F1. Jarno Trulli: Chcemy czerwonej kartki, nie żółtej

Kierowcy F1 poprosili dyrektora wyścigów F1 Charliego Whitinga, by karał przejazdem przez pit lane każdego, kto zajeżdża drogę na prostym odcinku. To efekt wyścigu w Malezji i walki o pozycję Lewisa Hamiltona z Witalijem Pietrowem.

Rusza wielki konkurs Wygraj Formułę! Do zdobycia 10 000 zł. Zagraj! ?

W GP Malezji Hamilton najpierw wyprzedził Pietrowa, a potem walczył z nim o utrzymanie pozycji. Po wyścigu pojawiło się wiele krytycznych głosów, dotyczących, zdaniem wielu, nieuczciwej jazdy Brytyjczyka.

W piątek na zwyczajowym spotkaniu kierowców z Charlie'm Whitingiem, dyrektorem wyścigów F1, zawodnicy poprosili o dokładne wyjaśnienie przepisów dotyczących obrony własnej pozycji i karania wszystkich, którzy się do tego nie stosują.

- W przepisach jest napisane, że broniąc pozycji tylko raz można zmienić tor jazdy inaczej grozi kara przejazdu przez pit lane. Ale Lewis w Malezji dostał tylko ostrzeżenie. Większość kierowców uważa, że tak nie można robić i wtedy on powinien zostać za to ukarany- powiedział serwisowi Autosport.com Jarno Trulli.

- Charlie powinien go ukarać, a nie dać ostrzeżenie. Wtedy dla wszystkich sytuacja byłaby jasna. My chcemy czerwonych kartek, a nie żółtych. Charlie już wie, o co nam chodzi i chyba wszystko zostało wyjaśnione - dodał.

Włoch dodał, że "przypadek Hamiltona" nie był niczym znaczącym, został tylko wykorzystany jako przykład. - Kierowcy lubią wiedzieć dokładnie, co im wolno, a czego nie. To nie jest żaden komentarz do Lewisa, bo ja w zasadzie całej sytuacji nie widziałem. Niektórzy byli zaniepokojeni, bo on tor jazdy zmieniał kilka razy. Ale jego tłumaczenie było inne, więc ja to uznaję - mówi Trulli.

Nieuczciwa obrona w Malezji? Hamilton pod ostrzałem ?

Więcej o: