Wyścig ciężarnych słonic - druzgocąca krytyka nowej Formuły 1

Są bon moty: najdroższy na świecie lek na bezsenność. I są rady: jadąc na następne Grand Prix, weź ze sobą coś do czytania. Opinie o wyścigach na nowych zasadach w Formule 1 są druzgocące: Nuuuuuuda

Miały być fajerwerki. Na pierwszym wyścigu sezonu w Bahrajnie stanęły cztery wyrównane, silne zespoły z czterema mistrzami świata w sumie z 11 tytułami, więc nic dziwnego, że świat Formuły 1, w tym Sport.pl i "Gazeta", oczekiwał wielkich emocji. Akurat w Polsce emocje szybko się skończyły. Na pierwszym zakręcie Robert Kubica wpadł w kłąb dymu z bolidu Marka Webbera i zderzył się z Adrianem Sutilem. Musiał przebijać się z końca stawki do miejsca blisko pierwszej 10. Ale tego telewizje 170 krajów świata nie pokazywały, tego 520 milionów telewidzów nie widziało. Po prostu sygnał telewizyjnego przekazu jest jeden, sygnowany przez Formula One Management.

Właśnie Jorge Sutil, ojciec Adriana, jest cytowany przez niemiecki "Bild": - Jak pojadę na następny wyścig, wezmę ze sobą coś do czytania.

GP Bahrajnu: Pech Kubicy, Polak bez punktu, ale bolid dobry Problem jest ważki, w sensie dosłownym też. Według nowych przepisów, obowiązuje zakaz tankowania. Samochody są ciężkie, mniej więcej o 100 kg cięższe niż w zeszłym sezonie. Są zatankowane do pełna właśnie podczas najbardziej dramatycznej części wyścigu - na starcie. Przy czym paliwo może stanowić ponad 20 procent całej masy samochodu. - To mi wygląda jak wyścig ciężarnych słonic - powiedział Jackie Stewart, trzykrotny mistrz świata, po obejrzeniu GP.

Dotychczas tankowanie było niezwykle ważną częścią taktyki zespołów. Ona stanowiła pociągająca tajemnicę. Tankowanie - po wcześniejszej przerwie obecne w wyścigach od 1993 roku - samo w sobie było ciekawym widowiskiem. Kibice sprawdzali czasy, litry wlanego paliwa, moment zjazdu do garażu, sytuacje na torze w momencie tankowania i porównywali, oceniali.

A teraz? - Co to za taktyka? Jak wszyscy zauważyli, że na nowych oponach robię dobre czasy, to zjechali na zmianę. A my przecież zostaliśmy zmuszeni przez okoliczności, przez wypadek na pierwszym zakręcie! - mówił po wyścigu Kubica. Z jego słów w wywiadzie po wyścigu jednoznacznie wynika, że nie jest najgorętszym zwolennikiem nowych przepisów. Mistrz świata Jenson Button zapytany o podsumowanie wyścigu wypowiedział tylko jedno zdanie: - Wszyscy zmienili opony w tym samym momencie i się nie wyprzedzali.

Podobnie wypowiadali się Michael Schumacher, Mark Webber i inni.

Nic dziwnego. Podobna waga samochodów w każdym momencie wyścigu powoduje, że zbliżonych osiągami bolidów po prostu nie da się wyprzedzić - przeszkadza tzw. brudne powietrze, czyli zaburzone strugi schodzące z tylnych skrzydeł, uciekające z dyfuzorów, znad kół. Dlatego Kubica utkwił wraz z dwoma innymi za Kamui Kobayashi, choć czasy wskazywały, że jest od niego sporo szybszy.

Czterokrotny mistrz świata Alain Prost, obecny na torze jako gość na 60 rocznicę Formuły 1 stwierdził, że być może kierowcy po prostu muszą nauczyć się jeździć jak za jego lat. - Ale to nie są stare czasy. Mamy kosmiczny docisk [to właśnie wytwarzanie docisku wywołuje potężne strumienie powietrza za samochodem - rl]. Kiedyś tego nie było, kiedyś można było zjechać w bok i wyprzedzić przeciwnika. Można się było ścigać - ripostował Jenson Button.

Być może zmiana opon byłaby również ciekawym elementem wyścigu, ale realizator zaprzepaścił szansę. Spóźniał się z obrazem postoju, raz pokazywał czas zmiany opon, raz nie, mieszał te rezultaty z czasami pełnego pobytu w alei dojazdowej. Na koniec pokazał przez pięć sekund zestawienia najszybszych. Różnice wynosiły zaledwie 1 sekundę.

W efekcie zakaz tankowania, który na pewno przyniósł olbrzymie oszczędności zespołom - systemy tankowania sa horrendalnie drogie - przyniósł też nudę. Nie pomógł nowy system punktowania, z większymi różnicami, który miał dać kierowcom dodatkowy bodziec do wyprzedzania.

Zamiast najbardziej ekscytującego sezonu, 2010 rok może okazać się najnudniejszym sezonem.

Jednak być może za wcześnie na sianie paniki - mówią niektórzy znawcy Formuły 1. Tor w Bahrajnie jest specyficzny, i dlatego wyścig był jak końska dawka veronalu. Może w Australii będzie lepiej.

Ale jak nie, to by znaczyło, że Formuła 1 zamiast czerpać z powrotu największej osobistości Michaela Schumachera, z rywalizacji czterech mistrzów świata, z odrodzenia największej marki F1 czyli Ferrari, , zaprzepaści niezwykłą okazję. Byłoby to stracone eldorado.

Jak uatrakcyjnić wyścigi od zaraz?

- Zmienić charakterystykę opon, aby kierowcy musieli je częściej zmieniać. Bridgestone musiałby dostarczyć bardzo miękkie gumy.

- Wprowadzić obowiązkowe dwa (lub więcej) postoje w boksie na zmianę opon.

Są też pomysły bardziej szalone, które były już poddawane do namysłu wcześniej.

Jednym z nich jest, by do startu kolejnego Grand Prix kierowcy ruszali w kolejności odwrotnej, do miejsc zajętych w poprzednim wyścigu.

Wygrana w Bahrajnie da mistrzostwo Fernando Alonso? 

Więcej o: