Vancouver 2010. Wierzymy w medale. Ale tylko Kowalczyk, Małysza i Sikory

Na rozpoczynające się jutro igrzyska olimpijskie w Vancouver Polski Komitet Olimpijski wysłał grupę 47 sportowców. Ale z badania, jakie dla ?Metra" przeprowadziła firma Pentagon Research, wynika, że polscy kibice pilnie będą śledzili zmagania tylko wielkiej trójki - Justyny Kowalczyk, Adama Małysza i Tomasza Sikory

Pasjonujące mecze hokeja na lodzie z udziałem gwiazd ligi NHL, efektowne zjazdy narciarzy alpejskich - tym będzie w najbliższych dniach emocjonował się cały sportowy świat. No, prawie cały. Bo w oczach polskich widzów te dyscypliny nie znajdują wielkiego uznania. Zainteresowanie olimpijskim turniejem hokeja deklaruje tylko 21 procent Polaków, a zmagania alpejczyków ma zamiar śledzić 9 proc. respondentów przepytanych przez Pentagon Research.

Królewską dyscypliną sportów zimowych w wyobraźni kibiców znad Wisły są skoki narciarskie. Zainteresowanych nimi jest 43,7 proc. Polaków, a w czasie igrzysk pasjonować się będzie nimi co drugi z nas (52 procent). To oczywiście pokłosie fantastycznych triumfów Adama Małysza. Czterokrotny mistrz świata, który w Vancouver będzie walczył o złoty medal, jest rozpoznawalny aż przez 98 procent rodaków! Na mocną pozycję pracuje też Justyna Kowalczyk. O najlepszej biegaczce narciarskiej świata słyszało 92 proc. ankietowanych, a jej walkę o medale w Vancouver zamierza śledzić co trzeci Polak. Przyzwoity wynik notuje jeszcze Tomasz Sikora. Mistrza świata i wicemistrza olimpijskiego w biathlonie zna 43 proc. Polaków.

Gdyby w Kanadzie zabrakło Kowalczyk, Małysza i Sikory, igrzyska stałyby się dla Polaków imprezą całkowicie marginalną. Zresztą i tak schodzą na drugi plan, ustępując miejsca piłkarskim mistrzostwom świata, które latem zostaną rozegrane w RPA. Mundial, choć zabraknie w nim reprezentacji Polski, za sportowe święto roku uznaje 35,2 proc. Polaków.

- Igrzyska w Vancouver za najważniejszą sportową imprezę tego roku uważa jedynie 12,4 proc. ankietowanych. Wynika to z dwóch faktów: słabej promocji tego wydarzenia i, przede wszystkim, stosunkowo niewielkich szans medalowych Polaków - tłumaczy Michał Gradzik z Pentagon Research.

Słaba kondycja polskich sportów zimowych to efekt wieloletnich zaniedbań. W historii zimowych igrzysk Polska zdobyła zaledwie osiem medali, a jedynym mistrzem olimpijskim z naszego kraju już od 38 lat pozostaje Wojciech Fortuna.

- Brakuje dużych sponsorów, których wsparcie pomogłoby wychować następców Małysza, Kowalczyk i Sikory. Poza Lotosem, który wspomaga szkolenie młodych skoczków, nikt nie dostrzega potencjału sportów zimowych. A to one zajmują większość sportowego czasu antenowego od grudnia do lutego - ocenia autor raportu.

Ta sytuacja ma się zmienić zaraz po Vancouver. - Niedawno naszym sponsorem został Orlen, później TP SA, więc bankructwa się nie boję - mówi prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, Piotr Nurowski. PKOl, który cieszy się wsparciem innych dużych marek jak Tyskie i PKO BP, wszystkim naszym sportowcom, którzy w Kanadzie staną na podium, gwarantuje godziwe premie. Złoty medalista dostanie 250 tysięcy złotych, srebrny 150, a brązowy - 100.

Polacy są przekonani, że zdobyć premie mogą tylko Kowalczyk, Małysz i Sikora. - Ta trójka jest zdecydowanie najbardziej rozpoznawalna, jej przyznaje się największe medalowe szanse, ona przyciągnie przed telewizory widownię - tłumaczy Gradzik.

W zasadzie kibice są przekonani, że na medale stać wyłącznie wielką trójkę. W zdobycie jakiegokolwiek krążka przez reprezentanta najliczniejszych kadrowo łyżwiarzy szybkich (dziesięciu zawodników) wierzy zaledwie jeden procent ankietowanych. Tylko dwa procent szans mają według Polaków snowboardziści, choć wśród nich jest m.in. brązowa medalistka ubiegłorocznych mistrzostw świata Paulina Ligocka.

- Każdy z nas marzy o medalu. Mało jest zawodników, którzy myślą sobie: "fajnie, jadę na igrzyska, będę reprezentantem Polski, to sukces". Każdy chce sprawić niespodziankę, każdy, kto ciężko trenuje, marzy o medalu. A że igrzyska rządzą się swoimi prawami i często o zwycięstwach decyduje szczęście, wierzę, że medale mogą zdobywać też ci, na których nikt głośno nie stawia - mówi "Metru" Małysz.

Ale Polacy stawiają właśnie na niego. W jego sukces w postaci trzeciego w karierze olimpijskiego krążka wierzy połowa z nas. Wyżej stoją tylko akcje Justyny Kowalczyk, której co czwarty rodak już wiesza na szyi olimpijskie złoto, a medal z jakiegokolwiek kruszcu królowej śniegu przyznaje 57 procent Polaków.

Zdaniem Pentagon Research rozwój sportów zimowych, który przyniósłby więcej medalowych szans, może nastąpić tylko wtedy, gdy długoletnią współpracę z dużymi firmami nawiążą poszczególne związki sportowe. Dziś nakłonić uznane marki do takiego kroku byłoby trudno, bo tych, które sponsorują kadrę olimpijską, Polacy z igrzyskami wcale nie utożsamiają. Tylko 15 procent kibiców wie, że reprezentację wspiera Tyskie, 13 procent jako sponsora wskazuje PKO BP, 11 proc. - TP SA, a siedem procent - Orlen.

Czy jest możliwe, że sytuacja się zmieni i wkrótce sponsorzy będą bić się o możliwość wspierania nowych, zimowych gwiazd polskiego sportu? - Na pewno chciałbym wydać jak najwięcej na premie za medale i po igrzyskach czuć się jak szczęśliwy bankrut - mówi Nurowski. Polacy wierzą, że prezes PKOl będzie musiał sięgnąć do kieszeni i twierdzą, że nasza kadra przywiezie z Kanady 3-4 medale (tak uważa 43 proc. ankietowanych).

Specjalny serwis o Igrzyskach w Vancouver 2010 ?

Więcej o: