W pierwszy czerwcowy weekend kierowcy Formuły 1 udali się do Monte Carlo, gdzie od 1950 roku (z przerwami) rozgrywane jest Grand Prix Monako. I jak co roku oczekiwać mogliśmy, że na przestrzeni 78 okrążeń nie dojdzie do zbyt wielu wyprzedzeń na torze ze względu na specyfikę nitki. Jednocześnie jednak każdy, kto ogląda F1, miał świadomość, że nieoczekiwane wypadki poszczególnych kierowców mogą przynieść niezwykle ciekawe wydarzenia.
Po sobotnich kwalifikacjach faworytów do końcowego triumfu było dwóch - rewelacyjny 19-letni lider klasyfikacji generalnej w postaci Andrei Kimiego Antonellego (Mercedes) oraz czterokrotnego mistrza świata, Maxa Verstappena (Red Bull Racing). Obu panów w czasówce dzieliło zaledwie 0.043 sekundy.
Już początek wyścigu przyniósł nam niemałą sensację. Najgorszy start w karierze bowiem zaliczył Verstappen. Choć trzeba powiedzieć, że początkowo w ogóle go nie zaliczył, bo został na swoim polu startowym. W efekcie spadł na sam dół 22-osobowej stawki, a próba jazdy zakończyła się wizytą w alei serwisowej. Ostatecznie Holender musiał wycofać się z rywalizacji już po kilku minutach.
Kolejne minuty przebiegały dość spokojnie - przynajmniej w czołówce. Duży zapas nad resztą stawki miał Antonelli, który bardzo pewnie pokonywał kolejne okrążenia, ustanawiając najszybsze okrążenia. Kierowcy co rusz zgłaszali problemy z bolidami - wyścig zakończył się przedwcześnie dla Valtteriego Bottasa (Cadillac) i Olivera Bearmana (Haas), a Isack Hadjar (Red Bull Racing) narzekał na stan silnika.
Doskonale radził sobie Lewis Hamilton (Ferrari), który utrzymywał się w czołówce. Gdy na 29. okrążeniu zjechał do alei serwisowej, by zmienić opony na twardszą mieszankę, sędziowie dopatrzyli się przekroczenia przepisowej prędkości przez Brytyjczyka. W związku z tym został ukarany dołożeniem pięciu sekund do ostatecznie wykręconego czasu.
Prędkość w alei serwisowej przekroczył również Russell, któremu także dołożono pięć sekund. Tym samym Brytyjczykowi groziło wypadnięcie poza punktowaną dziesiątkę na koniec niedzielnej rywalizacji. Taki sam los spotkał walczącego w ogonie stawki Franco Colapinto (Alpine).
Kłopoty nie opuszczały również Norrisa. Broniący tytułu mistrza świata zawodnik zmagał się z problemami dotyczącymi jednostki silnikowej. I kiedy już wydawało się, że to może być koniec wyścigu dla kierowcy McLarena, bolid "ożył". Nie na długo - na 45. okrążeniu zaczęło się toczenie w kierunku alei serwisowej, a Norrisa wyprzedził zarówno Russell, jak i Hadjar. Bolidu nie udało się schłodzić i tym samym Brytyjczyk także został wycofany z wyścigu.
Festiwal kar za przekraczanie prędkości trwał dalej - ofiarami padali Pierre Gasly (Alpine), Lance Stroll (Aston Martin) oraz Oscar Piastri (McLaren). Komentujący ten wyścig w Eleven Sports Mikołaj Sokół i Bartosz Budnik zastanawiali się, czy na pewno wszystko jest dobrze skalibrowane, jeśli chodzi o system pomiarowy. Wyglądało to bowiem niewiarygodnie.
Kary czasowe zaczęły ważyć dużo więcej po 60. okrążeniach. Wszystko ze względu na wypadek Strolla, który wpadł w ścianę na wyjeździe na prostą startową, co wymusiło neutralizację. Na tor wyjechał samochód bezpieczeństwa. Błąd popełnili mechanicy Mercedesa, którzy wypuścili Russella z alei serwisowej bez odsłużenia pięciu sekund kary. Karę odsłużył z kolei Hamilton, utrzymując jednocześnie pozycję przed Charlesem Leclerciem (Ferrari), co nie spodobało się Monakijczykowi.
Po restarcie wyścigu Antonelli starał się uciec jak najdalej od Hamiltona, ale po chwili znów wszyscy musieli zwolnić. W tym samym miejscu, w którym wcześniej rozbił się Stroll, uczynił to Leclerc. - Tworzy nam się nowa ściana "mistrzów" - komentowali z niedowierzaniem Mikołaj Sokół i Bartosz Budnik. Monakijczyk skarżył się po raz kolejny w ten weekend na kłopoty z hamulcami. Jedno było pewne - to był dla niego koniec wyścigu.
Na 10 kółek przed końcem na torze w Monte Carlo ze względu na konieczność uprzątnięcia toru zapaliła się czerwona flaga. To było zbawieniem m.in. dla Arvida Lindblada (Racing Bulls), który mógł zjechać bez konsekwencji po nowe opony i tym samym utrzymać się w punktach. Do czołowej trójki z kolei niespodziewanie wskoczył Hadjar.
Francuz jednak wpadł pod lupę sędziów, gdyż naruszył przepisy podczas jazdy przy czerwonej fladze. Zadecydowano jednak, że ten incydent zostanie rozpatrzony w późniejszym czasie. W końcu po upływie kilkudziesięciu minut kierowcy ponownie wyjechali na tor i ustawili się na polach startowych.
Doskonały start zaliczyli Russell i Gasly, którzy zdołali wyprzedzić Hadjara. Pechowcem okazał się być Carlos Sainz (Williams), w którego wpadł Nico Hulkenberg (Audi), za co Niemiec dostał 10 sekund kary. Hiszpan z kolei pożegnał się z wyścigiem. Russell z kolei zjechał, by odbyć karę i spadł na 14. lokatę w 15-osobowej stawce, co kosztowało go utratę punktów.
W czołówce nie doszło już do zbyt dużych przetasowań. Pierwszą lokatę utrzymał Andrea Kimi Antonelli, a za jego plecami dojechali Lewis Hamilton oraz Isack Hadjar. Dziesięciosekundowa kara z kolei zepchnęła na siódme miejsce Pierre'a Gasly'ego. Może jednak dojść jeszcze do zmiany na podium ze względu na rozpatrywany incydent z udziałem Hadjara.
Formuła 1. Wyniki Grand Prix Monako (stan na zakończenie wyścigu):
W klasyfikacji generalnej Andrea Kimi Antonelli powiększył swoją przewagę nad resztą stawki. Na drugie miejsce awansował Lewis Hamilton, a na trzecią lokatę osunął się George Russell. Kolejny weekend wyścigowy rozegra się w Barcelonie w dniach 12-14 czerwca.
Zobacz też: Co za emocje w GP Manchesteru! Zmarzlik uratował pozycję w ostatniej chwili