Skoki narciarskie. Trzecia dziewiątka Małysza

Austriak Thomas Morgenstern zdominował konkursy w Lillehammer. Wygrał w sobotę, wygrał w niedzielę i jest liderem PŚ. Adam Małysz był piaty i - po raz trzeci w sezonie - dziewiąty


- Miałem szansę na podium, najlepsi odskoczyli mi o dwa-trzy metry. A nie po dziesięć, jak w Kuusamo czy Kuopio - kręcił głową w sobotę niezadowolony Małysz. To był jego najlepszy występ i najlepsze skoki w sezonie. Po pierwszej serii był czwarty, ale jego przewaga nad kolejnymi zawodnikami była wręcz symboliczna. Natomiast strata do podium przekraczała pięć punktów czyli około trzy metry.

- Skoki były lepsze niż w poprzednich konkursach. Brakowało jeszcze prędkości na rozbiegu, ale ona przyjdzie z czasem - mówił Małysz na skijumping.pl. - Nigdy jakoś specjalnie szybko tutaj nie jeździłem, ale mam nadzieję, że w miarę wzrostu formy, przyjdzie lepsza prędkość. To był pierwszy w tym sezonie konkurs, w którym nie koncentrowałem się na kontuzjowanej nodze.

Trzy tygodnie temu podczas treningów w Lillehammer Małysz przeciążył kolano, w którym zebrał się płyn i tuż przed początkiem sezonu 33-letni skoczek w ogóle nie trenował. Odbiło się to na wynikach - w pierwszych dwóch konkursach lądował na dziewiątym miejscu. W sobotę był ostatecznie piąty, ale z nadzieją, że - jak śpiewali jego kibice pod skocznią - "za to niedziela, niedziela będzie dla nas".

Nie była. Zadecydował o tym pierwszy, słaby skok, po którym Małysz zajmował ledwie jedenastą pozycję. Poprawił prędkość, ale trafił na wiatr w plecy i w efekcie do czołówki zabrakło kilku metrów. Po drugim skoku przesunął się o dwie pozycje. - Miałem pecha, wiatr mi nie sprzyjał, a na tej skoczni ogromną różnicę robi, czy wieje choćby lekko z tyłu czy z przodu. Wśród ostatnich zawodników drugiej serii jako jedyny dostałem dodatnie punkty za wiatr, inni otrzymywali ujemne za korzystne warunki - mówił Małysz. Na razie jego liczbą w tym sezonie jest dziewięć, choć nie są to miejsca satysfakcjonujące czterokrotnego mistrza świata. Aspiracje sięgają podium i zwycięstw, ale te - w Lillehammer - były zarezerwowane wyłącznie dla Morgensterna. Austriak skakał jak nakręcony, obojętnie czy na treningach czy podczas zawodów. Wygrał zdecydowanie, nie pozostawiając rywalom złudzeń. W sobotę mistrz olimpijski z Turynu z 2006 roku wrócił na pierwsze miejsce klasyfikacji PŚ, który zdobywał w 2008 roku. Wygrał po raz 15. i 16. w karierze. - To niesamowite uczucie znowu być liderem, w Kuusamo i Kuopio zwycięstwo było blisko, udało się dopiero dziś - cieszył się w sobotę 24-letni Austriak.

W niedzielę tylko potwierdził dominację na olimpijskiej skoczni. Po raz trzeci na podium znalazł się Szwajcar Simon Ammann, którego forma rośnie z każdym dniem. Celem czterokrotnego mistrza olimpijskiego jest wygranie Turnieju Czterech Skoczni. Wszystko inne, co jest w skokach do zdobycia, Szwajcar już ma.

W sobotę, oprócz Małysza, punkty zdobyli jeszcze Kamil Stoch i Stefan Hula. W niedzielę, do trzydziestki wszedł już tylko Stoch, który regularnie zaczął wskakiwać do drugiej dziesiątki Pucharu Świata. Jego możliwości i aspiracje, jak Małysza, również są większe. Kolejna szansa na lepsze skoki w przyszłą sobotę i niedzielę w czeskim Harrachovie.