Jan Szturc: Ja bym Adama wycofał

Pozostanie w Turnieju Czterech Skoczni może tylko pogłębić kryzys i frustrację. Chyba że zdarzy się cud, ale szanse na to są minimalne - mówi pierwszy trener Adama Małysza

Małysz: Może trzeba było się napic... ?

Jan Szturc uważa, że konkurs w Garmisch-Partenkirchen, w którym Polak nie zakwalifikował się nawet do serii finałowej, powinien być ostatnim występem Polaka w 57. TCS. - To była klapa, widziałem Adama w telewizji: był sfrustrowany, bo przegrał pojedynek z przeciętnym Niemcem Wankiem, nie wszedł do drugiej serii, skoczył słabo. Był gotowy na każdą decyzję trenerów. Oni zdecydowali się zostać w Turnieju, więc trzeba to szanować. Ja bym zrobił inaczej - mówi Szturc.

Wujek Małysza, który pracuje w Wiśle z juniorami, zwraca uwagę, że podczas TCS jego siostrzeniec odda za mało skoków, by skorygować błędy i wydobyć się z kryzysu.

- Do 6 stycznia zawodnicy oddadzą od sześciu do dwunastu skoków [cztery treningowe, dwa kwalifikacyjne, dwa w seriach próbnych i ewentualnie cztery w konkursach w Innsbrucku i Bischofshofen - rb]. To bardzo mało. Zamiast tego od 3 stycznia można byłoby już spokojnie trenować i wykonać dziewięć skoków w jeden dzień - mówi.

Dodaje, że pozostanie w TCS może tylko kryzys Małysza pogłębić. - Po tak słabych wynikach atmosfera w kadrze na pewno nie jest dobra. Niepowodzenia muszą mieć wpływ na psychikę. Adam jest w dołku, pozostali skoczkowie i trenerzy też bezradnie rozkładają ręce. Jedyne, co nam zostało, to czekanie na cud - mówi.

Jego zdaniem przyczyną niepowodzeń Adama są błędy techniczne. Ciągnie się to od pierwszego startu w Kuusamo. - Na pięć skoków zaledwie jeden jest dobry - mówi Szturc. - Adam przestał odbijać się nogami. Przy dojeździe do progu za szybko rusza tułów do przodu i nie ma czasu na normalną pracę nóg. Adam przejeżdża próg, potem nie jest aktywny w locie, stąd jego skoki są krótsze nawet o kilkanaście metrów od najlepszych.

Błędy w technice biorą się ze złych nawyków nabytych podczas treningów. Mogło się to zdarzyć przy pracy nad siłą, nawet przy skokach przez płotki. Lekarstwem powinny być dwa tygodnie przerwy i treningi na małej skoczni, gdzie poprawia się technikę, oraz w sali gimnastycznej, gdzie Małysz powinien wykonać setki imitacji i wynoszeń.

Tyle że w tym sezonie trenerzy już raz wycofali kadrę z Pucharu Świata i pojechali na treningi do Ramsau. Bez efektu.

Zdaniem Szturca nie ma co myśleć o porażkach, ale szybko wymyślić, jak ratować sezon. - Jeśli trenerzy mają plan awaryjny, niech go wdrożą - mówi.

Czwartkowa decyzja o pozostaniu na Turnieju świadczy o tym, że Łukasz Kruczek zdecydował się nie robić rewolucji i po raz drugi w sezonie wycofywać kadrę ze startów. Na razie wszystko zostało pozostawione swojemu biegowi, ale po TCS Małysz nie wystartuje w lotach w Bad Mittendorf (10-11 stycznia). Będzie przygotowywał się do startu w Zakopanem (16-17 stycznia).

W przeszłości zdarzało się, że Małysz wracał do Wisły, do Szturca, i trenował pod jego okiem. Wujek Małysza twierdzi, że teraz ten układ nie jest możliwy. - W kadrze jest kilku trenerów. Mają swoje koncepcje, odpowiadają za przygotowanie do sezonu i skoki zimą - mówi. - Niezręcznie mi się wtrącać. Poza tym nie zostawię w klubie dwudziestu chłopców. A z Łukaszem Kruczkiem jestem w stałym kontakcie. Rozmawialiśmy już tej zimy dwa razy. Znają błędy Adama i wiedzą, co robić.

W sobotę o 13.45 kwalifikacje do konkursu w Innsbrucku. Pokaże je TVP Sport i Eurosport.

Bez Małysza ubył prawie milion

3,4 mln

średnio tyle osób oglądało cały noworoczny konkurs w Ga-Pa

3,9 mln

zgromadziła pierwsza seria z udziałem Małysza

3,0 mln

widzów miała druga seria już bez Małysza

Widzów coraz mniej

4,1 mln

Polaków przyciągnął pierwszy konkurs TCS w Obersdorfie

12 mln

oglądało kilka lat temu konkursy w Zakopanem, gdy Małysz był w formie

Dane: AGB Nielsen Media Research