Jak ludzie z Renault okantowali Formułę 1

To jednak prawda - Nelson Piquet Junior rozbił samochód na polecenie szefów zespołu Renault. Flavio Briatore, Pat Symonds i Piquet spowodowali śmiertelne zagrożenie dla innych kierowców, w tym Roberta Kubicy. - Wynocha. Totalne wynocha. Wieczne wyklęcie - mówi o przyszłości zamieszanych w skandal ludzi z Renault w F1 szef FIA Max Mosley

W środę nastąpił przełom w sprawie oszustwa o potencjalnie najtragiczniejszych skutkach  w historii sportu. Koncern Renault wydał oświadczenie, że nie będzie się bronił przed oskarżeniami FIA o rozmyślne spowodowanie wypadku podczas GP Singapuru w 2008 roku, oraz pozbył się  szefa Briatore i dyrektora technicznego Symondsa.

Czyli przyznał, że wszystko to prawda!

- To najgorsza katastrofa, największe zniszczenia, jakie przydarzyły się Formule 1 - uważa Niki Lauda, żywy pomnik wyścigów.

- Wynocha. Totalne wynocha. Wieczne wyklęcie. Won. Skończone - odpowiedział szef FIA Max Mosley na pytanie o możliwe konsekwencje dla zespołu i zamieszanych osób.

Dotąd można było brać wynurzenia Nelsona Piqueta Juniora za brednie frustrata bezskutecznie próbującego dorównać ojcu, trzykrotnemu mistrzowi świata. Za słowa upokorzonego młodzika wyrzuconego przez Briatorego.

Ale po upublicznieniu zapisów telemetrii z samochodu Brazylijczyka, jego zeznań, rozmów Pata Symondsa z prawnikami FIA, w których uzyskał immunitet w zamian za pełną prawdę, i po decyzjach Renault wiadomo już, co się stało.

Oto, jak szefowie Renaulta wymyślili kant stulecia, który dał sensacyjne zwycięstwo Fernando Alonso i naraził życie 20 kierowców.

W sobotę po kwalifikacjach do ulicznego wyścigu w Singapurze we wrześniu 2008 roku Briatore i Symonds uzgodnili, że dwukrotny mistrz świata wleje paliwa na 14 kółek. Było to dziwne - Alonso skończył kwalifikacje na 15. miejscu i w takiej sytuacji kierowcy zazwyczaj tankują do pełna.

Następnie w niedzielę przed startem Symonds i Briatore spotkali się z Piquetem i polecili mu rozbić się na 14. okrążeniu w miejscu, które Symonds wskazał palcem na mapie. - Tylko bądź ostrożny - miał dodać dyrektor według zeznań kierowcy.

Piquet się zgodził. Jeździł słabo, jego kontrakt z Renault wisiał na włosku. Briatore brak sukcesów wykorzystywał do mobbowania 23-letniego kierowcy.

Alonso rzeczywiście jako pierwszy w wyścigu zjechał do garażu, aby nabrać paliwa. Wyjechał zatankowany po korek i wtedy Piquet wykonał rozkaz - rozbił się na 17. zakręcie, w wyznaczonym miejscu, w którym ani dźwig wyciągający wraki nie ma dostępu na tor, ani ludzie czyszczący tor.

Podstęp zadziałał. Kraksa spowodowała pojawienie się samochodu bezpieczeństwa oraz zakaz wyprzedzania. Usuwanie bolidu i jego resztek się przedłużało. Niektóre samochody zjeżdżały do garażu na tankowanie, choć to oznaczało karę - dodatkowy przejazd przez pit stop. Wśród takich pechowców był też walczący o podium MŚ Robert Kubica. Na mecie był czwarty. Gdyby wytrzymał jeszcze jedno okrążenie, mógł znaleźć się na podium. Potem otwarto bowiem garaże i niemal wszystkie samochody zjechały na tankowanie - już niezagrożone karą. Wszystkie oprócz renault Alonso.

embed

Grafika: www.autosport.com 

On w tym momencie był już pierwszy.

Nie wiemy, czy Alonso wiedział o spisku, ale jako doświadczony kierowca mógł się co najmniej domyślić, że nie wszystko było cudownym zbiegiem okoliczności. Podobnie jak osobisty inżynier Brazylijczyka. "Pytał mnie o przyczynę, ale ja powiedziałem, że po prostu straciłem kontrolę nad samochodem. Inteligentny inżynier dzięki zapisom z telemetrii zorientuje się, że to nieprawda, bo wciąż przyspieszałem, mimo że powinienem hamować" - napisał Piquet w zeznaniu dla FIA, które wyciekło do mediów.

Faktycznie, dane z bolidu Piqueta pokazują, że feralny zakręt na 13. okrążeniu pojechał zupełnie inaczej niż na 14., kiedy spowodował kraksę. Po prostu gwałtownie dodał gazu na zakręcie. Podejrzane są również rozmowy Briatore i Symondsa z Piquetem w czasie wyścigu.

Ale na koniec wyścigu Briatore zaklął, co zostało nagrane: - Pierdolona hańba. On po prostu nie jest żadnym pieprzonym kierowcą!

W tym sezonie Briatorego znów poniosło.

Po Grand Prix Węgier zwolnił rozchwianego emocjonalnie Brazylijczyka. Ten natychmiast zaczął śpiewać o Singapurze.

FIA wynajęła firmę śledczą Quest Investigations Lorda Stevensa of Kirkwhelpington badającą w przeszłości postępowanie w sprawie śmierci księżnej Diany, przekroczenie zasad użycia siły przez armię w Irlandii Płn. i nielegalność transferów w Premier League.

Quest przesłuchiwała Alonso, który powiedział, że o niczym nie wiedział, następnie inżynierów Renault. Potem Symondsa, który stwierdził, że pomysł wyszedł od Brazylijczyka.

I wreszcie Briatorego, który stwierdził: - Nigdy nie gadałem o tym z Nelsinho. Nigdy nie mówiłem o rozbiciu samochodu, nigdy nie przyszedł do mnie, mówiąc: "Flavio, Jezu Chryste, rozwaliłem wóz, wygrałeś wyścig, przedłużysz mi kontrakt?". Czy zrobili to dla sponsorów? Czytaj na blogu Bartka Raja >

Briatore - dotąd uznawany za kolorową postać, celebrytę, bawidamka, nieślubnego ojca synka Heidi Klum, faceta Naomi Campbell - na razie prawdopodobnie zajmie się piłką nożną. Kupił do spółki z Lakshmi Mittalem klub Queens Park Rangers.

Zapewne grozi mu proces  za ustawianie wyników zawodów i rozmyślne spowodowanie zagrożenia życia - FIA ma dobrych prawników.

Renault zapowiada, że ktoś musi zapłacić za to, co się stało. Niewykluczone, że koncern wycofa się z F1, jako że uczestniczy w wyścigach nie tylko po to, aby wygrywać, ale przede wszystkim ze względu na wizerunek.

Zespół Renault może zostać ukarany zabraniem punktów z klasyfikacji konstruktorów, a nawet wyrzuceniem z wyścigów, mimo że żadna z podejrzanych osób już do niego nie należy.

Piqueta Juniora nikt już nie zatrudni, chyba że tata senior, jeśli stworzy sobie zespół.

Za dziesięć dni odbędzie się Grand Prix Singapuru 2009.

Sprawdź się na torze F1 - zagraj ?

Więcej o: