Robert Mateja o Małyszu: Adam najwyraźniej miał słabszy dzień

- Nie wiem, co się stało - z rozbrajającą szczerością przyznał asystent Hannu Lepistoe, trenera Adama Małysza, Robert Mateja po sobotniej porażce w mistrzostwach świata w lotach narciarskich

- Są tylko trzy medale do rozdania, a chętnych do nich jest bardzo wielu. W sobotę byli niestety lepsi zawodnicy od Adama. Szkoda, ale taki jest sport - powiedział Mateja.

- Nie wiem, co się stało. Na pewno sobotnie skoki nie były tak dobre jak te piątkowe. Adam najwyraźniej miał trochę słabszy dzień. Zdarzają się takie dni. Teraz jednak nie ma co gdybać. Adam walczył, ale nie wyszło - dodał.

Gorycz porażki - dramat Małysza w Planicy W pierwszej serii Polak skoczył 211 m i było jasne, że przegrał złoto. Spóźnił skok i z Ammannem przestał mieć szansę. Bo Szwajcar fruwał jak natchniony i w każdym swoim skoku bił swój rekord życiowy - najpierw 227, potem 236,5. Małysz do swojego (225 m) się nawet nie zbliżył. Ale po trzecim skoku był jeszcze drugi. Miał kilka punktów przewagi nad Schlierenzauerem i kilkanaście nad Jacobsenem. Kiedy wylądował, słychać było jęk zawodu i westchnienie niedowierzania... 211,5 metra i nerwowe oczekiwanie na noty. Okazało się, że do brązowego medalu zabrakło 0,4 pkt. Czyli pół metra.

- Sakramencko się to wszystko popsuło. Sam się tego nie spodziewałem. Zaczęło wiać i zrobiły się problemy. W drugim skoku wydawało mi się, że dobrze wyszedłem z progu, później nie miałem powietrza w pierwszej fazie i nagle jakiś podmuch uderzył mi w lewą nartę. Strasznie mi ją wykręciło, poszła mi aż za głowę, wytraciłem szybkość i spadłem. Jestem zawiedziony, szansa na medal była ogromna. Tak wielka, że już nigdy może się nie powtórzyć - mówił po zawodach sam Małysz.

Czytaj relację z konkursu ?

Więcej o: