Adam Małysz laureatem plebiscytu "Ludzie Wolności" w kategorii sport

Jeden z najlepszych polskich skoczków narciarskich w historii - Adam Małysz został wybrany na "Człowieka Wolności" w plebiscycie "Gazety Wyborczej" i telewizji TVN. Głosowanie czytelników i telewidzów wyłoniło tych, którzy są dla Polaków symbolem niepodległości, rozwoju, demokracji.

Najważniejsi ludzie ostatnich 25 lat wyłonieni zostali spośród tysięcy kandydatur przysłanych nam przez Państwa. Finałowe piątki w każdej z kategorii wybrała specjalnie do tego celu powołana kapituła. Człowiek Wolności został wybrany w drodze SMS-owego głosowania.

Wśród sportowców Małysz "rywalizował" z Justyną Kowalczyk, Agnieszką Radwańską, Robertem Korzeniowskim i Renatą Mauer-Różańską.

- Dziękuję tym, którzy mnie przez ten czas wspierali. Ja szczególnie pamiętam rok 1994, gdy wszystko się zaczęło. Otwarte granice sprawiły, że Polka zaczęła się rozwijać - powiedział Małysz, odbierając nagrodę podczas uroczystej gali.

Polski sport ma jego twarz

Polak z Wisły dofrunął m.in. do czterech złotych medali mistrzostw świata, czterech Pucharów Świata i czterech medali olimpijskich. Tym, którzy sądzili, że wyskoczył na chwilę dzięki bułce z bananem albo innym czarom, dał długą lekcję niezłomności, niezawodności, nieprawdopodobnego charakteru i przy tym wszystkim normalności.

To dla Małysza pod Wielką Krokiew w Zakopanem w 2002 roku zjechało się sto tysięcy Polaków. Stali nawet przy progu skoczni, skąd musieli odejść, by mistrz mógł polecieć. Przedolimpijską próbę wygrał, a w Salt Lake City zdobył pierwsze polskie medale zimowych igrzysk od 30 lat. Fenomenu Małysza jako sportowca, człowieka i zjawiska nie da się chyba powtórzyć nigdy.

Wskoczył do romantycznej dyscypliny sportu, w której dawno temu mieliśmy pojedyncze sukcesy, i całą serią własnych, kosmicznych wyników podbił wielki świat, a świat polskiego sportu postawił na głowie. Kamil Stoch jako dziecko rozwijał swój talent dzięki pieniądzom, jakie na fali sukcesu Małysza zainwestowali w skoki sponsorzy. Od niego przejął też filozofię podejścia do startów, patrząc na niego, uwierzył w siebie. Niedawno wyznał, że lata temu, skacząc w cieniu "orła z Wisły", nie zazdrościł mu sukcesów, bo wiedział, że kiedyś osiągnie własne. - Adam jako świetny sportowiec przetarł nam tory. Pokazał, że można wygrywać.

- Dzięki niemu ja też chciałam zwycięstw - mówi Justyna Kowalczyk. Małysz nigdy nie był mistrzem olimpijskim. Ale aż cztery razy był mistrzem świata, bo wygrał 39 konkursów, a uprawiał sport bardziej loteryjny i szans na sukcesy miał mniej (skoczkowie nie mają tylu startów, co biegacze).

Zburzył zastany porządek, zaszokował tych, którzy przyzwyczajeni do dzielenia triumfów między siebie byli przekonani, że tak będzie zawsze. Kiedy olśniewać zaczął Małysz, Polska w historii swoich startów na zimowych igrzyskach miała tylko cztery medale. Teraz ma 20 - cztery jego i 12, które powstały z "żebra Adama". Przez lata towarzyszył milionom rodaków przy niedzielnych obiadach.

Ujmował postawą fair play i skromnością. W 2002 roku dostał narty, które pod zieloną powłoką były złote. Tuż przed olimpijskim startem miał zerwać naklejki, ale uznał, że nie wolno manifestować swojej wielkości, kiedy się jeszcze nie wygrało, że deprymując innych skoczków, wyprowadziłby cios poniżej pasa. Małysz wygrał więcej niż tytuł mistrza olimpijskiego i wygrał coś więcej dla siebie. Wizerunek pozytywnego człowieka. Takiemu chętniej przychylić nieba. Stąd fundusze, jakie sponsorzy łożą, aby mógł realizować marzenia w świecie rajdów samochodowych. A że stawiają na prawdziwego mistrza, nie można wykluczyć, że kiedyś będę z nim świętować zwycięstwo w Rajdzie Dakar. W końcu dla takich, którzy zmienili polski sport, niemożliwe nie istnieje.

Więcej o: