Vancouver 2010. Powrót skoczka. Adam Małysz znów na progu

Po dwóch dniach laby i gry w siatkówkę w wiosce olimpijskiej, skoczkowie wracają do treningów. Choć konkurs na dużej skoczni w Whistler dopiero w sobotę, to pierwsze skoki oddali już we wtorek. Małysz na treningu skoczył 135 i 131 metrów. 137,5 metra poleciał Krzysztof Miętus
Tak Adam Małysz zdobywał srebro »

- Pierwsza seria była rozegrana na wariackich papierach - mówił Adam Małysz. - To była jedna wielka gonitwa, na górze panował chaos. Kto miał przypięte narty, ten jechał. Raz numer 30, potem 40, znowu 32.

Małysz skoczył przeciętnie - jego odległości to 135, 131,5 i 130 m. - Każdy skok był spóźniony. Trzeba nad tym popracować, żeby trafiać w próg - mówił wicemistrz olimpijski ze skoczni normalnej. - Profil tego obiektu jest bardziej zjazdowy, próg jest krótki, trzeba trafić idealnie. Błąd, który popełniałem szybko mogę wyeliminować.

Oprócz Małysza, z najlepszych, do Whistler przyjechali jeszcze Austriacy Andreas Kofler i Wolfgang Loitzl, Fin Janne Ahonen i mistrz olimpijski z soboty czyli Simon Ammann. Szwajcar oddał tylko dwa skoki, w tym drugim pofrunął aż na 143 metr. To znowu był skok na medal, a może nawet i mistrzostwo.

Krzysztof Miętus miał drugą odległość - 137,5 m podczas drugiego olimpijskiego treningu na dużej skoczni w Whistler. Udanie ponownie zaprezentował się Łukasz Rutkowski - 133,5 m z 20. belki. Słabiej wypadli Stefan Hula - 127,5 m (22. belka) i Kamil Stoch - 114,5 m (18.).

Na środę i czwartek też zaplanowano po trzy skoki. W piątek jeden i kwalifikacje. Nie wszyscy wezmą we wszystkich wystartują, na pewno nie każdy zawodnik odda po dwanaście skoków (konkurs poprzedzi seria próbna) i w sobotę przystąpi do walki o medale.

Obiekt w Whistler skoczkowie znają - rok temu odbyły się na nim dwa konkursy PŚ. Najlepsze wspomnienia ma Austriak Gregor Schlierenzauer. Wygrał oba - w drugim, 25 stycznia, pofrunął aż na 149 metr. I to jest rekord olimpijskiego obiektu. Małysz zajął wtedy ósme i czwarte miejsce.

Wicemistrzowi olimpijskiemu z Vancouver już się trochę nudziło w wiosce olimpijskiej. - Człowiek lubi sobie czasem polatać, więc chętnie wrócę na skocznię - mówił w poniedziałek.

Godziny po srebrnym medalu upłynęły spokojnie. Grał w siatkówkę, obejrzał filmy i zrobił zakupy w olimpijskim sklepie. Poczytał także smsy, które dostał po dekoracji (znowu się wzruszył, a łzy kapnęły na policzki). Laba szybko się skończyła - Małysz nie jest typem, który lubi nic nie robić. Dlatego bardzo ciągnęło go do skakania, tym bardziej że jak sam stwierdził "nie powiedziałem na tych igrzyskach ostatniego słowa, nie biorę w ciemno srebrnego medalu na dużej skoczni, będę walczył o złoty".

Ten srebrny jest schowany do szuflady, na razie Małysz nie dostał nawet pudełka, do którego mógłby go zapakować. Ale nie zapomniał, jak wygląda. - Sportowcy z innych dyscyplin przychodzą, żebym im go pokazał - uśmiecha się Małysz. - Tomek Sikora był i obejrzał, mieszka przecież w pokoju obok. Justyna nie była, czeka na swoje. Może w środę uda mi się pójść na jej sprinty? Bardzo chciałbym obejrzeć. Liczę, że zdążymy po treningu. Czy Hannu Lepistoe mi pozwoli? Przecież on sam jeździ na różne zawody.

Zobacz Małysza w Polsce

Zaraz po powrocie z igrzysk kadra polskich skoczków, z Adamem Małyszem na czele, wystartuje w Pucharze Kontynentalnym na skoczni w Wiśle-Malince. Treningi odbędą się w piątek 26 lutego o 16. Konkursy - w sobotę o 16 i niedzielę o 12.

Super-blog Vancouver » - najciekawsze wpisy korespondentow Sport.pl i blogerów