Kubica mistrzem WRC-2. Nieznośna lekkość jazdy

Robert Kubica pokazał w tym roku, że wciąż jest wyjątkową postacią w motorsporcie. Potwierdził, że jest kierowcą piekielnie szybkim, ale też regularnym i niezawodnym. Wygrywał rajdy w imponującym stylu, bijąc po drodze kilka polskich rekordów. I to mimo fizycznych ograniczeń. Przy wszystkim, co osiągnął w tym roku, mistrzostwo WRC-2 wydaje się najmniej ważne. To tytuł wzięty przy okazji, zdobyty rykoszetem.
Na Twitterze nie tylko o rajdach pisze @kgirgiel 

- Nie mam najmniejszych szans na tytuł. Brakuje mi doświadczenia w rajdach - tak w maju mówił Kubica i tak mówił zdrowy rozsądek. To, co wydarzyło się potem, wymknęło się regułom tego sportu.

Rajdy to dyscyplina, w której zwykle nie walczy się o dziesiąte części sekundy jak w wyścigach. Trzeba raczej kontrolować tempo i rozsądnie wybierać miejsca, w których jedzie się na limicie. Po pierwszych rajdowych próbach Kubicy, zakończonych kraksami, pojawiły się głosy, że akurat w tym sporcie jego wrodzona szybkość może mu przeszkadzać. Po sześciu fantastycznych występach w mistrzostwach świata wiadomo już, że niewiarygodne momentami tempo naszego kierowcy przeszkadzać może mu tylko w jednym - czerpaniu radości z jazdy wolniejszym autem RRC. Kubica po prostu nadspodziewanie szybko "wyrósł" z możliwości, jakie daje auto w kategorii WRC-2. Wszedł na poziom niedostępny dla rywali i zrobiło się nudno. Na przesiadkę do mocniejszego Citroena DS3 WRC zasłużył nawet nie tyle mistrzowskim tytułem, co stylem, w jakim go zdobył.

Pytanie kogokolwiek ze świata motorsportu o Kubicę dawno stało się formalnością, bo właściwie każda opinia brzmi niemal jak list miłosny: pracowity, zaangażowany, zdeterminowany na sukces, wyciskający maksimum ze sprzętu, który dostaje. To samo powiedzą nagrania z kamer wewnątrz auta, na których widać opanowanie i pełną kontrolę nad autem. Słychać to też w dyktowanym przez Macieja Barana opisie trasy, wzbogacanym na bieżąco, ciągle udoskonalanym. Nie mając własnych doświadczeń z rajdu, Kubica potrafi wykorzystać cudze. A to oznacza ślęczenie godzinami nad nagraniami z przejazdów innych zawodników i próby wyciągania wniosków.

Komu jeszcze mało, niech popatrzy na wyniki. W szutrowym debiucie podczas Rajdu Portugalii Kubica osiągnął tylko metę. Z pozostałych sześciu startów w mistrzostwach świata wygrał pięć, a raz był drugi. Same zwycięstwa w WRC-2 nie muszą robić takiego wrażenia, bo i nie robią go nazwiska rywali. W trakcie całego sezonu pojawiło się w tej serii tylko trzech kierowców, którzy mogą coś znaczyć w rajdach - to młode nadzieje tego sportu - Fin Esapekka Lappi i Walijczyk Elfyn Elvans oraz doświadczony Nowozelandczyk Hayden Paddon.

Ale Kubicy zdarzało się też wygrywać z kierowcami w mocniejszych autach WRC, choć przyjmuje się, że jego wersja citroena jest wolniejsza od nich o ok. 1,5 sek. na kilometrze. Na najdłuższym odcinku Rajdu Hiszpanii, 42-kilometrowym El Priorat, Polak stracił do najszybszego Sebastiena Ogiera 35 sek., czyli 0,8 sek. na kilometrze. Nieźle jak na kierowcę, który przed każdym rajdem rytualnie powtarza: "Dla mnie liczy się tylko nauka i zbieranie doświadczenia".

Bo taki właśnie był plan na ten sezon. Kubica miał przyzwyczajać się do nowego tempa i nowego auta, testować możliwości i kondycję pokiereszowanego w wypadku ciała, uczyć się zróżnicowanych tras rajdowych mistrzostw. To często długi i skomplikowany proces. Sam opis trasy wymaga osobnego potraktowania każdego zakrętu i każdego większego kamienia na drodze. Tego nie da się nauczyć w trybie eksternistycznym.

Tym bardziej unikalne wydają się osiągnięcia Kubicy. Kierowcy, który jeździ nie jak debiutant, ale jak doświadczony mistrz - w sposób przemyślany i do znudzenia regularny. Tytuł WRC-2 ładnie wygląda w gablocie i CV kierowcy, ale drzwi do czołowych zespołów nie otwiera. Zwycięzcy tego cyklu z ostatnich lat (wcześniej nazywał się SWRC) wielkiej kariery nie zrobili. Xavier Pons ogranicza się do mistrzostw Hiszpanii, Juho Hanninen był co prawda mistrzem Europy, ale w WRC doskoczył tylko do szóstego miejsca w Rajdzie Szwecji, a Craig Breen też przeniósł się do mistrzostw Europy. Jeśli więc szefowie dużych zespołów chcą posadzić Kubicę w swoich autach, to nie dlatego, że Polak rywalami z WRC-2 pozamiatał podłogę, ale dlatego, że widzą w nim potencjał na coś dużo bardziej spektakularnego.

Dwa i pół roku po ciężkim wypadku Kubica znów jest na szczycie. Niewielu mamy w Polsce sportowców, którzy potrafią tak dobrze radzić sobie z presją i oczekiwaniami, którzy w decydującym momencie się nie zagapią i nie stracą koncentracji, którym nie trzeba po każdym poważnym występie śpiewać "nic się nie stało". Możemy za to zaśpiewać: Mistrza już mamy, na WRC czekamy.