Grand Prix Singapuru. Wygrał Alonso, Kubica siódmy. Alonso, Książę Ciemności

Fernando Alonso wygrał nocny wyścig w Singapurze, mijając metę o 0,2 sekundy przed Sebastianem Vettelem. Robert Kubica w spektakularnym stylu wyprzedził na ostatnich okrążeniach aż sześciu kierowców i skończył Grand Prix na siódmej pozycji.
Jeśli wziąć pod uwagę ambicje szefa Renault sprzed weekendu w Singapurze, to siódme miejsce Kubicy należy uznać za porażkę. Francuski zespół mierzył w podium samochodem Polaka, ale po kwalifikacjach, w których Kubica był ósmy, Eric Boullier musiał przyznać: - To frustrujący wynik. Szybkość samochodu była poniżej oczekiwań.

To samo siódme miejsce jest jednak sukcesem, jeśli spojrzeć na przebieg wyścigu. Na 46. okrążeniu Polak musiał zjechać ze względu na przebitą oponę i z niemal pewnej szóstej pozycji spadł na 13. Wyścig wyglądał na stracony, ale...


Kubica pokazał duszę wojownika!


Na ośmiu okrążeniach żółto-czarne renault mknęło między barierkami i samochodami rywali jak Batmobil po ulicach Gotham City. Kubica wyprzedził Jaime Alguersuariego i Sebastiana Buemiego (obaj Toro Rosso), Pietrowa, Felipe Massę (Ferrari), Nico Hulkenberga (Williams) i Adriana Sutila (Force India). Na torze, na którym teoretycznie nie ma miejsc do wyprzedzania!

- Miałem przewagę, bo moje opony były w lepszym stanie, ale z drugiej strony jest tutaj dużo wolnych zakrętów, gdzie trudno utrzymać się bezpośrednio za samochodem z przodu - powiedział serwisowi F1.pl Kubica. - To trochę ryzykowne, ale udało mi się wyprzedzić sześciu kierowców. Jestem zadowolony. To był dobry, ale trudny wyścig, w którym zdobyłem punkty - podsumował.

Finisz Kubicy był znakomity w odróżnieniu od formy Renault. - Bądźmy realistami. W tej fazie sezonu to najlepsi pracują nad rozwojem samochodu - mówi Polak, dając do zrozumienia, że jego zespół myśli już raczej o kolejnym sezonie.

Pasjonującą walkę o tytuł toczą Red Bull, McLaren i Ferrari.

W niedzielę kolejny sukces odniósł lider włoskiej ekipy Alonso, który zasłużył na tytuł Księcia Ciemności. Skandal sprzed dwóch lat, kiedy poprzedni szefowie Renault kazali się rozbić na tym samym torze Nelsinho Piquetowi, aby umożliwić wygraną Hiszpanowi, sprawia, że jest to określenie pejoratywne, ale patrząc na wydarzenia minionego weekendu - w pełni uzasadnione.

Alonso po raz trzeci z rzędu stanął w Singapurze na podium, bo w najważniejszych momentach nocnego Grand Prix zdominował tych, którzy mieli dominować - kręte i wąskie ulice Singapuru miały dać wielką przewagę red bullom, ale okazało się, że zdeterminowany Hiszpan potrafi pojechać szybciej. Alonso wygrał kwalifikacje, nie dał się pokonać na starcie i odparł zryw red bulla Vettela w końcówce.

Niemiec może się czuć zawiedziony, ale z drugiej strony zdobył solidną porcję punktów, ograniczając tak częste w tym sezonie straty. Zadowolony jest jego kolega z Red Bulla Mark Webber, który startował dopiero z piątego miejsca i zaryzykował, zmieniając opony podczas pierwszego wyjazdu samochodu bezpieczeństwa. Taktyczny manewr okazał się świetny i lider klasyfikacji wskoczył na podium.

Walczył o nie Lewis Hamilton z McLarena, który po drugiej neutralizacji zaatakował Webbera podczas dublowania słabeuszy. Hamilton Australijczyka wyprzedził, ale ten w wąskim zakręcie minimalnie trącił go przednim skrzydłem. McLaren nie nadawał się już do jazdy, chwilę później sędziowie uznali, że kolizja nie miała winnego.

Hamilton po raz trzeci w czterech ostatnich wyścigach nie dojechał do mety i w klasyfikacji generalnej spadł na trzecie miejsce. Do Webbera traci 20 punktów, do drugiego Alonso - dziewięć, a Vettela ma tylko o punkt z tyłu. Kubica "umocnił się" na ósmej pozycji - strata do siódmego Nico Rosberga (Mercedes) wzrosła do ośmiu punktów.

Następny w kalendarzu wyścig o Grand Prix Japonii odbędzie się 10 października na torze Suzuka.

Szef Ferrari znudzony plotkami o przyjściu Kubicy »