Wojna między USA i Izraelem a Iranem trwa już od blisko dwóch tygodni i wciąż nie widać perspektyw na jej szybkie zakończenie. Sytuacja na Bliskim Wchodzie niesie za sobą śmierć wielu ludzi, szereg zniszczeń, a także paraliżuje rynek ropy naftowej. Okazuje się jednak, że ma również przełożenie na sport. W jej wyniku najprawdopodobniej nie odbędzie się tegoroczne Grand Prix Bahrajnu.
Informacje w tej sprawie przekazał portal grandprix247.com. Impreza w oficjalnym kalendarzu Formuły 1 zaplanowana była na weekend 10-12 kwietnia. Choć jak na razie oficjalna decyzja o jej odwołaniu nie zapadła, dziennikarze, powołując się na lokalne źródła, przekonywali, że do ścigania w tych dniach nie dojdzie.
Powodem są rzecz jasna ataki odwetowe Iranu, które nastąpiły po agresji ze strony wojsk USA i Izraela. Irańczycy ostrzelali kilkanaście państw w regionie, w których umiejscowione są amerykańskie bazy i obiekty wojskowe. Wśród nich znalazł się także Bahrajn, gdzie mieści się kwatera główna piątej floty Stanów Zjednoczonych w Manamie. W wyniku uderzeń już zostały zniszczone obiekty energetyczne, instalacje wojskowe i obszary mieszkalne, a także zakłady rafineryjne i odsalarnia wody. Organizatorzy nie chcą zatem ryzykować przeprowadzania zawodów, tym bardziej że tor w Sakhir położony jest stosunkowo niedaleko potencjalnych celów.
Kolejną kwestią są względy logistyczne. Na tydzień przed rozpoczęciem zmagań na miejsce musi być przetransportowany cały potrzebny sprzęt. Problem w tym, że ruch lotniczy nad Bliskim Wschodem jest mocno ograniczony, a droga morska przez cieśninę Ormuz zablokowana. Poza tym kłopoty może sprawić rekrutacja pracowników.
Formuła 1 i FIA mają uważnie monitorować sytuację, ale nie wydały jeszcze formalnej decyzji ws. wyścigu. Na odwołaniu Grand Prix Bahrajnu może się jednak nie skończyć. Zaledwie tydzień później planowane są zmagania w Arabii Saudyjskiej, która też ucierpiała w trakcie wojny. Wcześniej zgodnie z planem odbędą się zawody w Chinach (13-15 marca) i Japonii (27-29 marca).