Dakar 2015. Kobiety do mety

U nas jest tak samo jak w męskim zespole, z tą różnicą, że jesteśmy dziewczynami - mówią przed rozpoczynającym się w niedzielę Dakarem zawodniczki. Choć cały czas stanowią niewielki procent wszystkich startujących, to są wśród nich prawdziwe diamenty. Relacja z pierwszego etapu od 16 w Sport.pl
Rajd Dakar to jeden z najbardziej morderczych i wyczerpujących rajdów świata. Trudne warunki, niewygody, wszechobecny brud, kurz i pył. Fach mechanika w ręku. To środowisko, które raczej bliżej jest prawdziwym macho. Ale już w inauguracyjnym, szalonym Rajdzie Paryż-Dakar startowały panie, było ich dokładnie siedem, a ta liczba w kolejnych edycjach sukcesywnie rosła.

W imprezie startowała księżna Monako, a największe sukcesy kobiet to przełom wieków i starty Niemki Jutty Kleinschmidt. W 1997 roku jako pierwsza kobieta wygrała dakarowy etap, a cztery lata później wygrała całą imprezę. Takie wyniki pobudzają wyobraźnię.

"Wygrać etap? Chyba wszyscy musieliby poodpadać"

Choć cały czas kobiety stanowią niewielki procent wszystkich startujących, to są wśród nich prawdziwe diamenty. W tym roku wszyscy mówią tylko o Lai Sanz. Debiutowała w 2011 roku i od razu wygrała klasyfikację kobiet. I tak było w trzech kolejnych edycjach. Przed rokiem zwróciła na siebie uwagę - była 16. w motocyklowej stawce, co zaowocowało, jako pierwszej kobiecie w historii, kontraktem z fabrycznym zespołem - w tym roku Sanz jest częścią ekipy Hondy.

30-latka z Katalonii jednak dość spokojnie podchodzi do oczekiwań otoczenia.- Nie jestem jeszcze na takim poziomie, by wygrać choćby etap Dakaru. Chyba musieliby wszyscy poodpadać - stwierdziła.

W tym roku wiele się ode mnie oczekuje, ludzie spodziewają się, że ukończę rajd w pierwszej dziesiątce. Z jednej strony to dobrze, bo to znaczy, że inni się ze mną liczą. Z drugiej strony nakłada to na mnie presję - mówi Sanz.

Sanz może realizować swój dakarowy sen w barwach fabrycznego zespołu, warunki pracy ma jak czołówka stawki. Jej rajdowe koleżanki o takim zapleczu mogą pomarzyć. Ale to ich nie zniechęca. Przyciąga przygoda.

46-letnia Szwedka Annie Seel ma już za sobą pięć startów jako motocyklistka (najlepszy wynik to 45. miejsce), w poprzedniej edycji przesiadła się na fotel pilota Garry'eo Connella (rajdu nie ukończyli), a teraz po raz pierwszy pojedzie jako kierowca. - Uwielbiam Dakar, ale prawdę mówiąc za wiele o samochodach nie wiem. Liczę na doświadczenie pilota i na niezawodne auto - powiedziała. Pojedzie Dessert Warriorem razem z pilotem Paulem Roundem, który samochody na Dakar przygotowuje od blisko dwóch dekad.

"Zouzou" do mety!

Różowe Isuzu o pieszczotliwym imieniu "Zouzou" pomylić z żadnym innym dakarowym autem nie sposób. To Catherine Houles i Sandrine Ridet - jedyna kobieca załoga w stawce 138 samochodów. - Łatwo na pewno nie będzie, spodziewamy się piekła - mówi Houles, której przygoda ze sportem zaczęła się od jeździectwa, terenowe szlify zbierała w marokańskim Rajdzie Gazel (impreza tylko dla kobiet), z sukcesami - pięć razy stawała na podium, w 2008 triumfowała.

Celem załogi różowej "Zouzou" jest meta. To spore wyzwanie. Odkąd Rajd Dakar przeniesiono do Ameryki Południowej, tylko jedna kobieca załoga go ukończyła (Florence Bourgnon- Clémence Joyeux w 2009 roku). Francuzki ze spokojem podchodzą do rywalizacji.

U nas jest tak samo jak w męskim zespole, z tą różnicą, że jesteśmy dziewczynami. Może nie jesteśmy tak silne fizycznie, ale to nas zmusi tylko do tego, żeby tak wybierać trasę, by unikać machania łopatą - mówi i zaraz dodaje: - Nie napędza nas testosteron, wiemy, co to cierpliwość.

Rajd Dakar rozpocznie się 4 stycznia w Buenos Aires. Zawodnicy będą mieli do pokonania ponad 9 tys. km przez terytoria Argentyny, Chile i Boliwii. Meta 17 stycznia też w Buenos Aires.

Jedyna taka talia kart! Stoch, Kowalczyk, Wlazły... [ZDJĘCIA]