FIA kontra żale Ferrari. Alonso zaczyna przepraszać

Zaraz po Grand Prix F1 w Walencji Fernando Alonso zarzucił sędziom, że wyścig został zmanipulowany. Jego stajnia Ferrari wydała oświadczenie, w którym pojawiły się słowa: "oburzenie", "skandal", "oszustwo". Niektórzy członkowie FIA poczuli się urażeni. Były mistrz świata teraz przeprasza

Relacja z GP Europy ?

- Nie miałem zamiaru oskarżać o manipulację - stwierdził Hiszpan trzy dni po minięciu linii mety w Walencji. Na stronie Ferrari napisał: - Oczywiście jestem teraz znacznie spokojniejszy. Zareagowałem emocjonalnie, wtedy łatwo jest powiedzieć coś, co może zostać niewłaściwie zinterpretowane, dając podstawy do podejrzeń, których nie miałem zamiaru wywoływać.

Krzyczał, dziś się kaja

Przypomnijmy: najistotniejszym momentem Grand Prix Europy był wypadek Marka Webbera. Po nim na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa - w tak niefortunnym dla Ferrari momencie, że obaj kierowcy tego zespołu nie zdążyli zjechać do pit-lane (inne teamy wykorzystały neutralizację do zrobienia mało kosztownej w czas wymiany opon). W podobnej sytuacji jak Alonso czy Felipe Massa mógł być Lewis Hamilton. Brytyjczyk jednak złamał przepisy i wyprzedził samochód bezpieczeństwa. Dostał karę, ale zdaniem Ferrari za późno i nieadekwatną. Dlatego zajął drugie miejsce a np. Alonso - ósme. Wściekłość z utraty szans na podium wyładował po wyścigu.

Dziś się kaja: - Rozumiem, że praca sędziów jest trudna i muszą podejmować niełatwe decyzje. Ci kierowcy, którzy tak jak my, przestrzegali reguł ponieśli niestety o wiele większe straty niż ci, którzy złamali przepisy, nawet jeżeli spotkała ich za to kara. Nie mam na myśli żadnego konkretnego kierowcy. To ogólna sprawa i myślę, że powinniśmy o tym spokojnie pogadać, aby upewnić się, że sytuacje takie jak ta, więcej nie będą miały miejsca.

O Formule 1 czytaj też na blogu Bartosza Raja ?

Nowy konflikt z Hamiltonem

Nie ma na myśli konkretnego kierowcy? Nie jest tajemnicą, że od czasów animozji w McLarenie Alonso i Hamilton za sobą nie przepadają. Brytyjczyk złamał przepisy i stanął na podium w domu Alonso - w Walencji, w wyścigu, który miał być punktem zwrotnym dla Ferrari w walce o mistrzostwo. Hamilton i decyzje sędziów o jego karze (przejazd przez pit-lane, który nie kosztował kierowcę McLarena straty drugiego miejsca) te nadzieje pogrzebał.

Lider klasyfikacji mistrzostw świata nie oszczędził Alonso po wyścigu: - Myślę, że zareagował zbyt emocjonalnie, jest nadwrażliwy. Dostałem przez radio informację, że muszę wykonać karny przejazd przez aleję serwisową. Wypracowałem sobie przewagę "cisnąc na maksa". Pojechałem kilka najszybszych okrążeń, zwiększyłem przewagę i odbyłem karę. Nie sądzę, żeby to było nie fair.

FIA oburzona, ale nie reaguje

Do dyskusji włączyły się najwyższe władze Ferrari. Szef włoskiej marki Luca di Montezemolo mówi: - Ferrari zapłaciło zbyt wysoką cenę za przestrzeganie przepisów. Apeluję do Międzynarodowej Federacji Samochodowej (FIA) o wyciągnięcie wniosków. Ci, którzy złamali regulamin, zostali ukarani w taki sposób, że ponieśli mniejsze straty, niż kierowcy, postępujący zgodnie

Komentarze Alonso i zespołu, zwłaszcza te okraszone słowem "manipulacja" wywołały oburzenie niektórych oficjeli FIA. "Guardian" doniósł, że zastanawiali się nad sankcjami także o charakterze sportowym dla Ferrari, w grę podobno wchodziło przesunięcie na starcie następnego GP na Silverstone, czy kara finansowa.

Ostatecznie FIA skrzyknęła w trybie pilnym posiedzenie Sportowej Grupy Roboczej, która ma wyjaśnić wszelkie niejasności dotyczące neutralizacji jeszcze przed GP Wielkiej Brytanii, które odbędzie się 11 lipca.

Alonso jest z takiego rozwiązania zadowolony.

Magazyn F1: Pech Ferrari, wyniki wypaczone przez safety-car

Formuła 1. Opłacalne łamanie zasad na torze  ?

Więcej o: