Ecclestone i Mosley odpowiedzialni za opóźnienie GP Australii i GP Malezji

Opóźnienie GP Australii i GP Malezji wywołało wiele kontrowersji, zwłaszcza wśród kierowców, którzy musieli ścigać się w ekstremalnych warunkach. Jak się okazuje decyzję o godzinie startu wyścigu mogą podjąć tylko szef Formuły 1 Bernie Ecclestone i szef FIA Max Mosley. Żaden z tych panów nie zamierza zmieniać terminów w przyszłym sezonie.

"Kierowcy skarżyli się na słabą widoczność w Melbourne, natomiast na torze Sepang zmagania przerwała gwałtowna burza, której ryzyko w porze popołudniowej było bardzo duże. Deszcz sprawił, że zrobiło się nie tylko zbyt ślisko, lecz także za ciemno" - czytamy w portalu PIT STOP. "Bernie Ecclestone stwierdził jednak ostatnio, że nie widzi powodu, dla którego miałby zmieniać cokolwiek przed sezonem 2010 i jak się okazuje, wcale nie musi. Zgodnie z zasadami decyzja w tej sprawie należy do niego oraz Maksa Mosleya."

W grudniu zespoły zasugerowały zmianę godziny rozpoczęcia dwóch pierwszych wyścigów sezonu 2009, ale argumenty teamów, że zachodzące słońce w Australii , czy spodziewane w Malezji deszcze zagrażają bezpieczeństwu kierowców, nie trafiły do władz F1. - Postulowaliśmy, aby wcześniej rozpocząć Grand Prix Australii, ponieważ wiedzieliśmy, że słońce będzie bardzo nisko, co może utrudnić kierowcom jazdę - mówi Jorg Zander, Szef Konstruktorów ekipy Brawn GP.

- Ponadto zwróciliśmy uwagę na fakt, że tak późny start do Grand Prix Malezji zwiększy ryzyko deszczu oraz ciemności, którą przynoszą burze. Whiting [dyrektor wyścigów] powiedział, że nie ma wystarczającej siły przebicia, aby to zmienić i że mogą to zrobić tylko właściciele praw komercyjnych oraz prezydent FIA z pomocą Światowej Komisji Sportów Motorowych.

Więcej o przesuwaniu godzin GP - w serwisie PIT STOP ?