Adam Małysz: Dakar mnie wciąga

- Chcę się sprawdzić w ekstremalnych warunkach. Skoczkowie są przeraźliwie chudzi, wyglądają jak kościotrupy. Często traktuje się nas nie jak mężczyzn tylko chłopczyków. Zawsze chciałem zrobić coś bardziej męskiego - mówi Adam Małysz, przygotowujacy się do przyszłorocznego rajdu Dakar

- Ma instynkt do jazdy w terenie, czuje samochód - mówi o swoim partnerze pilot Rafał Marton. Dla niego styczniowy Dakar będzie już ósmym w karierze. Jeździł już samochodem i ciężarówką. Dla Adama Małysza to pierwszy start po rezygnacji ze skoków narciarskich. - Adam szybko nabiera odpowiednich nawyków. Jest drobny, ale to duży plus, bo łatwiej go umiejscowić w samochodzie - mówi Marton.

Małysz: wybrałem Dakar, bo chcę być sportowcem, a nie celebrytą

 

Rajd Dakar 2012 wystartuje 1 stycznia. Trasa będzie wiodła przez Argentynę, Chile i po raz pierwszy przez Peru. Małysz i Marton pojadą przystosowanym do rajdu Porsche Cayenne w teamie RMF Caroline Team.

Rozmowa z Adamem Małyszem, nowym kierowcą RMF Caroline Team

Robert Błoński, Kuba Dybalski: Było "leć, Adam, leć", będzie "jedź, Adam, jedź"?

Adam Małysz: Fajnie by było. Traktuję to jak wielką przygodę i pokonanie samego siebie. Rajd Dakar to zupełne przeciwieństwo tego, co działo się przy okazji skoków. Nikt niczego nie poda mi na talerzu, wszystko wypracuję sam z pilotem. To ogromnie motywuje.

Spodziewałeś się kiedykolwiek, że dostaniesz taką propozycję?

- W życiu. Wiem, jak drogi jest ten sport. W Dakarze jeżdżą zawodowcy albo osoby bardzo bogate, które chcą przeżyć wielką przygodę. Ten rajd kojarzy się z wyścigiem trzech teamów, niepokonany jest Volkswagen. Moim celem jest dojechać do mety, spełnić marzenie, poczuć się spełnionym, zrealizować się.

Wystartujesz w nim raz czy więcej?

- Nie wiem. Ale zaczyna mnie to wciągać coraz bardziej. Na początku myślałem, że to nie dla mnie. Trzymało mnie to, że jeśli podejmę ryzyko i wejdę do teamu, zostaną ze mną sponsorzy ze skoków. Finanse były dodatkowym plusem, ale przede wszystkim sam chciałem się sprawdzić w ekstremalnych warunkach. Skoczkowie są przeraźliwie chudzi, wyglądają jak kościotrupy. Często traktuje się nas nie jak mężczyzn tylko chłopczyków. Zawsze chciałem zrobić coś bardziej męskiego.

Szykujesz się do życia w spartańskich warunkach?

- Jestem na to gotowy. W Drawsku podczas treningów spałem w namiocie w temperaturze minus trzy stopnie. Nie boję się tego. Nawet kiedy zbliża się moment krytyczny, w sercu wiem, że dam radę.

Nie za szybko znów stajesz się sportowcem? To kolejna dyscyplina wyczerpująca psychicznie.

- Bałem się, że zostając dłużej w domu, rozleniwiłbym się. Stałbym się jak inni sportowcy odnoszącymi sukcesy, celebrytą jeżdżącym z imprezy na imprezę. Tak by się stało, nawet gdybym został dyrektorem sportowym w Polskim Związku Narciarskim. Nie chciałem tego. Zawsze byłem sportowcem.

Jak spisuje się samochód?

- Super. Na początku były kłopoty z zawieszeniem, ale już mamy nowe. Będzie z niego pożytek. Cały czas się go uczę. Jazda prywatną terenówką po górach to coś zupełnie innego. Auto rajdowe prowadzi się łatwiej, opony są dostosowane do ciężkich nawierzchni. Do tego mam bardzo doświadczonego pilota. Rafał Marton wiele razy przejechał Dakar, cały czas mnie uczy, jak się zachowywać. Nie zniechęca tylko zachęca.

Na skoczni marzłeś, w rajdach spotkasz upały.

- Kolejne przeciwieństwo (śmiech). Zawsze lubiłem ciepło. Latem wolałem trenować w 30-stopniowym upale i pocić się w kombinezonie niż kiedy z nieba lał deszcz. Nie cierpiałem być mokry z powodu ulewy.

Jak twoją decyzję przyjęła rodzina?

- Na początku ciężko. Później żona powiedziała, że będzie mnie wspierać. Teraz gdy wszystko stało się faktem, znów jest trochę trudniej. Ciężko przekonać, że to nie tylko pasja, chęć kontynuowania czegoś, co się lubi, ale również sponsorzy. Czasu dla rodziny będę miał więcej. Zapytałem Izę, czy wyobraża sobie mnie siedzącego w domu przez 24 godziny albo wracającego do domu wieczorem z biura. Odpowiedziała, że nie. Największym szokiem jest to, że wszystko stało się tak szybko. Na pewno jednak będę mógł wyjechać na wakacje latem, a na narty w środku zimy.

Dakar, czyli rajdowe ekstremum

Adama Małysza czeka jeden z najtrudniejszych rajdów terenowych na świecie. Rozgrywany od 1979 r. nie odbył się tylko raz - w 2008 r. odwołano go z powodu zagrożenia terrorystycznego w Mauretanii, a rok później przeniesiono z Afryki do Ameryki Południowej.

Startujący rano kierowcy na trasie są zdani na własne umiejętności nawigacyjne i zawierające podstawowe informacje roadbooki. Najlepsi, po przejechaniu kilkuset kilometrów odcinka specjalnego i odcinków dojazdowych, dojeżdżają na metę późnym popołudniem. Najsłabsi późną nocą lub wcale. Z kilkuset startujących co roku załóg zwykle do mety dojeżdża mniej niż połowa. W ciągu dwóch tygodni będą mieli tylko jeden dzień odpoczynku. W tym czasie przejadą m.in. Andy i pustynię Atakama.

W 31 edycjach rajdu śmierć poniosło sześćdziesiąt osób - uczestnicy, osoby z obsługi i widzowie. W 1986 r. w wypadku śmigłowca zginął pomysłodawca rajdu Francuz Thierry Sabine. W 2005 r. na trasie zginął dwukrotny zwycięzca rajdu na motocyklu Włoch Fabrizio Meoni.

Małysz podczas prezentacji dakarowej maszyny(galeria)

Więcej o: