F1. Ręka Roberta Kubicy chwyta i dźwiga

Sebastian Vettel śladami wielkich mistrzów jedzie po drugi tytuł z rzędu. Tracący do niego już 58 punktów Lewis Hamilton sztorcuje sędziów, a Robert Kubica może już podnosić przedmioty ręką rozszarpaną w lutowym wypadku
Grand Prix Monako odbywa się blisko apartamentu, w którym mieszka Kubica, ale Polak nie zdecydował się przyjść na tor. - Nie chciał znaleźć się w tłumie. Pojawi się na torze dopiero w kombinezonie, aby wystartować w wyścigu - powiedział "Przeglądowi Sportowemu" menedżer Polaka Daniele Morelli.

To, że Kubica pojedzie w Grand Prix jeszcze w tym sezonie, nie jest wykluczone. - W sierpniu powinniśmy wiedzieć, kiedy to nastąpi - stwierdził Włoch. - Stan Roberta się poprawia, standardem jest pięć godzin rehabilitacji dziennie - nogi i ręki. Na tym etapie nie ma już żadnych komplikacji, poważnych zagrożeń czy infekcji.

Coraz sprawniejsza jest prawa ręka Kubicy, której groziła nawet amputacja. - Zakres ruchów się zwiększył, Robert może podnosić różne przedmioty. Brakuje mu siły, po tak wielu miesiącach leżenia w łóżku z usztywnioną ręką mięśnie bardzo osłabły. Nie jest to jednak zmartwienie. Musi trenować i to zwiększy jego siłę - tłumaczy Morelli.

Kubica trenuje, a pod jego oknami Vettel z Red Bulla powiększył przewagę do 58 punktów nad Hamiltonem (McLaren) - obrońca tytułu wygrał pięć z sześciu wyścigów w tym sezonie i wygląda na to, że nie da się już prześcignąć. - On już prawie jest mistrzem - mówi Fernando Alonso z Ferrari.

Rywale powoli tracą wiarę w dogonienie Niemca. Niektórzy, tak jak Alonso, cieszą się z sukcesików (drugie miejsce Hiszpana w niedzielę było jego najlepszym wynikiem w tym sezonie), inni stają się nerwowi. W Monako największym przegranym był Hamilton. I dał temu wyraz.

Anglik, który wygrał w Monte Carlo w 2008 roku, liczył, że właśnie na wąskim torze ulicznym, wykorzystując swój nadzwyczajny talent, nawiąże walkę z Vettelem. Ale przegrał już w sobotnich kwalifikacjach, gdy zajął dopiero 9. miejsce.

W wyścigu ryzykancko zaatakował Felipe Massę (Ferrari) i Pastora Maldonado (Williams). Hamilton zdobywał pozycje, ale rywale w wyniku jego szarż rozbijali bolidy. Anglik został za to dwukrotnie ukarany - przejazdem przez alejkę serwisową i stratą 20 s.

- To jakiś idiotyczny żart - komentował Hamilton w BBC swoje piąte wezwanie na przesłuchanie przez sędziów. - "Może to dlatego, że jestem czarny", jak mawia Ali G - powiedział 26-letni Brytyjczyk, jedyny czarnoskóry kierowca w Formule 1.

Później sam obrócił komentarz w żart. Ale nadal czuje się prześladowany. - Zostałem ukarany za to, że starałem się wyprzedzać i robić show. Gdybym czuł, że posunąłem się za daleko, przyznałbym się do spowodowania wypadku - mówił Hamilton.

Massa stwierdził, że Hamilton powinien nadal być karany. - Ale tak, żeby wreszcie wyciągnął wnioski - stwierdził Brazylijczyk.

Witalij Pietrow: » Nie mogę się doczekać GP Kanady