Formuła 1. Kto chciał, a kto nie chciał Bahrajnu

Kilkadziesiąt godzin przed Grand Prix Kanady największe emocje wzbudzał zaległy wyścig w Bahrajnie. Kierowcy i zespoły sprzeciwili się Międzynarodowej Federacji Samochodowej i imprezy na torze Sakhir najpewniej nie będzie.

Wyścig w Bahrajnie miał otworzyć sezon 13 marca, ale kiedy tamtejszy reżim krwawo spacyfikował pokojowe protesty, Grand Prix odwołano. Zostawiono jednak furtkę na ostateczną decyzję - deadline najpierw wyznaczono na 1 maja, potem przesunięto na 3 czerwca. Na przełożenie wyścigu liczyli szef Formuły 1 Bernie Ecclestone (Bahrajn zapłaciłby mu 40 mln dol.), władcy królestwa (Grand Prix to dla nich reklama o światowym zasięgu) oraz arabskie firmy (mają udziały w zespołach Mercedesa, Williamsa, McLarena, Ferrari czy Toro Rosso).

W poprzednią środę w Bahrajnie zniesiono stan wyjątkowy, a w piątek rada Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA) postanowiła że Grand Prix Bahrajnu odbędzie się 30 października. Zaplanowany na ten termin pierwszy w historii wyścig w Indiach miałby zostać przełożony na 4 lub 11 grudnia.

Takim planom sprzeciwili się jednak kierowcy, zespoły, część sponsorów i organizacje praw człowieka. Mark Webber z Red Bulla napisał na Twitterze, że śmiertelne ofiary w Bahrajnie (na początku roku w wyniku wojskowych interwencji zginęło tam ponad 30 osób) są ważniejsze niż sport, a na swojej stronie internetowej dodał: - Już na początku roku powinniśmy zająć twarde stanowisko w kwestii Bahrajnu, a nie odwlekać decyzję, licząc, że uda się ten wyścig przełożyć.

Opozycja w Bahrajnie zapowiedziała, że na 30 października zaplanuje "Dzień nienawiści", by pokazać, że mieszkańcy kraju wciąż nie są zadowoleni z rządów. To wywołało obawy szefa związku kierowców Rubensa Barrichello z Williamsa. - Nie wiem, czy w Bahrajnie będzie bezpiecznie. Na naszym spotkaniu takie obawy przedstawili wszyscy kierowcy - mówił 39-letni Brazylijczyk.

Komentatorzy zauważali, że deklarująca trzymanie się z dala od polityki Formuła 1 jest w sytuacji bez wyjścia - jeśli zorganizuje wyścig, udzieli poparcia reżimowi. Jeśli go odwoła, wesprze opozycję.

Wyboru FIA nie pozostawiły jednak zespoły, które musiały jednogłośnie zaakceptować zmiany w kalendarzu, ale tego nie zrobiły. Szefowie federacji nie skomentowali wczoraj tej decyzji, bo byli w drodze do Kanady, gdzie jutro odbędą się treningi, w sobotę kwalifikacje, a w niedzielę wyścig na półulicznym torze w Montrealu.

Lotus Renault ? inwestuje w przyszłość

Więcej o: