F1. Nie będzie team orders w McLarenie

Lewis Hamilton prowadzi w klasyfikacji generalnej mistrzostw świata z trzema punktami przewagi nad Markiem Webberem. Mogłoby się wydawać, że McLaren będzie teraz za wszelką cenę wspierał Hamiltona, nawet kosztem drugiego kierowcy Jensona Buttona. - Nic z tych rzeczy - tak przynajmniej zapewnia szef zespołu Martin Whitmarsh.

Team orders, czyli polecenia zespołu to w F1 codzienność. Oficjalnie są zabronione, ale niejednokrotnie zespoły decydowały o wspieraniu jednego zawodnika, mającego większe szanse na sukces, skazując drugiego na rolę pomocnika. Przypomnijmy choćby duet Schmuacher - Barrichello z Ferrari.

W McLarenie panuje sytuacja sprzyjająca pozatorowym rozgrywkom. Hamilton wygrał ostatnie GP Belgii i prowadzi w klasyfikacji generalnej. Jenson Button ma do niego 35 pkt straty. Z kolei drugi w klasyfikacji Mark Webber depcze Hamiltonowi po piętach.

- Byłem z nimi (kierowcami -red.) po wyścigu. Jenson powiedział do Lewisa, że jest 35 punktów za nim, ale wciąż ma szanse go pokonać. I tak powinno być - mówi szef zespołu Martin Whitmarsh.

- Jenson miał pecha w Spa, ale rzeczy mogą się zmienić bardzo szybko. Tak długo jak moi chłopcy robią swoją robotę, a robią ją zawsze, nie potrzebujemy niczego więcej - dodał boss, ucinając spekulacje o możliwych poleceniach zespołowych, zmuszających Buttona do zrezygnowania z walki na własny rachunek.

Odbije się po wypadku - o Vettelu

Więcej o: