F1. Renault w kropce w sprawie Kubicy. Boullier: Nikt nie wie, co będzie

- Wszystko mamy przygotowane na powrót Roberta. Samochody z 2009 roku stoją w garażu, gotowe na odpalenie, a zespół jest gotowy, aby przeprowadzić testy. Czekamy tylko na to, aż Robert powie, że jest gotowy - mówi szef Lotus Renault Eric Boullier.

Francuz we wrześniu ogłosił, że do końca października oczekuje od Polaka jasnej deklaracji, czy ten jest w stanie wrócić do ścigania się w 2012 roku. Potem odsuwał ten termin w czasie, ale teraz, na początku listopada, wciąż nie potrafi powiedzieć, czy Kubica, który żmudnie rehabilituje się po szeregu operacji po lutowym wypadku w rajdzie, wróci do zespołu.

- Ostatnie informacje, jakie mam, są takie, że musimy usiąść i przedyskutować sposób, w jaki Kubica chce wrócić. Nie wierzę, że on może tego dokonać w najbliższych dniach, to - być może - kwestia nadchodzących tygodni - mówi Boullier o komunikacji z obozem Kubicy. - Jestem w stałym kontakcie z jego menedżerem, ale dopóki Robert nie zasiądzie w wyścigowym samochodzie, niczego nie wiemy.

- Zespół potrzebuje konkretnego planu, by być pewnym, że jeśli - czego nikomu nie życzę - okaże się, że Robert nie wraca, będziemy mieli wyjście awaryjne, by iść w dobrym kierunku - dodaje Francuz, który ostatnio ogłosił, że w treningach przed Grand Prix Abu Zabi i Brazylii udział weźmie Romain Grosjean. Zwycięzca tegorocznej rywalizacji w GP2 zastąpi w nich raz Bruno Sennę, raz Witalija Pietrowa. Możliwe, że Grosjean będzie kandydatem do wyścigowego bolidu Renault w przyszłym sezonie.

Co z Kubicą? - Wszystko mamy przygotowane na powrót Roberta. Samochody z 2009 roku stoją w garażu, gotowe na odpalenie, a zespół jest gotowy, aby przeprowadzić testy. Czekamy tylko na to, aż Robert powie, że jest gotowy - tłumaczy Boullier. - Wiem, że jego obóz jest bardzo pewny, że Robert wróci i bardzo się z tego cieszę, bo jestem pierwszym, który życzy mu powrotu do wyścigów. Ale nikt nie wie, co będzie.

- Nikt nie ma raportu medycznego, nikt nie widział go prowadzącego samochód w wyścigowych szybkościach. I dopóki nie zobaczymy go w tej sytuacji, dopóki nie będziemy pewni, że może się ścigać, nie możemy nic ogłosić. Wciąż musimy, niestety, trzymać się tego, że nie będziemy już mogli z mieć go w samochodzie - dodał Boullier.