Singapuru były tak ubrudzone masą rozprutych części, że na rozświetlony nocą tor musiał wyjechać srebrny mercedes - samochód bezpieczeństwa. Za nim kierowcy ustawili się w sznureczek, a straty zostały zniwelowane. Szlag trafił zaplanowaną na początek wyścigu strategię.

Kubica zatankował tuż przed wypadkiem kolegi z zespołu. Gdyby do niego nie doszło, miałby szanse nawet na podium. Dlaczego? Po sobotnich kwalifikacjach okazało się, że Polak ruszy z najmocniej zatankowanym bolidem z czołówki. Gdy inni będą musieli już zjechać po paliwo, Kubica miał plan gnać dalej odrabiając straty i zyskując pozycje. Ale to była strategia na wyścig bez wypadku. Ryzykowna na ciasnym, brudnym, podziurawionym, choć pięknym nocą torze.

Przerwane kwalifikacje

Być może wszystko byłoby inaczej, gdyby nie wyczyny kolejnego pechowca weekendu - Rubensa Barrichello, 36-letniego weterana Formuły 1, który wciąż ma szansę na tytuł mistrzowski. Brazylijczyk musiał wymienić w bolidzie skrzynię biegów (jeszcze przed kwalifikacjami), a to oznaczało karę - pięć miejsc na starcie. Dlatego w sobotę szalał na torze, chcąc te pięć miejsc kary dodać do jak najlepszego, np. do pole position. Przeszarżował. Gdy do końca kwalifikacji było raptem 30 sekund uderzył w bandę i rozbił samochód. Sesję przerwano gdy o lepsze czasy starali się m.in. Kubica i Heidfeld. Polak powiedział później: - Mieliśmy kwalifikacyjnej kłopoty z ustawieniami, trochę się przeliczyliśmy, ale przed trzecią częścią sesji znaleźliśmy wreszcie optymalne ustawienia. Jechałem na czas lepszy o 0,8 sekundy. Gdyby nie wypadek Rubensa byłbym wyżej - zdradzał.

Najwięksi pechowcy

Kubica ruszył więc do wyścigu z siódmej pozycji (oddanej przez ukaranego Heidfelda). Z pole-postion wystartował Hamilton (McLaren), za nim najlżejszy w stawce Sebastian Vettel (Red Bull), Nico Rosberg (Williams) i Mark Weber (Red Bull). Daleko byli kierowcy Brawn GP: Barrichello (10) i lider klasyfikacji mistrzostw Jenson Buton (12). Ich zespół popełnił błąd w drugiej części kwalifikacji: zbagatelizował rywali i założył zużyte opony. Wydawało się, że walka o tytuł między Brawn GP i Red Bull wybuchnie na nowo.

I wtedy znów pech zaczął sterować wydarzeniami na torze. Świetnie jadący Rosberg popełnił kuriozalny błąd przy wyjeździe z tankowania - ściął krawężnik, dostał karę przejazdu przez aleję serwisową. Później mierzący w zwycięstwo Vettel zbyt szybko chciał z tankowania odjechać. Przekroczył prędkość i dostał identyczną karę co Rosberg. Na koniec w bolidzie Webbera nie wytrzymały hamulce. Pech ominął jedynie Hamiltona, który niezagrożony dotarł do mety. Kłopoty Red Bulla wykorzystał za to Ross Brawn, genialny strateg F1, właściciel Brawn GP. Strategia przygotowana dla Barrichello i Buttona (kombinacje z zakładaniem miękkich i twardszych opon w odpowiednich momentach wyścigu) dała obu awans. Brytyjczyk był w Singapurze piąty i niemal zapewnił sobie triumf na koniec sezonu - na trzy wyścigi do końca ma 15 punktów przewagi nad Barrichello i już 25 nad Vettelem. Hamilton mimo zwycięstwa stracił nawet matematyczne szanse na obronę mistrzowskiego tytułu sprzed roku. Kubica finiszował ósmy. Gdyby nie kraksa Heidfelda byłby co najmniej 3-4 miejsca wyżej.

Kolejny wyścig w Japonii w następną niedzielę.

Wyniki Grand Prix Singapuru: 1. Hamilton, 2. Timo Glock (Toyota), 3. Fernando Alonso (Renault), 4. Vettel, 5. Button, 6. Barrichello, 7. Heikki Kovalainen (McLaren), 8. Kubica, 9. Kazuki Nakajima (Williams), 10. Kimi Räikkönen (Ferrari), 11. Rosberg, 12. Jarno Trulli Toyota), 13 Giancarlo Fisichella (Ferrari),14. Vitantonio Liuzzi (Force India).

Klasyfikacja mistrzostw kierowców: 1. Button - 84 punkty, 2. Barrichello - 69, 3. Vettel - 59 , 4. Webber - 51,5, 5. Räikkönen - 40, 6. Hamilton - 37, 7. Rosberg- 30,5, 8. Alonso - 26, 14. Kubica - 9.

Klasyfikacja mistrzostw konstruktorów: 1. Brawn GP - 153, 2. Red Bull - 110.5, 3. Ferrari - 62, 4. McLaren - 59, 5. Toyota - 46.5, 6. Williams - 30.5, 7. Renault - 26, 8. BMW Sauber - 21.

.Heidfeld ukarany za zbyt leki bolid ?