Rywale Małysza: oni mogą odebrać mu złoto na normalnej skoczni

Magiczny Simon Ammann, genialny dzieciak Gregor Schlierenzauer i skoczek po przejściach Thomas Morgenstern to najgroźniejsi przeciwnicy Adama Małysza w walce o olimpijskie złoto na średniej skoczni w Vancouver.
Super-blog Vancouver - najciekawsze wpisy dziennikarzy i korespondentów Sport.pl prosto z igrzysk »

Magiczny Simon Ammann

Simon Ammann - osiem lat temu, w Salt Lake City, dwa razy odebrał złudzenia o olimpijskim mistrzostwie Adamowi Małyszowi. Wygrał oba konkursy - to była sensacja większa niż złoty medal Wojciecha Fortuny z Sapporo z 1972 roku. Na ceremonię wręczenia medali przyjechał ubrany w srebrny, kosmiczny płaszcz z postawionym kołnierzem. Na wystającym nosie sterczały druciane, okrągłe okulary. Wypisz-wymaluj bohater książek Joanne Rowling - Harry Potter. Patrząc na to, czego dokonał w SLC, niewykluczone, że z magią ma coś wspólnego. W skokach wziął się znikąd. Kiedy 10 lutego 2002 roku wygrywał pierwszy konkurs olimpijski rodzice nic o tym nie wiedzieli. Przyczyna była prozaiczna - nie mieli w domu telewizora. Po pierwszej serii przybiegli do nich rozentuzjazmowani sąsiadów i tam zobaczyli triumf syna. Trzy dni później Ammann wygrał ponownie i do dziś jest drugim w historii (po legendarnym Finie Matti Nykaenenie) skoczkiem, który wygrał dwa konkursy na jednych igrzyskach. Dopiero po zdobyciu dwóch tytułów mistrza olimpijskiego wygrał zawody Pucharu Świata - 17 marca 2002 r. w Oslo! W lutym 2007 roku został mistrzem świata w Sapporo na dużej skoczni. To był jego trzeci złoty medal na imprezie światowej rangi. Niespełna miesiąc później, znowu w Oslo, wygrał trzecie zawody PŚ. Teraz jest liderem Pucharu Świata i, bardzo prawdopodobne, że wreszcie wywalczy Kryształową Kulę. Wszystko inne już ma.

Tak jak Małysz jest patronem skoczni w rodzinnej Wiśle Malince, tak skocznia K-70 w Einsiedeln nosi imię Ammanna. 25 czerwca skończy 29 lat. To jego czwarte igrzyska.

Genialny dzieciak Schlierenzauer

Gregor Schlierenzauer sport ma w genach. Dziadek był skoczkiem, ojciec Paul utalentowanym alpejczykiem, mistrzem Austrii juniorów w slalomie, mama Angelika z domu Prock - tenisistką. Wujkiem, i menedżerem Gregora jest Markus Prock - wybitny saneczkarz. Siostrzeniec raczej nie wywalczy dziesięciu Pucharów Świata (kariera na skoczni jest krótsza niż w saneczkowej rynnie), ale w liczbie zwycięstw już dogonił wujka. Obaj wygrali po 32 starty, przyszłość przed Schlierenzauerem.

W lipcu Gregor skończył szkołę handlową w Stams. Największe kłopoty, jak przyznał w jednym z wywiadów, miał z rachunkowością. Pewnie dlatego podkreśla, że na skoczni nie interesują go nagrody, tylko skoki i zwycięstwa, którymi sprawia radość fanom. Pieniądze leżą na koncie, a wpływy stale rosną - Schlierenzauer zarobił na skoczniach grubo ponad pół miliona euro, do tego doszły kontrakty reklamowe (skacze w kasku red bulla, jak Małysz).

O pieniądze dbają ojciec z wujkiem, mama i starsza siostra Gloria odpisują na listy (rekord to 73 koperty jednego dnia), a Gregor zajmuje się skakaniem. Tajemnicą jego fantastycznie długich lotów jest idealna dla tej dyscypliny sportu sylwetka (182 cm wzrostu, 63 kg wagi). Zwinnie i lekko jak kot odbija się od progu, przyjmuje sylwetkę nie unosząc głowy. Długie nogi tworzą dźwignię i to wszystko - w połączeniu z młodzieńczą fantazją oraz odwagą - daje dalekie loty.

Poważniejszy upadek przydarzył mu się raz - kiedy będąc juniorem trenował w Stams tak mocno uderzył w zeskok, że stracił przytomność. Okazało się, że Gregor "tylko" złamał rękę.

Jest geniuszem i fenomenem skoków. Siódmego stycznia skończył 20 lat, a już zdobył Puchar Świata, wygrał 32 konkursy, zdobywał drużynowe mistrzostwo świata.

Mówi się o nim jednak, że potrafi wygrywać bitwy, ale jako generał - sam - żadnej wielkiej wojny nie wygrał. Indywidualne mistrzostwo świata zdobył tylko w lotach. To jego debiut w igrzyskach olimpijskich.

Morgenstern - skoczek po przejściach

Thomas Morgenstern to inny cudowny dzieciak austriackich skoków. Drogę do sławy otworzył mu...prowadzący dziś Adama Małysza fiński trener Hannu Lepistoe. W latach 2002-04 Lepistoe był trenerem kadry Austriaków i to on wprowadził "Morgiego na salony skoków narciarskich.

Nim jego gwiazda rozbłysła, wszystko mogło się skończyć tragicznie - w listopadzie 2003 roku w fińskim Kuusamo. Widziałem, to na własne oczy. To była makabra. Wiatr wiał z niesamowitą siłą, później jego koledzy z zespołu mówili że będący w locie "Morgi" dostał niespodziewany "strzał w narty". I runął na zeskok jak nieżywy. Upadł na kręgosłup, stracił świadomość, nieprzytomny został zwieziony z zeskoku. Zawody przerwano...

Na szczęście niepełnoletniemu wtedy skoczkowi nic poważnego się nie stało. Jedynym, poważniejszym, urazem był...złamany palec. Nic dziwnego, że jego życiowe motto brzmi "no risk, no fun".

Co go nie zabiło, to wzmocniło. I to jak! W 2006 roku los zwrócił mu wszystko. Na igrzyska olimpijskie do Turynu pojechał z jednym zwycięstwem w Pucharze Świata - w styczniu 2003 roku w czeskim Libercu. Następna wygrana przyszła na olimpijskiej skoczni w Pragelato. Na dużej skoczni Morgenstern pokonał kolegę z drużyny Andreasa Koflera o 0,1 pkt. Obaj płakali - jeden z radości, drugi z rozpaczy.

Atutem Morgensterna jest niesamowita moc w nogach. Jeśli wygra, pewnie podziękuje Polsce za gościnność. Ostatnie dni przed igrzyskami spędził na treningach w Wiśle-Malince i Szczyrku.

30 października skończy 24 lata. Jest mistrzem olimpijskim z dużej skoczni z Turynu.

Vancouver 2010 na Sport.pl

Na portalu Sport.pl codziennie od godz. 17 relacje Z Czuba i na żywo, całą dobę relacje prosto z Kanady od naszych specjalnych korespondentów, wideo komentarze, rozmowy z naszymi gwiazdami i komplet wyników, także tych z nocy polskiego czasu. A o godz. 9 rano w Radiu TOK FM magazyn olimpijski Michała Pola - oraz stream wideo live w naszym portalu.

Zespół Sport.pl przygotowuje też "Gazetę olimpijską" - codziennie do kupienia z "Gazetą Wyborczą".