Adam Małysz: Jestem w miarę zadowolony. Druga seria pokazała, że między mną a absolutną światową czołówką nie ma wcale takiej przepaści, jak mogło się wydawać. Warunki były dla wszystkich mniej więcej równe. Wiało z tyłu i wszyscy skakali podobnie. Mnie brakuje jeszcze do ideału, ale małymi kroczkami idę ku lepszemu. Pracuję nad błędami technicznymi, żeby kierunek odbicia był lepszy. Bardziej do przodu.
- Oba bardzo fajne, ale w pierwszym na samym dole zabrakło powietrza, żebym odleciał ze trzy-cztery metry dalej. Puściło mnie i musiałem lądować, ale technicznego błędu nie popełniłem. Ci, co skakali w pierwszej serii po mnie, odlecieli właśnie po trzy-cztery metry i osiągnęli przewagę, której nie odrobiłem.
- Na pewno nie był to ten błysk, o który chodzi, żeby być na podium. Koncentruję się na technice i chyba widać, że ze skoku na skok jest lepiej. Mam nadzieję, że w Bischofshofen będzie jeszcze lepiej, później - również. Nie patrzę na to, co dotąd osiągnąłem. Liczy się obecny moment, teraźniejsza forma. Każdy mnie poklepuje po plecach i mówi: "Ty już swoje zrobiłeś". Ale ja mam niesamowitą ambicję. Chcę jeszcze sprawiać radość kibicom i sobie. Kiedy wygrywałem, przed każdym kolejnym konkursem bardzo się bałem. Czy znowu będę najlepszy? Czy popełnię jakiś błąd? Teraz jestem świadom swoich umiejętności, możliwości i przede wszystkim bardziej doświadczony. To moja przewaga. Nie trzęsę się na widok najlepszych, tylko idę skoczyć, żeby z nimi rywalizować. Młodsi mnie szanują, ale nie muszą się kłaniać. Nie chcę tego, nie uważam się za nie wiadomo kogo. Miłe, jak podejdą i zagadną.
- Jest w stanie, choć Kofler równo skacze. Gregor potrafi niesamowicie odlecieć, choć także popełnia błędy. Osiem metrów w dwóch skokach jest w stanie odrobić. Bardziej stawiam na niego. Nie zapominajmy o Ahonenie, to stary wyga i jest w coraz lepszej formie. My patrzymy na jego prędkości. Jeśli jest najszybszy na progu, czyli ma "top speed", znaczy, że jego dyspozycja idzie w górę. I wtedy jest niebezpieczny.
- Byłbym ostrożny z tymi uśmieszkami na górze. Może to jest maskowanie zdenerwowania? Na dole skoczni można pożartować, tuż przed skokiem musi być koncentracja. Ale jedni są mocno skupieni, mają zamknięte oczy, zaciśnięte zęby i oczy. I myślą tylko o skoku. Są i tacy, co się uśmiechają - może na wspomnienie swoich dobrych skoków? Austriak ma idealną posturę do skoków narciarskich. Ma znakomitą technikę. Nawet jeśli nie funkcjonuje tak, jakby chciał, jest w czołówce. Będzie ciężko go pokonać. Ale po dwóch-trzech sezonach dominacji może nadejść kryzys. Zobaczymy, jak zareaguje, jeśli kiedyś "odleci" do tyłu.
- Też, ale nie tak szybko jak u Janne. On uwielbia Turniej Czterech Skoczni, który wygrał pięć razy. A ja po dobrym początku i trzecim miejscu w Lillehammer pogubiłem się technicznie w Engelbergu. Teraz małymi krokami wychodzę na prostą.