Oba bolidy McLarena startowały z pierwszego rzędu pierwszy raz od 12 lat. Na Hungaroringu wyprzedzanie nie jest takie proste, dlatego Lando Norris i Oscar Piastri mieli duże szanse na dublet. Ale za ich plecami czaili się Max Verstappen i Lewis Hamilton, teoretycznie trzeba było na nich uważać. Ale nikt nie spodziewał się, że McLaren sam wprowadzi zamieszanie w tym wyścigu.
Do tej pory, gdy Norris startował z pole position, nigdy nie utrzymał prowadzenia na pierwszym okrążeniu. Taka tendencja utrzymała się także na węgierskim torze. Tuż po starcie skupił się na blokowaniu wchodzącego po wewnętrznej Piastriego. Zostawił po zewnętrznej sporo miejsca Verstappenowi. Brytyjczyk był w tzw. "kanapce" między Australijczykiem i Holendrem. Nie chciał odpuścić, starał się utrzymać pozycję, dlatego wywiózł Verstappena na pobocze.
Mimo to obecny mistrz świata znalazł się przed drugim zakrętem przed Norrisem, ale musiał oddać pozycję. Zespół polecał mu to zrobić, by uniknąć kary czasowej. Potem Holender nie miał tempa, by ponownie zaatakować Norrisa. Blisko czołowej trójki byli Hamilton i Charles Leclerc. Piastri zbudował sobie przewagę kilku sekund nad kolegą z zespołu i utrzymywał ją do połowy wyścigu, miał dobre tempo.
W pierwszej części wyścigu nie działo się zbyt wiele. Start był emocjonujący, a w trakcie jazdy najwięcej walki było w środku stawki, głównie z udziałem Fernando Alonso.
Specyfika Hungaroringu sprawia, że kluczowe znaczenie ma tutaj strategia. Przy upale i bardzo mocno rozgrzanym asfalcie ważne było zarządzanie oponami i zjazd do boksu w odpowiednim momencie. To był wyścig na dwa pit stopy, drugie zjazdy miały miejsce ok. 45. okrążenia.
Pod kątem strategii nie popisał się McLaren. Najpierw zawołał Norrisa na zmianę opon, ryzykując podcięcie Piastriego. Dałoby się go uniknąć, gdyby Australijczyk zjechał na następnym okrążeniu, a miał przedłużony przejazd na zużytych, twardych oponach o kilka okrążeń. Przez to wrócił na tor po pit stopie ponad trzy sekundy za Norrisem.
Stratedzy McLarena wiedzieli, że podjęli złe decyzje. Potem prosili, a nawet błagali Brytyjczyka, by oddał Piastriemu pozycję, ale ten nic sobie z tego nie zrobił, ale nie można mu się dziwić. Mało tego - Norris narzucił mocniejsze tempo i odjeżdżał Piastriemu.
W międzyczasie na swój samochód narzekał Verstappen. Krytykował, że bolid Red Bulla trudno się prowadzi, są problemy z płynnym skręcaniem i odpowiednią pracą opon. Później nakrzyczał przez radio na inżyniera i strategów, że za bardzo przeciągnęli jego przejazd na twardych oponach, przez co Hamilton i Leclerc zdołali go podciąć. Musiał gonić kierowców Mercedesa i Ferrari. Poradził sobie z Monakijczykiem, ale nie mógł wyprzedzić Brytyjczyka. Ten świetnie się bronił. W pewnym momencie, na kilka okrążeń przed końcem próbował wepchnąć się po wewnętrznej do wolnego, pierwszego zakrętu, ale przestrzelił hamowanie, zaliczył kontakt z Hamiltonem i wypadł z toru. Wrócił do ścigania, ale spadł za Leclerka i mógł zapomnieć o podium.
Na cztery okrążenia przed końcem Norris miał sześć sekund przewagi nad Piastrim. Inżynier cały czas prosił go, by oddał pozycję Piastriemu, co brzmiało żenująco i żałośnie. Ostatecznie Norris wysłuchał błagań zespołu. Zwolnił, poczekał na Australijczyka i oddał mu pozycję. Piastri dojechał do mety jako pierwszy z ponad dwusekundową przewagą nad Norrisem. Podium uzupełnił Hamilton.
To pierwsze zwycięstwo Piastriego w karierze, ale atmosfera w McLarenie może nie być taka przyjemna. Z pewnością cały zespół będzie musiał wyjaśnić okoliczności wywalczonego dubletu, by nie powtórzyć takiego błędu strategicznego i jak najszybciej zażegnać wojnę domową, która właśnie wybuchła na węgierskim torze.
Następny wyścig to Grand Prix Belgii na torze Spa-Francorchamps odbędzie się w przyszły weekend. Potem nastąpi miesięczna przerwa wakacyjna.