Michał Kościuszko: W fordzie zawsze czułem się dobrze

- Kierowcy z czołówki WRC jadą tak, jakby każdy zakręt był dla nich ostatnim. Tak jest od startu do mety. Nie ma miejsca na zawahanie się. Trzeba mieć sto procent zaufania do siebie i sto procent pewności. Jeżeli Robert Kubica zechce dłużej rozwijać się w rajdach, będzie musiał zweryfikować się w takich warunkach. Mogę mu tylko kibicować - mówi Michał Kościuszko (Lotos WRC Team), polski kierowca startujący w rajdowych mistrzostwach świata
Michał Kościuszko od ośmiu lat jeździ w mistrzostwach świata. Z pilotem Maćkiem Szczepaniakiem zdobywał wicemistrzostwo JWRC (kategoria przeznaczona dla młodych kierowców) i trzecie miejsce PWRC (auta produkcyjne). Od obecnego sezonu w najwyższej klasie WRC. Pierwsze pięć eliminacji przejechał autem Mini J. Cooper Works WRC przygotowanym przez Motorsport Italia. Po serii awarii zmienił zespół na M-Sport, a samochód na Forda Fiestę RS WRC. W nowym aucie pojechał w Rajdzie Sardynii, Rajdzie Niemiec i Rajdzie Wielkiej Brytanii. Pojedzie też w zaliczanym do mistrzostw Europy Rajdzie Polski.

- Byłbyś w stanie wymienić z pamięci wszystkie awarie w swoim mini?

- Trochę by to zajęło. Pięć pierwszych startów to pięć awarii technicznych. W Monte Carlo mieliśmy przerywający silnik, działający na trzy cylindry. W Szwecji była awaria skrzyni biegów i sprzęgła. Założyli nam skrzynię na asfalt, auto zmieniło charakterystykę i na pierwszym zakręcie leżałem w bandzie śnieżnej. Później był Meksyk, gdzie rozleciał nam się dyferencjał. W Portugalii znów rozpadła się skrzynia. Sporo tego... Ale patrzę na to jak na kolejne doświadczenia, które pomogą mi w następnych startach.

- W którym momencie wiedziałeś, że zmienisz zespół?

- Ze startu na start, a właściwie z awarii na awarię narastała we mnie sportowa złość. Już od Rajdu Meksyku wiedziałem, że coś trzeba zmienić. Mieliśmy wtedy mocną wymianę zdań z zespołem. Próbowaliśmy wspólnie jakoś poprawić i rozwijać samochód.

- Przed Rajdem Portugalii było kilka poprawek i pierwsze odcinki wyglądały obiecująco.

- Było naprawdę nieźle, podobnie jak w Argentynie. Podczas odcinka, na którym odpadliśmy, na międzyczasach byliśmy blisko czołówki. Traciliśmy ok. 0,9 s na kilometrze do Sebastiena Loeba. To pokazuje, że nasza prędkość była dobra.

Nie dało się jednak tego dłużej ciągnąć, to była równia pochyła. Samochód miał być mniej awaryjny.

- Ale twoja jazda w Portugalii z podniesioną maską i prawie zerową widocznością robiła wrażenie.

- To było niesamowite, nigdy wcześniej nie miałem takiej sytuacji. Zresztą trudno się spodziewać, że w trakcie jazdy podniesie się maska. Całe szczęście, że to się stało na krótkim odcinku miejskim. Samochód z ustawieniami szutrowymi na asfalcie zachowuje się specyficznie. Gdy przyspiesza, auto lekko się unosi. W momencie hamowania nurkuje nosem w dół. Jedyne co mogłem zrobić, to maksymalnie długo trzymać gaz, by auto wciąż przyspieszało. Wtedy miałem mały otwór na końcu maski i to były jedyne momenty, kiedy cokolwiek widziałem. Gdy tylko dotykałem hamulca, jechałem zupełnie na ślepo. Ale nawet nie straciliśmy zbyt dużo na tym oesie.

- Teraz pojedziesz Fordem Fiestą WRC od M-Sportu. Myślałeś o tym zespole jeszcze przed sezonem?

- Była taka opcja, ale sezon w M-Sporcie wymaga większego budżetu niż Motorsport Italia, z którym do tej pory pracowaliśmy. Teraz propozycja od szefa zespołu Malcolma Wilsona była bardzo atrakcyjna, z opcją przedłużenia na kolejny sezon. Ford jest samochodem, w którym zawsze dobrze się czułem. Liczę, że nie będę musiał się długo aklimatyzować w nowym aucie.

- Twój kalendarz startów jest ułożony wszechstronnie, z rajdami na różnych nawierzchniach. Traktujesz resztę sezonu jako okazję do nauki jazdy fiestą?

- W tym sezonie ciężko będzie walczyć o wysoką lokatę. W każdym następnym rajdzie spróbujemy zdobyć punkty, ale po tych wszystkich przygodach już wiadomo, że w klasyfikacji końcowej szału nie będzie. Myślimy o przyszłości. Jeśli współpraca z M-Sportem będzie się dobrze układała, to rozważymy, czy ją kontynuować.

- Wokół M-Sportu zebrała się ciekawa grupa młodych utalentowanych kierowców: Mads Ostberg, Jewgienij Nowikow, Thierry Neuville...

- M-Sport daje teraz optymalne warunki do rozwoju. Byłem na Rajdzie Akropolu, gdzie robiliśmy zapoznanie z trasą. Wykorzystaliśmy ten moment do lepszego poznania zespołu. Kilku chłopaków z M-Sportu znam już dobrze, ale pierwszy raz byłem z nimi w strefie serwisowej. Podczas wspólnych posiłków dużo rozmawialiśmy, poznałem ich system pracy. Atmosfera była bardzo dobra, czułem się trochę jak na zielonej szkole. Spotykamy się wszyscy przy jednym stole i wymieniamy poglądy. Ktoś zwróci uwagę, że na drugim oesie leży w którymś miejscu duży kamień, ktoś podpowie, jak zmieniał ustawienia w poprzednim roku. To fantastyczne, że nie trzeba polegać tylko na sobie, ale można korzystać z doświadczeń innych.

- Malcolm Wilson pamięta cię jeszcze ze świetnego startu w Meksyku w 2010 roku.

- Bardzo żałuję, że w 2010 roku nie udało mi się dokończyć sezonu Fordem Fiestą S2000. W tym aucie czułem się jak ryba w wodzie. Nawet w zeszłorocznym Rajdzie Polski, kiedy wsiadłem do Fiesty RRC po dwóch latach jazdy "autobusem" grupy N, natychmiast poczułem to auto. Malcolm Wilson i jego firma robią po prostu auta przyjazne dla człowieka. Kierowcy szybko się w nich odnajdują. Liczę, że to będzie działało na naszą korzyść.

- Jak wygląda w WRC krajobraz po odejściu Loeba? Zanosi się na to, że bezkrólewie długo nie potrwa.

- Umarł król, niech żyje król! Skończył karierę Sebastien Loeb, przyszedł Sebastien Ogier. Stan wybitnych Francuzów wygrywających rajdy się nie zmienił. W WRC widać zmianę warty. Coraz ważniejsze role odgrywają młodzi kierowcy. Ogier jeszcze nie ma 30 lat. Ostberg i Neuville są jeszcze młodsi, a w kolejnych sezonach powinni być w czołówce.

- Ogiera znasz jeszcze z klasy JWRC.

- Ścigaliśmy się w 2008 roku. Wtedy miałem już za sobą jeden sezon w mistrzostwach świata, on był debiutantem. I wygrał swój pierwszy rajd w tym cyklu. Rywalizowaliśmy jeszcze dwukrotnie. Raz wygrał on, raz ja. Mogę śmiało powiedzieć, że w 2009 roku byliśmy na tym samym poziomie. Potem Sebastien trafił do fabrycznego zespołu Citroena i został poddany profesjonalnej i przemyślanej "obróbce". Spędził mnóstwo czasu za kierownicą topowego samochodu, u boku Sebastiena Loeba. Takie talenty nie rozwijają się same. Zespół zainwestował w niego mnóstwo pracy.

- W WRC jest w tej chwili 10-12 regularnie startujących kierowców. Gdzie w tej stawce widzisz siebie?

- Jest grupa "sprawiedliwych" komentatorów rzeczywistości, którzy nie do końca znają specyfikę sytuacji i umieściliby mnie gdzieś na końcu. Jest też grupa optymistów, która umieściłaby mnie w pierwszej piątce. Kolejne rajdy zweryfikują także moją ocenę. Do tej pory nie dysponowałem autem i oponami, które pozwoliłby rzetelnie określić, gdzie jest moje miejsce.

- Pierwszym testem będzie Rajd Sardynii.

- Nie mogę sobie sam budować ciśnienia, że to moje być albo nie być. Ale jeśli pojadę ten rajd mądrze, tak jak wiem, że potrafię, to jest szansa na przyzwoity wynik. Chętnie też zobaczę, o ile lepszy jest nowy pakiet - Ford Fiesta plus opony Michelin, zamiast mini na przegrzewających się oponach D-MACK. Chcę utrzymać dobre tempo i wykorzystam nowe możliwości.

- A gdzie w stawce kierowców rajdowych jest Robert Kubica?

- Robert jest bardzo szybki, to nie ulega wątpliwości. Jest też wszechstronnie utalentowany. Nie było do tej pory kierowcy, który równie szybko jeździłby bolidem Formuły 1 i samochodem rajdowym. Zwłaszcza po takim wypadku. Jestem pełen podziwu dla niego, choćby dlatego, że znalazł w sobie siłę, żeby wrócić do sportu i próbować być najszybszym.

- Dużo brakuje mu do poziomu WRC?

- Na razie jeździ w WRC-2 i tam nie ma aż tak dużej konkurencji, a z drugiej strony w mistrzostwach Europy Robert wygrywał z takimi kierowcami jak Jan Kopecky czy Bryan Bouffier. To są uznane nazwiska w rajdach. Kubica jeszcze nie jest w najwyższej formie, ale może szybko do niej dojść. Wtedy wszystko jest możliwe.

Kierowcy z czołówki WRC jadą tak, jakby każdy zakręt był dla nich ostatnim. Tak jest od startu do mety. Nie ma miejsca na zawahanie się. Trzeba mieć sto procent zaufania do siebie i sto procent pewności. Jeżeli Robert zechce dłużej rozwijać się w rajdach, to będzie musiał zweryfikować się w takich warunkach. Ja mogę mu tylko kibicować.

- Coś się zmieniło w rajdach po jego przyjściu?

- Widzę, jak dzięki niemu rośnie popularność rajdów. Ludzie zaczęli widzieć różnicę między rajdem a wyścigiem, między odcinkiem specjalnym a okrążeniem. Kulminację tego zobaczymy na Rajdzie Polski, gdzie spodziewam się rekordowej liczby kibiców.

- Powiedziałeś kiedyś, że rajdowym mistrzostwom świata brakuje kogoś takiego jak Bernie Ecclestone w F1. Widzisz jakieś pozytywne zmiany w promocji cyklu WRC?

- Patrząc z polskiej perspektywy dużo zmieniło się na plus, m.in. dlatego że grupa Lotos mocno się zaangażowała w ten sport. Rajdy są u nas dużo bardziej widoczne. Jeśli chodzi o globalną, międzynarodową promocję mistrzostw świata, jest jeszcze dużo do zrobienia i póki co jestem rozczarowany. Marka WRC ma ogromny potencjał, porównywalny z F1. Trzeba to tylko dobrze sprzedać. Potrzebny jest do tego nowoczesny menedżer, który potraktowałby ten sport jako projekt i używał do promocji wszystkich nowych dostępnych narzędzi. Rajdy mogą być jedną z najbardziej popularnych dyscyplin sportowych na świecie.