F1. Branson i Fernandes przymierzają się do roli stewardess

Miliarder i szef Virgin Richard Branson oraz prowadzący AirAsia Tony Fernandes w związku z kończącym sezon F1 GP Abu Zabi przygotowują się do roli stewardess. To efekt zakładu z początku roku

Widok dwóch mężczyzn - w tym jednego brodatego - ściągających z siebie rozmiary na damskie uniformy mógł dziwić. Wszystko to wina datowanego na marzec zakładu zawartego między właścicielami dwóch nowych ekip.

Szef Lotusa, Fernandes, wezwał Bransona do przebrania się za stewardessę i obsługiwanie pasażerów podczas lotu jego linii, jeżeli Virgin Racing zakończy sezon niżej w klasyfikacji od jego ekipy.

Branson zgodził się, zaznaczając, że Fernandes będzie musiał zrobić to samo na pokładzie Virgin Atlantic, jeżeli gorsi okaże się Malezyjczycy.

Po 18 wyścigach wydaje się, że Lotus może być spokojny, głównie dzięki 12 miejscu w Japonii we wrześniu.

Jak dotąd najlepsza pozycja Virgin to 14 miejsce Timo Glocka z tego samego wyścigu i Brazylijczyka Lukasa di Grassiego z Malezji.

- On traktuje to poważnie i ja też. Jeśli czegoś nie zepsujemy, będzie nosił nasz kostium - powiedział Fernandes w Abu Zabi.

- Będzie musiał pracować przez cały lot. Będzie obsługiwał, sprzątał, czyścił toalety - wyliczał Malezyjczyk, dodając, że zamierza umieścić Bransona na kursie Londyn-Kuala Lumpur.

- Musi ogolić nogi, nie dopuszczamy owłosionych stewardess - dodał. W tym czasie Brytyjczyk pozował z dwiema ubranymi na czerwono pracownicami AirAsia przed garażami ekip.

- Będzie wyglądał właśnie tak, jak te dwie dziewczyny - wskazywał Fernandes. - Ale on lubi przebierać się za dziewczynę - żartował.

- Uważam, że w głębi serca miał nadzieję, że przegra. To dobra okazja do takiej przebieranki - ironizował Fernandes, który w wypadku przegranej musiałby służyć na trasie z Londynu do Lagos.

Branson postanowił odprowadzić jedną ze stewardess do garażu Lotusa. Dziewczyna chichotała nerwowo i czuła się zakłopotana. Brytyjczyk szybko jednak włączył się do rozmowy, przyznając, że sytuacja nie wygląda dobrze, ale wciąż ma nadzieję na wykręcenie się od umowy.

- W Korei myślałem, że jest dobrze, dopóki Timo nie wypadł z trasy. Sprawy nie mają się więc dobrze, ale wciąż mamy jutrzejszy dzień - mówił, licząc na dobry występ w ostatnim wyścigu.

- Jeśli nie wpuści mnie do samolotu bez golenia nóg, to nie wiem, jak miałbym się z tego wywiązać. Jest jednak plotka, że Lotus w przyszłym sezonie będzie występował pod inną nazwą, więc może uda mi się załatwić coś dzięki zapisom drobnym druczkiem na umowie. Wszyscy moi prawnicy studiują właśnie ten kontrakt - mówił.

- Jedynym pozytywem jest to, że posiadamy 20 proc. jego firmy, więc wypromuję trochę firmę, w której mam udziały - żartował brodaty przedsiębiorca.

Sprawdź, jak poszło ich kierowcom w kwalifikacjach ?

Więcej o: