Rallye du Var. ZVariowany rajd Kubicy

Robert Kubica długo prowadził, ale nie dojechał do mety. Jego citroën wyleciał z trasy i spłonął. Polak i pilot Emanuel Inglesi - liderzy rajdu z ponadpięciominutową przewagą - zdążyli opuścić auto.

Citroën C4 WRC z Robertem Kubicą uderzył w drzewo i spalił się niemal doszczętnie na przedostatnim odcinku specjalnym Rajdu du Var. Na najważniejszej stronie sportów motorowych autosport.com informacja o kraksie Polaka długo była najczęściej czytanym artykułem, i to w dniu, w którym zadecyduje się, kto zostanie mistrzem świata w Formule 1.

Do wypadku doszło na 11. odcinku specjalnym, 30-kilometrowym Collobrieres. Polak, dysponujący najlepszym samochodem wśród 178 załóg, wygrał wszystkie wcześniejsze próby - w tym również sobotni przejazd po Collobrieres - pokonując m.in. najgroźniejszego rywala Freddiego Loixa w peugeocie 307 WRC. W sobotę Belg po kraksie wycofał się z rajdu.

Polak bardzo rzetelnie przygotowywał się do startu w najważniejszym rajdzie od wypadku we Włoszech przed prawie dwoma laty, który złamał mu karierę w wyścigach F1.

Aby przed startem na południu Francji dokładnie poznać nowy dla siebie samochód Citroën C4 WRC - niemal taki sam, w jakim Sebastien Loeb Loeb jeździł w latach 2007-2010 - wziął udział w rajdzie Trofeo di Como i wygrał osiem z 11 odcinków specjalnych. Zapewne wygrałby wszystkie, ale w końcówce dysponował tylko tylnymi hamulcami.

Citroën przygotował Polakowi specjalny pojazd, bo prawa ręka kierowcy wciąż nie jest w najlepszym stanie. - Hamulec ręczny został tak przerobiony, żeby Robert nie musiał używać dźwigni, lecz jedynie wcisnąć przycisk - tłumaczył Xavier Mestelan-Pinon, dyrektor techniczny zespołu Citroëna. Podobnie było ze zmianą biegów - zainstalowano system łopatek, jak w F1.

Polak już dwukrotnie startował w Rajdzie du Var. W 2009 roku zajął 29. miejsce, jadąc clio R3, rok później był czwarty za kierownicą clio S1600.

Rajd jest szalenie trudny. Asfalt - jak w Rajdzie Monte Carlo, który czasem wykorzystuje te same odcinki - raz nasłoneczniony, raz oblodzony, raz mokry, w zależności od tego, na jakiej wysokości wiedzie trasa, na jakim zboczu, czy w lesie, czy na otwartej przestrzeni. Do tego niektóre odcinki są wąskie i kręte, jakby komuś z widelca spadła na talerz kluska spaghetti - rekordy bił dość krótki odcinek La Mole po drodze D27, na którym można się poczuć jak na kolejce górskiej w wesołym miasteczku.

Kilkanaście dni temu znakomity, słynący z agresywnego stylu Fin Jari-Matti Latvala ostrzegał Kubicę, aby nie lekceważył rajdu. - To była dla mnie najtrudniejsza impreza w karierze - mówił Fin po zwycięstwie w 2011 roku w ramach przygotowań do Monte Carlo. - Mnóstwo lokalnych kierowców śmigało szybciej niż ja i gdy patrzyłem na wyniki, myślałem: "Przecież nie jestem w stanie jechać jeszcze szybciej". Niesłychanie ważne są rzetelne notatki pilota, bo bez przerwy są zakręty, żadnych prostych. Człowiek nie wie nawet, w jakim miejscu odcinka się znajduje.

Według relacji dziennikarzy, którzy obserwują rajd, kraksę samochodu Kubicy spowodował właśnie błąd pilota. - Pierwszy raz zdarzyła mi się taka sytuacja, zamiast jednej kartki w opisie zostały przełożone dwie i w zakręt wjechaliśmy o dobre 40-50 km za szybko. Nie dało się nic zrobić, nie było to przyjemne przeżycie. Ogólnie jechaliśmy dziś spacerowym tempem. Dobrze, że nic nam się nie stało. Szkoda samochodu - powiedział Polak, którego zacytował na Facebooku przyjaciel kierowcy i dziennikarz Mikołaj Sokół.

Więcej o: