Skoki narciarskie. Małysz: Czekałem tyle czasu, warto było

- We czwartek podczas kolacji podszedł do mnie Słoweniec Miran Tepesz, który decyduje o puszczaniu zawodników z belki startowej i powiedział ?no, Adam: w końcu wyczekałem ci dobre warunki? - opowiadał Sport.pl bardzo szczęśliwy Adam Małysz po zwycięzkim konkursie w Zakopanym.
Robert Błoński: Dziś, chyba po raz pierwszy w sezonie, nie może pan narzekać na wiatr. W pierwszej serii miał pan idealne warunki.

Adam Małysz: Już podziękowałem kibicom, którzy dmuchali w trąby przed moim skokiem i to na pewno spowodowało, że powiało mi pod narty. We czwartek podczas kolacji podszedł do mnie Słoweniec Miran Tepesz, który decyduje o puszczaniu zawodników z belki startowej i powiedział "no, Adam: w końcu wyczekałem ci dobre warunki" Odpowiedziałem, że to były tylko treningi i kwalifikacje, a konkurs jest w piątek, sobotę i niedzielę. Pierwszy skok był perfekcyjny, drugi troszkę mniej udany. Nawet widziałem na telebimie, jak nasz dziadek czyli trener Hannu Lepistoe zrobił gest, że lewa narta noga mi trochę odjechała do góry. Ja frunąłem, ile mogłem. Walczyłem o każdy metr. I udało się. Cieszę się niezmiernie z tego zwycięstwa. Tyle czasu na to czekałem, warto było.

Przed wielkimi wydarzeniami zawsze coś się panu śni. Jak było tym razem?

- Miałem koszmar. Że się biłem ze wszystkimi. Ale nie chcę wam mówić, dlaczego (śmiech). Obudziłem się o czwartej rano i myślałem, że nie usnę.

Czy ta zakopiańska publiczność jeszcze pana stresuje?

- Już nie. Są wspaniali, wspierają wszystkich. Każdy skoczek uwielbia tutaj startować. Stojąc na rozbiegu, widząc tysiące flag, słysząc jak się wydzierają w niebogłosy to niesamowite. Dziękuję. Zakopane to Zakopane.

Wraca pan na najwyższe podium po prawie czterech latach. Po drugim skoku wyglądał pan na trochę zaskoczonego, że przy nazwisku Małysz znowu pojawiła się jedynka.

- Bo niczego nie byłem pewny, wiedziałem że skok nie był za dobry. A nie wiedziałem, ile latali zawodnicy skaczący przede mną, bo na rozbiegu wszystko zagłuszały dmuchawy oczyszczające tory ze śniegu. Ale jak jechałem na górę, słyszałem że niektórzy skakali po 135 m. Bałem się, że te 128,5 m nie wystarczy. To była nutka niecierpliwości, nie wiedziałem gdzie jest moje miejsce w tym konkursie.

Który skok był trudniejszy? Pierwszy czy drugi.

- Zdecydowanie drugi. Nie było łatwo zostać mi na górze samemu. Dwa razy tak było w tym sezonie i nie udawało mi się utrzymać prowadzenia po pierwszej serii. Zobaczcie, jak pomógł mi wiatr w pierwszej serii. Cieszę się tym triumfem.

Od pana poprzedniego zwycięstwa - w Planicy w 2007 roku - stał pan na podium 15 razy. Ale ani razu nie na pierwszym miejscu. To było denerwujące czy przeciwnie, utwierdzało pana w swoją moc i to, że wygrana w końcu przyjdzie?

- Wierzę w swoje doświadczenie, możliwości i umiejętności. Cierpliwy jestem, bo latem wykonałem ogromną pracę. Ona musiała dać efekty. Mam bezgraniczne zaufanie do trenera Lepistoe, dlatego czekałem na to zwycięstwo. Nigdy bym mu się nie sprzeciwił, nigdy nie było między nami konfliktu. Rozmawiamy ze sobą jak człowiek z człowiekiem. Jest między nami porozumienie. Liczyłem na zwycięstwo i miałem przeczucie, że w końcu przyjdzie. Stało się to w Zakopanem.

Zagrali panu Mazurka Dąbrowskiego...

- I to porządnego (śmiech). Ściskało mnie w gardle. Przed drugim skokiem, jak jechałem wyciągiem, usłyszałem " Polska! Biało-czerwoni". I aż łza mi się w oku zakręciła. To taki nasz drugi, sportowy hymn. Dodało mi to skrzydeł, podniosło na duchu. Już nie ma słów, by wyrazić radość. Nigdy nie stracę sentymentu do Zakopanego, nie da się tego porównać do czegokolwiek innego.

Teraz będzie panu łatwiej skakać w sobotę i niedzielę?

- A skąd! Trudniej. Wiem, jakie były oczekiwania. Teraz wzrosną. Widziałem i czułem to po czwartkowych treningach i kwalifikacji, które wygrałem. Mam w głowie zakodowane, że tutaj nie skaczę tylko dla siebie, ale i dla ludzi, którzy przyszli na skocznię dla mnie. Na szczęście jestem już za stary, by się tym denerwować. Doświadczenie robi swoje, nie popełniam głupich błędów. Mam przerąbane, bo nie da się świętować. Niech zrobią to, ci którzy mogą.

Niech pan opowie o pierwszym skoku. On zadecydował o wygranej.

- Był bardzo dobry. Miałem świetne warunki i odleciałem. Było jak we czwartek, kiedy pofrunąłem o pół metra dalej. Mam coraz więcej takich dobrych skoków i to cieszy. Zdarzają się gorsze, jak ten w drugiej serii, ale kiedy jest forma to nawet popełniając niewielki błąd można wygrać. To różni zawodnika, który jest w formie od tego, który ma szczęście. Fart można mieć raz, ale później decydują już umiejętności i dyspozycja. Skaczę jak nakręcony. Nie myślę, co robić tylko siadam i jadę.

Jak daleko tutaj można skoczyć?

- Przy dobrych warunkach 145 metrów [rekord wynosi 140,5 m - rb].

Jak pan podchodzi do liczby zwycięstw w PŚ?

- Nie przywiązuję wagi. Jestem już młodym zawodnikiem, ciężko mi rywalizować. Skoki bardzo eksploatują i wyczerpują. Osiągnięcie najwyższej formy wiele mnie kosztuję. Cieszę się, że tyle lat jestem na topie, choć miałem słabsze momenty. Dziękuję rodzinie, która zawsze mnie wspierała i akceptowała to, co robię.

Pierwszy konkurs wygrał pan prawie 15 lat temu. Szmat czasu.

- Wszystko się zmieniło. W pewnym momencie byłem w naszej kadrze traktowany jak asystent trenera. Najstarszy skoczek miał o dziesięć lat mniej ode mnie i miałem wrażenie, że niektórzy się mnie bali. Długo trwało, nim się otworzyli. Jak już to zrobili, to chyba skorzystali na tym.

Ta wygrana to efekt...

-...cierpliwości. Robię to, co lubię. Z wielką pasją i wiarą. Wiara czyni cuda.

Tutaj biła z pana pewność. Rzadko składa pan deklarację, że będzie walczył o pierwsze miejsce.

- Zrobiłem to przed Vancouver. Co mi zostało? Wiele osiągnąłem. Mam wspaniałych kibiców, którzy nigdy się nie odwrócili ode mnie. Powtarzają, że nic nie muszę i to dodaje pewności. Ja znam swój organizm, wiem że jestem w formie. Czasem mogę powiedzieć wam więcej niż zwykle. I tutaj powiedziałem, że czuje w nogach dynamit. Zapowiedziałem walkę o pierwsze miejsce. Udało się i jestem szczęśliwy jak diabli.

Adam Małysz wygrał w Zakopanem  »


Więcej o:

WRC 2019, klasyfikacja MŚ

lp. zawodnik punkty
1 Ott Tanak 263
2 Thierry Neuville 227
3 Sebastien Ogier 217
4 Andreas Mikkelsen 102
5 Elfyn Evans 102
6 Kris Meeke 98
7 Jari-Matti Latvala 94
8 Dani Sordo 89
9 Teemu Suninen 89
10 Esapekka Lappi 83
11 Sebastien Loeb 51
12 Kalle Rovanpera 18
13 Pontus Tidemand 12
14 Craig Breen 10
15 Gus Greensmith 9
16 Benito Guerra 8
17 Marco Bulacia 6
18 Mads Ostberg 6
19 Jan Kopecky 5
20 Yoann Bonato 4
21 Stephane Sarrazin 2
22 Ole Christian Veiby 2
23 Pierre-Louis Loubet 2
24 Adrien Fourmaux 1
25 Janne Tuohino 1
26 Ricardo Trivino Bujalil 1
27 Pedro Heller 1
28 Emil Bergkvist 1
29 Nikolay Gryazin 1
30 Takamoto Katsuta 1
31 Petter Solberg 1
32 Eric Camilli 1

  • Mistrz świata