Ferrari, Renault, Kubica. Pokerowe zagrywki z asem

Robert Kubica może już nie wrócić do Renault. Francusko-brytyjski zespół będzie tylko jednym z walczących o Polaka - obok Ferrari i Red Bulla. Start Polaka w 2012 roku też jest wątpliwy.
Według Jonathana Noble'a, szefa działu F1 w Autosport.com, Kubica, który wciąż dochodzi do siebie po lutowym wypadku rajdowym, może jeszcze długo nie wrócić do sportu. Pisze też, że jego "źródła sugerują, że operacja, która miała polepszyć ruchomość złamanego łokcia, spowodowała komplikacje w przewodzeniu nerwów - co dało niepożądane efekty". Dopiero po kolejnym zabiegu Polak wznowił ćwiczenia rehabilitacyjne, które wzmocnią osłabione mięśnie. W grudniu ma zacząć biegać. Bardziej prawdopodobne jest więc - pisze Autosport.com - że będzie potrzebował kolejnych sześciu miesięcy, aby odzyskać formę startową. I że będzie gotowy do ścigania się w Grand Prix dopiero w drugiej połowie sezonu. Czyli najwyżej w kilku ostatnich wyścigach 2012 roku.

Przypomnijmy, że menedżer Polaka Daniele Morelli jeszcze w połowie roku twierdził, że Kubica może wrócić nawet na Grand Prix Brazylii. Ten wyścig - ostatni w 2011 roku - odbędzie się w przyszłym tygodniu.

Mimo tak odległych perspektyw startu pokerowe zagrywki wokół Kubicy już się zaczynają. Polak może być bowiem kluczem kontraktowej układanki na 2013 rok. Może być wtedy - jeśli wróci do formy, czego nie można być pewnym, ale to jest przecież istotą pokera - jednym z nielicznych kierowców najwyższej klasy niezwiązanych umową. Kilka gwiazd Formuły 1 ma podpisane kontrakty na 2013 rok, czyli Fernando Alonso w Ferrari, Sebastian Vettel w Red Bullu, Jenson Button w McLarenie, Nico Rosberg w Mercedesie. Wolny będzie Lewis Hamilton, ale on od sportowego dzieciństwa związany jest z McLarenem i jeśli będzie jeździł tak błyskotliwie jak w Abu Zabi, zostanie w brytyjskiej stajni na lata.

Kontrakt Polaka z Renault obowiązuje tylko do końca roku.

To dlatego szefowie Ferrari węszyli wokół Polaka, aby zatrudnić go u boku Alonso. Przed wypadkiem w Ronde di Andora ludzie ze scuderii przygotowali nawet umowę wstępną, która zawisła w próżni po niemal śmiertelnej kraksie na górskiej szosie w Ligurii.

Właśnie we włoskim gigancie i w Red Bullu będą prawdopodobnie wolne miejsca w 2013 roku - po Felipie Massie i Marku Webberze. Jeśli w tych zespołach myślą już o przyszłości, Kubica znajduje się na ich krótkiej liście życzeń.

Z kolei polski kierowca - zwłaszcza po słabym 2011 - może uznać, że przed Renault nie ma przyszłości.

- Umowa [z Kubicą] się kończy, zrobi, co będzie chciał - stwierdził ostatnio szef Renault Eric Boullier. - Graliśmy z nim fair, czujemy się w porządku pod względem moralnym. Ale jeśli Robert będzie chciał jeździć gdzie indziej, trudno.

Boullier wypowiadał się, myśląc o 2012 roku. Dlatego miał podstawy, by wątpić, że znajdzie się miejsce w lepszym zespole niż jego. Ale co innego będzie w 2013 roku.

W tych trzech stajniach będą na Kubicę czekać samochody o specyfikacji z 2009 roku, by do woli mógł testować formę, kiedy tylko będzie gotów (poza oficjalnymi testami, które odbędą się w lutym, kierowcy F1 mogą jeździć co najmniej dwuletnimi bolidami).

Rzeczywiście, ostatnio można wyczuć ochłodzenie stosunków na linii Kubica - Boullier. Szef zespołu narzekał, że nie jest dostatecznie informowany o stanie zdrowia kierowcy, a musi decydować o obsadzie na najbliższy sezon. Nic zresztą dziwnego, że Francuz jest sfrustrowany, jeśli odpowiada za 450-osobowy, wielusetmilionowy biznes, w którym kierowca jest najważniejszą częścią.

Autosport.com twierdzi, że być może dzieje się tak dlatego, iż Kubica uznał, że znacznie łatwiej będzie mu wrócić do sportu, mając pod ręką nowoczesny symulator w Maranello (w Renault jest dopiero budowany), tor testowy we Fiorano i niezmierzone bogactwo włoskiego teamu-legendy do dyspozycji.