Vancouver 2010. Adam Małysz: To mój wielki dzień

- Nie było szans na złoto. Ammann jest w takim gazie, że kurczę trudno się do czegoś przyczepić. Ma świetne odbicie, wielką moc, no i ten automatyzm w każdym skoku. Skacze fantastycznie. Mimo tego nie wziąłbym na dużej skoczni w ciemno srebra. Będę walczył o pierwsze miejsce, po srebrnym medalu nie powiedziałem jeszcze ostatniego słowa - powiedział dziennikarzom Sport.pl po zdobyciu srebrnego medalu olimpijskiego Adam Małysz.
Robert Błoński, Jakub Ciastoń: Ochłonął pan już trochę?

Adam Małysz: - Nie bardzo miałem kiedy. Przyjechałem ze skoczni do wioski o 15.30. Zjadłem, wykąpałem się i zaraz trzeba było jechać na dekorację. A, i jeszcze zdążyłem przeczytać 96 smsów, które dostałem przed konkursem z życzeniami powodzenia i po konkursie - z gratulacjami. Jak to wszystko czytałem, to po raz kolejny się popłakałem, bo niektóre były wzruszające. Inne zabawne.

Któryś pana specjalnie wzruszył, rozbawił?

- Te od rodziny, od żony zawsze są niesamowicie wzruszające. A rozbawił mnie ten od kuzyna Sylwka, który jest moim kibicem. Ale, niestety, wszystko nagrywacie, więc nie mogę go zacytować. Bo zawiera brzydkie słowa.

Wicemistrzowi olimpijskiemu wolno dziś troszkę więcej.

- Napisał tak: "K...a Adam! Sam nie wiem co ci napisać. No, zajebiście".

Ten sezon nie był "medalowy". Kiedy tak naprawdę pan uwierzył w olimpijski sukces?

- Powtarzałem, że do igrzysk przygotowałem się solidnie. Nie miałem sobie nic do zarzucenia, nic nie zawaliłem, nic nie zaniedbałem. Brakowało wyników. Miałem chwile zwątpienia, tak jak podczas całej kariery, kiedy były wzloty i upadki. Nigdy jednak nie poczułem się wypalony jako sportowiec. Kiedy było źle, wspominałem to, co było dobre. Sukcesy. Przypominałem też sobie kibiców i wtedy chęć do skakania, pracy i treningów wracała. Ostatnio na duchu podtrzymywali mnie trener Hannu Lepistoe, jego asystent Robert Mateja i serwismen Maciek Maciusiak. Ale jednak to Hannu zawdzięczam najwięcej. Właściwie wszystko, co jest związane z tym medalem. Im go dedykuję i dziękuję za ciężką pracę.

Każda olimpiada inna. Każdy medal wielkiej imprezy - też. Wzruszenia także są inne. Po raz kolejny udało się udowodnić, że wiara i ciężka praca może przynieść cudowne efekty i sukcesy. Czuję teraz nutkę satysfakcji.

Z Lepistoe stanowicie duet idealny?

- Rozumiemy się doskonale, właściwie bez słów. Cenię go za to, że umie mnie słuchać i, kiedy go przekonam, dam dobre argumenty, to zmienia zdanie.

Wyściskał go pan po konkursie?

- Nie miałem nawet kiedy. Zobaczyliśmy się dopiero, na chwilę w wiosce olimpijskiej. Podszedł do mnie, klepnął w plecy i powiedział "gut". Cały Hannu. Podziękowałem mu serdecznie. Byłem niesamowicie dumny i wzruszony, a on mi powiedział tylko: "teraz walczymy dalej". Dziś cieszę się srebrem i to jest dla mnie najważniejsze.

Jak bardzo Adam Małysz zmienił się przez te osiem lat - od medali w Salt Lake City do, na razie, medalu w Vancoiver?

- Wam, dziennikarzom, zostawiam ocenę. Sami widzicie, jak się zmieniłem. Na początku trudno było ze mną rozmawiać. Mnie z wami także. Ta cała małyszomania spadła na mnie jak grom z jasnego nieba. Miałem tego dosyć, bywało że nie potrafiłem się zachować. Nie wiedziałem, co robić, co mówić. Minęło trochę czasu i teraz wiem, że bez mediów nie mógłbym funkcjonować. Zrozumiałem waszą pracę i wasze potrzeby. To, że czasem potrzebujecie informacji. Pod tym względem na pewno się zmieniłem. Mamy dobry kontakt, mówię wam, co trzeba. Jestem doświadczony, ale nie powiem stary. Choć, jak patrzę w lustro, to widzę zmarszczki. Medale, szczególnie olimpijskie, odmładzają. Gdzieś jednak został we mnie ten Adam z początku kariery.

Jak pan przeżył pan moment wręczenia medalu?

- Wypłakałem się już na skoczni i w wiosce olimpijskiej. Podczas ceremonii łezka z oczu się potoczyła. To wielkie przeżycie. Olimpijskie podium to coś niesamowitego. Serducho biło bardzo mocno. Moment był podniosły, satysfakcja była ogromna. Po ośmiu latach wróciłem na podium.

To teraz małyszomania - reaktywacja?

- Już nigdy nie będzie taka jak na początku. Dziewięć lat temu to był szał... Skoki stały się sportem narodowym. Fajnie, że miałem w tym udział.

Zamknął pan usta tym, co przestali wierzyć?

- Nikt nigdy wprost mi nie powiedział, że się nie nadaję, że powinienem skończyć ze skakaniem, bo jestem za stary i że na igrzyskach nie odniosę sukcesu. Może ci, co tak sądzili, nie ujawnili się ze strachu? Nie wiem. Każdy mój medal okupiony jest ciężką pracą i ogromnymi wyrzeczeniami. To nie jest zagraniczna wycieczka z przerwą na kilka skoków. Nie myślę o tym teraz. Teraz się cieszę. Taką prostą radością.

Była w ogóle szansa na złoto?

- Nie było. Simonowi musiałoby się stać jakieś wielkie nieszczęście, żeby przegrał. Wygrał zasłużenie, jest w takim gazie, że kurczę trudno się do czegoś przyczepić. Ma świetne odbicie, wielką moc, no i ten automatyzm w każdym skoku. Skacze fantastycznie.

Na początku ucałował pan nartę i lekko się uśmiechał.

- Ale ja jestem przeszczęśliwy z tego medalu! Niezmiernie się cieszę, to wielki sukces. Mój wielki dzień. Mam nadzieję, że ten medal rozpoczął coś dobrego dla Polski. W wiosce olimpijskiej czułem te medalowe oczekiwania. Ciągle słyszałem za plecami, że my startujemy jako pierwsi, że byłoby fajnie, gdyby Małysz zaczął od medalu. To zacząłem. Mam nadzieję, że worek z kolejnymi się teraz otworzy.

W Salt Lake City zaczął pan od brązu na średniej skoczni, a potem przesunął się na podium o stopień wyżej na dużej skoczni. Może teraz będzie podobnie? Najpierw srebro, a potem...

- Ja wiem, że wam się marzą takie historie i chcielibyście pewnie, żebym od razu powiedział, że skończę na złocie. Te wasze porównania, to czasem potrafią człowieka rozwalić (śmiech).

Gdyby dziś w ciemno dawali panu srebrny medal na dużej skoczni, wziąłby pan?

- Nie. Będę walczył o złoto. Po tym srebrnym medalu jeszcze nie powiedziałem tutaj ostatniego słowa.

Podsumowanie pierwszego dnia igrzysk >

Vancouver 2010 na Sport.pl

Na portalu Sport.pl codziennie od godz. 17 relacje Z Czuba i na żywo, całą dobę relacje prosto z Kanady od naszych specjalnych korespondentów, wideo komentarze, rozmowy z naszymi gwiazdami i komplet wyników, także tych z nocy polskiego czasu. A o godz. 9 rano w Radiu TOK FM magazyn olimpijski Michała Pola - oraz stream wideo live w naszym portalu. Zespół Sport.pl przygotowuje też "Gazetę olimpijską" - codziennie do kupienia z "Gazetą Wyborczą".

'Leciał jak ptak, najlepszy wśród ludzi' - Adam Małysz ze srebrem olimpijskim w Vancouver »


WRC 2019, klasyfikacja MŚ

lp. zawodnik punkty
1 Ott Tanak 263
2 Thierry Neuville 227
3 Sebastien Ogier 217
4 Andreas Mikkelsen 102
5 Elfyn Evans 102
6 Kris Meeke 98
7 Jari-Matti Latvala 94
8 Dani Sordo 89
9 Teemu Suninen 89
10 Esapekka Lappi 83
11 Sebastien Loeb 51
12 Kalle Rovanpera 18
13 Pontus Tidemand 12
14 Craig Breen 10
15 Gus Greensmith 9
16 Benito Guerra 8
17 Marco Bulacia 6
18 Mads Ostberg 6
19 Jan Kopecky 5
20 Yoann Bonato 4
21 Stephane Sarrazin 2
22 Ole Christian Veiby 2
23 Pierre-Louis Loubet 2
24 Adrien Fourmaux 1
25 Janne Tuohino 1
26 Ricardo Trivino Bujalil 1
27 Pedro Heller 1
28 Emil Bergkvist 1
29 Nikolay Gryazin 1
30 Takamoto Katsuta 1
31 Petter Solberg 1
32 Eric Camilli 1

  • Mistrz świata