Małysz: Już nie chodzę na jutrznię

PRZEGLĄD PRASY. Adam Małysz, który jest ewangelikiem zdradza w wywiadzie dla "Polski The Times", że przez lata w wigilię świąt Bożego Narodzenia, chodził na jutrznię. - A teraz chodzę z żoną na pasterkę, której jutrznia jest odpowiednikiem - mówi skoczek.

- U nas ewangielików, też jest pasterka. Nazywa się tylko inaczej - jutrznia - i zaczyna się o piątej rano. Generalnie różnice między naszymi odmianami wiary są tak minimalne, że w ogóle nie ma z tym problemów. Bóg jest jeden. To jest najważniejsze - wyznaje Małysz.

Najlepszy polski skoczek dodaje także, że nie ma w kościele większych problemów z wiernymi, którzy bardziej skupiają się na nim, niż na nabożeństwie: - Chodzimy z żoną do takiego małego kościółka. Tam prawie wszyscy nas znają.

- A nawet jeśli nie, to w kościele w Polsce ludzie wciąż potrafią się zachować. Czasami dzieciaki podchodzą, ale zaraz reagują rodzice. A po mszy, jak ktoś podejdzie, złoży życzenia, powie: wesołych świąt, to jest przyjemnie - kończy Małysz.

"Nie robimy tragedii z wyników Małysza" - mówi Lepistoe ?

Więcej o: