Skoki narciarskie. Małysz: Chciałbym skoczyć rekord, ale obniżają mi belkę

Adam Małysz na nowej skoczni w Vikersund skakał w piątek ze skoku na skok coraz lepiej. W swojej nadjdłuższej próbie Polak poszybował na 218m.

- Skocznia jest przedziwna, przygotowana super, ale tam na rozbiegu przed samym progiem tak wgniata, że większość zawodników za wcześnie się odbija, bo gdy wgniecie to wydaje się, że już trzeba się wybić, a tu jeszcze jest próg - mówił Adam Małysz po pierwszym treningu.

W kolejnych próbach "Orzeł z Wisły" lądował coraz dalej.

- Do tego uskoku na rozbiegu da się przyzwyczaić, najgorszy jest pierwszy skok, bo człowiek nie wie co jest grane. Przy drugim-trzecim jest już coraz lepiej. Chciałbym skoczyć tu rekord życiowy, ale zawsze po tym Evensenie obniżają nam belkę. Nie mógłby on na końcu jechać - śmiał się najlepszy polski skoczek.

- Może to jest skocznia wybudowana właśnie pod niego, w końcu to norweski obiekt i może Evensen nauczył się tak skakać, ale to jest przecież latawiec i udowadnia to wszędzie na mamutach - kontynuuje Małysz.

- Ze skoku na skok czuję się tu pewniej, ale na pewno brakuje czegoś, aby odlatywać na takie odległości jak ci najlepsi. Nie zawsze też warunki pozwalają, trzeba mieć na dole z przodu wiatr. Jak się nie ma to trudno odlecieć - uważa czterokrotny zdobywca Kryształowej Kuli.

- Na pewno ta pierwsza faza tutaj jest trudniejsza niż na skoczni w Planicy, bo leci się dużo niżej i ciężko jest przelecieć nad bulą. Jak już tę fazę się przeleci to później niesie, ale muszą być dobre warunki. Jak ich nie ma to się siada na buli - dodaje Małysz.

- Myślę, że rekord Polski jest tutaj realny, w końcu już dwa razy dziś padł tu rekord świata. Trzeba jednak skoczyć tak jak Evensen - zakończył Adam Małysz.

Więcej w serwisie skijumping.pl ?

Więcej o: