Miłość do ścigania płynie we krwi rodziny Verstappenów. Wiele lat przed Maxem w Formule 1 ścigał się jego ojciec Jos. Daleko mu było do osiągnięć syna. W klasyfikacji generalnej kierowców był najwyżej na 10. miejscu w 1994 roku. Ścigał się wówczas z samochodzie nieistniejącego już dziś zespołu Benetton i był kolegą z drużyny samego Michaela Schumachera. To właśnie wtedy wywalczył swoje dwa jedyne miejsca na podium (był trzeci w Belgii i na Węgrzech).
Starszy z Verstappenów nadal pozostaje aktywnym kierowcą wyścigowym, mimo że na karku ma już 54 lata. Tyle że już nie w Formule 1 oczywiście, a w rajdach samochodowych. W bieżący weekend wraz ze swoim pilotem Jasperem Vermeulenem udali się do Belgii na wyścig Rallye de Wallonie 2026. Podczas pierwszego etapu spisali się średnio, bo dostali karę doliczonych 40 sekund za zbyt szybką jazdę na odcinku dojazdowy. Wciąż jednak mogli spróbować powalczyć o wysokie miejsce. Te marzenia jednak szybko zweryfikował etap drugi. Konkretnie to jego pierwszy odcinek.
Jos Verstappen wyleciał z trasy, a jego auto dachowało i z dużą siłą przyłożyło w drzewo. Wyglądało to koszmarnie, bo auto zostało bardzo poważnie pokiereszowane. Na zdjęciach, które obiegły media społecznościowe widzimy niemal doszczętnie zniszczony, powgniatany samochód. Który w dodatku zakończył swój lot obrócony do góry kołami.
Najważniejsze jednak, że zarówno kierowca, jak i pilot jakimś cudem wyszli z tego wszystkiego bez szwanku, co potwierdził Jos Verstappen w rozmowie z brytyjskimi mediami. To oczywiście koniec rywalizacji dla belgijskiej pary.