F1 w Bahrajnie. Kubicy operacja pustynna burza

W sobotę kwalifikacje, w niedzielę start do pierwszego wyścigu sezonu Formuły 1. Sezonu, jakiego jeszcze nie było. Mistrzowie świata, którzy w ostatniej dekadzie tylko raz nie zdobyli tytułu, ścigać się będą obok kompletnych żółtodziobów w całkowicie nowych zespołach. A w środku tej stawki Robert Kubica. Relacja na żywo z kwalifikacji od godz. 12 na Sport.pl

Czy dobry jest start Formuły 1 w 30-stopniowym upale, na pustynnym, zapiaszczonym torze, gdzie zdychają nawet palmy? To się okaże. Jednak już teraz wiadomo, że niedzielny wyścig będzie wojną totalną na kilku frontach. Każdy z nich będzie ekscytujący, zdecydowanie bardziej ekscytujący niż rok temu. Ring jest wolny, zasady nowe i równe dla wszystkich - w tym najważniejsza: zakaz tankowania w czasie wyścigu.

Wraca na tor największy kierowca w historii F1 Michael Schumacher. Siedmiokrotny mistrz świata ma 41 lat, mógłby być ojcem kilku debiutantów. Masa mięśniowa już nie ta, ale jest w formie, a jego Mercedes jest bardzo szybki. Na torze będzie dla młokosów surowym mistrzem, który da im lekcję. Ale z pewnością ma na celowniku też innych, a inni jego. Kubica ścigał się z nim w 2006 roku w kilku wyścigach, lepszy był tylko w debiutanckim GP Węgier. Mistrz z 2008 roku Lewis Hamilton nigdy z Schumacherem na torze nie walczył. Pozna więc na żywo wzór idealny zwierzęcia wyścigowego. Fernando Alonso spotka w Schumacherze swoją nemezis z lat, gdy sam wydzierał mu swoje dwa tytuły, a Niemiec dopuszczał się na nim brudnych chwytów, aby wyeliminować szybszego przeciwnika. - W moim wieku można tego wszystkiego nie spamiętać - kpił "Schumi" na ostatniej konferencji.

Ale i z niego kpiono: - Cieszę się, że jesteś z nami, Michael! Dzięki temu czuję się znów młody - mówił ze śmiechem Jenson Button.

Mimo wieku Schumacher nie ustępował na treningach aktualnemu mistrzowi świata. Jeździ w całkowicie niemieckim Mercedesie. No, prawie całkiem niemieckim, bo drugi, oprócz "Schumiego", kierowca Nico Rosberg to pół-Fin.

Po drugiej stronie barykady są Brytyjczycy z McLarena w najbardziej brytyjskiej i gwiazdorskiej stajni z Hamiltonem i Buttonem, mistrzami świata z 2008 i 2009 roku. Myśl techniczna z Badenii-Wirtembergii kontra pomysłowość podlondyńskiego Midlandu na treningach szły łeb w łeb.

Hamilton i Button - oni też stoczą pojedynek, choć teraz razem dowcipkują. - To na pokaz, kazali nam - mówili zapytani o te serdeczności. Alonso, który kiedyś zerwał kontrakt z McLarenem, bo mu się nie podobała nadważność Hamiltona w zespole, tylko kiwał głową, siedząc poniżej na konferencji prasowej.

Obaj Brytyjczycy mają być traktowani równo, ale kto dostanie nową cudowną część, która doleci z fabryki na start w ostatnim momencie i w jednym egzemplarzu? To się już zdarzało, ale zeszłoroczny partner Hamiltona Heikki Kovalainen nie kwękał. Button może protestować. Na razie na treningach jeżdżą na remis.

Alonso będzie się bił nie tylko z Schumacherem i Hamiltonem, ale też z kolegą z zespołu Felipe Massą. Mistrz z lat 2005-06 spełnił marzenie - jest w Ferrari, najważniejszej stajni Formuły 1, bez którego wyścigi straciłyby połowę swej wartości. Massa otrząsnął się po niemal śmiertelnym wypadku przed zeszłorocznym GP Węgier, ale nie wiadomo, czy otrząsnął się po stracie tytułu w 2008 roku. A stracił go na korzyść Hamiltona na ostatnich kilkuset metrach ostatniego wyścigu sezonu w Grand Prix Brazylii.

Tak jak Alonso nowy zespół ma Kubica. Zresztą zastąpił w nim Hiszpana, co jest wyzwaniem samym w sobie, choć Polak nie chce o tym mówić. Nie widać po nim napięcia, ale tak czy siak stał się liderem Renaulta. W piątkowych testach po prostu wykonywał program - jeździł z mniejszym obciążeniem paliwem, potem z większym. Poranny trening dał sporo nadziei, bo Kubica był trzeci. Po południu, z podobnym programem - 15. - Jestem zadowolony. Treningi przeszły bez kłopotów - powiedział krótko.

W sobotę Polak będzie walczyć w kwalifikacjach o wejście do najlepszej dziesiątki, aby podczas niedzielnego startu uniknąć kosmicznego tłoku 24 ciężkich jak nigdy bolidów. Na więcej chyba nie stać Renaulta.

A na co stać absolutnych debiutantów? Będą walczyć o przetrwanie. Są takie zespoły, które jeszcze teraz zbierają do kupy swoje bolidy w garażach. Hispania zdołała wyprowadzić tylko jeden pojazd na trening, drugi jeszcze nie jeździ i nie wiadomo, czy będzie.

Czego więc się spodziewać na starcie? Kraks kierowanych przez nowicjuszy cystern o 20 proc. cięższych na starcie niż rok temu? - Hm, dobrze, że to nie ulice Monako albo Singapur. Tutaj chyba nam to nie grozi - mówi Sebastian Vettel.

Renault walczy z McLarenem o skrzydło ?