Izabela Małysz: Nauczymy się siebie od nowa

- Jestem z nim od ponad 13 lat i przez ten cały czas był skoczkiem. Jego decyzja odmieni również nasze życie. Będziemy się uczyli siebie od nowa. Adam będzie kimś innym, niż był do tej pory - mówi Izabela Małysz ?Gazecie Wyborczej? i Sport.pl.

Robert Błoński: Znamy Adama ze skoczni. Proszę powiedzieć, jaki jest, kiedy wchodzi do domu...

Izabela Małysz: Zawsze zmęczony. Ostatnio zadzwonił po konkursach w Lahti i powiedział, że jedzenie było fatalne. Jak usłyszał, że na obiad był schabowy z młodą kapustą, westchnął: "O Jezu, zostaw mi, jestem bardzo głodny". Wrócił o pierwszej w nocy i zjadł z apetytem. Kiedyś by tego nie zrobił, nigdy nie jadł na noc. Teraz może sobie na to pozwolić, bo kończy karierę.

Dieta skoczka była dla pani uciążliwa?

- Dieta była na zawodach i zgrupowaniach, w domu jadł wszystko. Tylko mniejsze porcje. Ja i moja mama gotujemy bez ograniczeń. Jak jadł schabowego, to ściągał panierkę. Lubi steki, golonkę, kaczkę, placki z tłustymi spyrkami też. Ale potem szedł to wszystko wybiegać. Rozmawiałam z żoną Roberta Matei. Mówi: "Gdybym miała w domu siłownię, ćwiczyłabym codziennie". Odpowiedziałam, że zawsze kręci to, czego się nie ma. Ja mam siłownię, ale zawsze brakuje motywacji, żeby wziąć się do regularnych ćwiczeń. Dlatego chciałabym, żeby Adam trochę przytył. Głupio by wyglądało, żeby on ciągle był taki szczupły. Chętnie się z nim podzielę swoim "ciałkiem".

Cieszy się pani, że Adam kończy karierę?

- Jestem z nim od ponad 13 lat i przez ten cały czas był skoczkiem. Jego decyzja odmieni również nasze życie. Będziemy się uczyli siebie od nowa. Adam będzie kimś innym, niż był do tej pory.

Obawia się pani, że np. będziecie się częściej kłócić?

- Adam nie musiał kończyć kariery, żebyśmy zaczęli się kłócić. Nie jesteśmy idealni, tylko normalni. To, że spędzaliśmy ze sobą mniej czasu, nie znaczyło, że wyłącznie się kochamy, nigdy nie spieramy i nie brakuje problemów. Są. Różnica polega na tym, że dotąd mieliśmy mniej czasu, żeby je rozwiązywać, i dlatego bywało trudniej niż w normalnych małżeństwach.

Teraz czasu będzie więcej, ale jestem przekonana, że Adam nie spocznie na laurach, nie usiądzie w domu w kapciach przed telewizorem. To nie ten typ człowieka. Od szóstego roku życia ciągle był poza domem, żył w ruchu. Wszyscy pytają, co dalej. Na razie sam do końca nie wie, czego by chciał i co się wydarzy. Uważam, że tej klasy zawodnik powinien być zarzucony propozycjami ze wszystkich stron. Mało kto jak Adam potrafił promować Polskę w świecie.

Pozwoli mu pani na starty w rajdach samochodowych?

- Rozmawialiśmy o tym i oboje mamy mieszane uczucia. Jeśli miałoby to sprawiać mu taką radość jak skoki, to pewnie tak. Ale odezwałaby się we mnie egoistka, bo znowu nie byłoby go w domu. Nie wiem, czy jestem gotowa znowu być sama i spędzać życie osobno.

Kariera Adama Małysza (galeria)

 

Gdyby kilkanaście lat temu ktoś powiedział, że tak to wszystko się potoczy...

- ...nie uwierzyłabym. Nas też to wszystko przerosło. Patrzę na karierę Adama z perspektywy kobiety i żony. Myślę, że będzie moją drugą połową do końca życia. Kiedy się poznawaliśmy, nie patrzyłam na niego, jakim jest sportowcem i co może osiągnąć, tylko jakim jest człowiekiem. Sukcesy przyszły później, przyniosły popularność, odebrały prywatność. Medale i zaszczyty to ta wspaniała strona kariery Adama. Ale jest jeszcze druga - brzydsza i gorsza, która też dotyka nas na co dzień. Jesteśmy rozpoznawalni, ale uczymy się z tym żyć. Nigdy jednak nie przyzwyczaimy się do ludzkiej zawiści. Bo sukces to przecież także pieniądze. Żyjemy w niewdzięcznych czasach. Oglądając skoki Adama, jedni myśleli: "Fajnie, że wygrał". Inni dodawali: "Wygrał i zarobił".

Ciężko na to zapracował.

- Często słyszę: "Ty to masz świetne życie". Wtedy mówię o cieniach. Oboje jesteśmy na świeczniku i bardzo musimy uważać na to, co robimy i co mówimy. Kiedyś Adam miał gorszy czas. Poszliśmy do restauracji i zamówił herbatę z sokiem malinowym. Podano mu go w kieliszku. Ktoś zobaczył i rozpuścił plotkę, że "Małysz ma kryzys, bo pije". Kiedy studiowałam, musiałam się uczyć dwa razy więcej od innych, a i tak szeptali po kątach: "Małyszowej jest łatwiej za nazwisko". Plotkowano, że mam romans z dziekanem. Ileż się nasłuchałam o kryzysach naszego małżeństwa. Ploty pojawiały się zwykle pod koniec sezonu, kiedy kończyły się tematy sportowe. Gdybym miała tyle dzieci, ile razy pisano, że jestem w ciąży, mielibyśmy z Adamem niezłą gromadkę. Ale w tej kwestii jeszcze wszystkich zaskoczymy (uśmiech).

Nie wyszłam za Adama dla pieniędzy. Gdyby one miały być dla mnie jedyną motywacją, prawdopodobnie nigdy nie bylibyśmy małżeństwem. Na początku to ja byłam ta bardziej majętna, taka jest prawda, ale wychodziliśmy z założenia, że mamy po dwie ręce i damy sobie radę w życiu.

Chętnie oddam połowę wszystkiego, tylko niech ktoś weźmie na plecy naszą codzienność, problemy, złośliwości, docinki i zawiść. Plotki zazwyczaj skupiały się na mnie, bo Adam wyjeżdżał, a ja zostawałam na miejscu. Czytałam listy i nie wszystkie są pochlebne. Słyszałam, co mówią ludzie. Bywało, że myślałam: "Weźcie te pieniądze i dajcie nam święty spokój".

To lepiej by było, gdyby Adam skończył karierę w 1998 roku, kiedy miał kryzys.

- Wie pan, dlaczego chciał wrócić do normalnej pracy? Bo kończyły się pieniądze, musieliśmy sprzedać samochód. Pobraliśmy się w bardzo młody wieku, ale Adam zawsze czuł się odpowiedzialny za rodzinę. Był sportowcem, ale przede wszystkim mężem i ojcem. Głową rodziny, którą musi utrzymać. Poświęcił się skokom, trenował z pasją i zaangażowaniem, ale nie miał wyników i to go zniechęcało. Skoki chciał rzucić, bo nie mógł z nich utrzymać rodziny.

Ciężko było z nim wytrzymać?

- Oboje jesteśmy spod znaku Strzelca i nasz związek nie potwierdza reguły, że tylko przeciwieństwa się przyciągają. Jesteśmy podobni: uparci, lubiący postawić na swoim, i czasem były z tego powodu zgrzyty.

Kto pierwszy odpuszczał?

- Kiedyś Adam, dziś ja. Nie ustępuję mu, tylko jestem bardziej doświadczona. Wiem, że życie jest za krótkie, by je tracić na głupie kłótnie.

Co panią denerwuje w Adamie?

- To, że bywa taki zawzięty i bardzo uparty. Jesteśmy jednak jak typowa włoska rodzina. Dużo mówimy, wręcz krzyczymy, ale dzięki temu emocje wyrzucamy z siebie.

Ale przez te wszystkie lata zmieniliśmy się, wydorośleliśmy. Razem osiągnęliśmy życiową dojrzałość. Adam stał się bardziej otwarty. Kiedyś był zahukany, dziś podziwiam łatwość, z jaką wypowiada się publicznie. Mistrzem uczyniła go praktyka, nabrał pewności, sam w siebie mocno uwierzył.

Czym panią ostatnio zaskoczył?

- Kiedy ogłaszał koniec kariery, w telewizji podziękował rodzinie za wsparcie. W domu takich słów by nie użył. To znaczy tak ładnie jak wtedy by tego nie powiedział. Naprawdę mnie wzruszył.

Jest pani o niego zazdrosna?

- W każdej miłości szczypta zazdrości jest zdrowa. Ale niech pan spojrzy na to z drugiej strony. Czemu to zawsze ja jestem tą "złą"? Przecież to Adama ciągle nie ma w domu, to on jest popularny, to on odnosi sukcesy. Ale o romanse podejrzewano tylko mnie. Adam też jest zazdrosny, choć tego nie pokazuje. Czasem słyszę od kuzyna: "Ale ten Adam jest o ciebie zazdrosny". Związek nie ma sensu bez zaufania. Co by to dało, gdyby siedział przy mnie i trzymał za rękę? Prawdziwemu uczuciu nie zaszkodzi i półroczna rozłąka. Jeśli chodzi o "groupies", które stoją pod hotelami skoczków i piszczą na ich widok, to wychodzę z założenia: skoro sam się nie upilnuje, to ja na pewno tego nie zrobię.

Adam ma gust?

- Do aranżacji zieleni w ogródku? Tak (uśmiech). Ubrania? Jest mu obojętne, co zakłada. Bywa, że przed wyjściem ubieramy się osobno. Jeśli coś mi nie odpowiada, wystarczy jedno spojrzenie. A czasem sam popatrzy na mnie i mówi: "Wyglądam przy tobie jak wieśniak, idę się przebrać" (śmiech). Przy budowie domu podział obowiązków był jasny: Adam miał postawić budynek, ja dbałam o wykończenie. Ale ogródek w większości należy do Adama. Ja zajmuję się kwiatami.

W Vancouver, pytany o marzenia, mówił: "Bardzo bym chciał, żeby Iza wreszcie nie wstydziła się za mnie na parkiecie".

- (śmiech) Od lat mamy się zapisać na kurs tańca, ale nigdy się nie udało. Mówiąc poważnie, to nie wiem, o co mu chodzi z tym tańcem. Poznaliśmy się na dyskotece, pierwsze, co mu wtedy powiedziałam: "Ale fajnie tańczysz". Rok temu byliśmy na weselu i choć orkiestra grała tango, zaczęliśmy improwizować na parkiecie wygibasy. Aż muzyk z orkiestry powiedział: "Byłem na wielu weselach, ale coś takiego widzę po raz pierwszy".

Wyobraża sobie pani Adama bez wąsów?

- Nie. Nie chciałabym, żeby zgolił. Ja go nawet... nie pamiętam bez wąsów.

Kiedyś miał kolczyk w uchu.

- Dobrze, że go stracił, dziurka zarosła i jest spokój.

Farbowane włosy?

- Pasemka były fajne. Nie tylko kobiety mogą się farbować.

Przez te wszystkie lata każdy czegoś chciał od Adama.

- Kiedy były sukcesy, kochali go wszyscy. Porażki studziły uczucie. Nauczyliśmy się z żyć z oczekiwaniami i presją. W pewnym momencie Adam przestał się przejmować i robił swoje. Był takim sportowcem, jakim jest człowiekiem. Gdy tracił motywację, zawsze jej szukał i wierzył, że wróci na szczyt. Na skoczni i poza nią zawsze dążył do swoich celów. Mówiłam, że jest uparty. Wielu sportowcom brakuje charakteru, który ma Adam. W trakcie MŚ w Oslo dostałam maila od Otylii Jędrzejczak, która jest w USA. Była zszokowana, że Adam skończył karierę. Ale dodała, że jest jej natchnieniem i wzorem. Pokazał, że można wrócić na szczyt. Ona też próbuje.

Ogląda swoje trofea w galerii?

- Rzadko, ale parę razy złapał się za głowę "ile tego jest". Co innego było przywozić puchary i medale, a co innego mieć wszystko poustawiane w jednym miejscu. Niedawno galerię odwiedził Thomas Morgenstern. Mistrz świata, olimpiady i zdobywca PŚ siedział prawie dwie godziny i był pod wrażeniem.

Kiedy będziecie mogli spokojnie przejść ulicą?

- Nie wiem, ale chyba nigdy. Nasza codzienność jest inna niż wszystkich. Adam jest bardzo rozpoznawalny. W najdalszych zakątkach świata Polacy nigdy nie pytają, czy to naprawdę Adam. Wystarczy jedno spojrzenie i od razu mówią: "O, Adam! Kibicujemy ci, prosimy o autograf i zdjęcie".

Ostatni konkurs Adama Małysza (galeria)

 

Za dużo VIP-ów chce pożegnać Adama ?

Więcej o: