Rajd Dakar 2012. Rafał Marton: Adam Małysz stanął na wysokości zadania

- Jedziemy samochodem, który nie jest do tego, by się ścigać. Czasem jedziemy wolniej właśnie po to, by Adam mógł się uczyć, wszystko zapamiętywać. Celem jest dojechanie do mety - mówi pilot Adama Małysza w teamu RMF Caroline Team Rafał Marton.
Kuba Dybalski: Jak spisuje się Adam, czyli debiutant w Rajdzie Dakar?

Rafał Marton: Po siódmym etapie jestem z niego jeszcze bardziej zadowolony niż do tej pory. Kilkadziesiąt aut cały czas jest na wydmach [rozmawialiśmy przed południem lokalnego czasu - red.], nie wiemy ilu uczestników ze stu kilkudziesięciu, które ruszyły na trasę z Copiapo pozostanie w wyścigu. My też mieliśmy na trasie drobne przygody, gdy drogę zajechała nam ciężarówka. Musieliśmy improwizować, ale na metę dojechaliśmy przed 21., czyli chwilę zanim zrobiło się zupełnie ciemno. Adam stanął na wysokości zadania.

Pętla wokół Copiapo była najtrudniejszym etapem do tej pory?

- Zdecydowanie.

Dla pana to ósmy Dakar. Adam pod względem fizycznym i psychicznym spisuje się lepiej czy gorzej niż pan za pierwszym razem?

- Wygląda to lepiej, choć też trudno porównywać, bo rajd się zmienił. Gdy byłem debiutantem jechałem właściwie sam. Wszystkiego musiałem się uczyć. Bardzo pomagał mi Łukasz Komornicki. Adam ma trochę łatwiej. Jedziemy samochodem, który nie jest do tego, by się ścigać. Czasem jedziemy wolniej właśnie po to, by Adam mógł się uczyć, wszystko zapamiętywać. Celem jest dojechanie do mety. Na razie utrzymujemy się w połowie stawki, a nawet w tej pierwszej połowie.

Z czym na trasie macie największe problemy?

- Główny kłopot to to, że mamy mocno załadowany samochód. Wybraliśmy bezpieczną opcję. Trzy koła zapasowe, samochód zawsze zatankowany do pełna. Przez to mamy problem z pokonywaniem tych najwyższych wydm. Ale sobie radzimy.

Rest day to dla was dzień odpoczynku?

- Jedna z naszych ciężarówek została na wydmach, więc to dzień pracy. Wstaliśmy rano i działamy wokół samochodu.

Drugi tydzień rajdu wydaje się trudniejszy niż ten pierwszy. Przed wami jeszcze kawał drogi po Atakamie, a potem nieznane etapy w Peru.

- Na pewno będzie trudniejszy. Ale ostatni etap napawa mnie optymizmem.

Krzysztof Hołowczyc » przetrwał Copiapo