Jest afera w F1! Burza po kwalifikacjach do Grand Prix Chin

Fernando Alonso zaliczy rewelacyjne kwalifikacje do niedzielnego wyścigu o Grand Prix Chin na torze Szanghaju. Hiszpan zajął trzecie miejsce, przegrywając tylko z duetem Red Bulla. Dwukrotny mistrz świata jest jednak przekonany, że nie zdoła utrzymać tak wysokiej lokaty podczas wyścigu. Aston Martin chce ułatwić swojemu kierowcy walkę o podium, dlatego oprotestował wyniki kwalifikacji, żeby zepchnąć jednego z rywali na dalsze miejsce. Ma do tego konkretne argumenty.

Sprawa protestu złożonego przez Astona Martina dotyczy Carlosa Sainza. Zdaniem brytyjskiego zespołu Hiszpan nie powinien znaleźć się w trzeciej części kwalifikacji. Kierowca Ferrari skończył "czasówkę" na siódmym miejscu, ale jeśli protest zostanie rozpatrzony pozytywnie, wyląduje kilka miejsc dalej na starcie.

Zobacz wideo Feio mówi o konfliktach z sędziami. "To są konkrety"

Oprotestowali wyniki. Chcą wykluczyć kierowcę z walki o podium

Aston Martin przywiózł na Grand Prix Chin pakiet poprawek do auta, które miały na celu poprawić tempo w kwalifikacjach. Można powiedzieć, że udało się osiągnąć zamierzony efekt, bo Fernando Alonso był wolniejszy tylko od dominatorów z Red Bulla, a Lance Stroll otarł się o miejsce w Q3, zabrakło mu setnych części sekundy.

Po zakończonych kwalifikacjach Alonso otwarcie mówił, że w trakcie wyścigu może być wolniejszy od McLarena i Ferrari, dlatego walka z nimi wydaje się z góry przegrana. Mimo to liczy na dobry rezultat, a Aston Martin chce mu w tym jak najbardziej pomóc - nie tylko przygotowując auto, strategię i dobrze pracując podczas pit stopów, ale także wykorzystując regulamin.

Brytyjski zespół oficjalnie oprotestował wyniki kwalifikacji, a konkretniej pozycję Carlosa Sainza. Aston Martin uważa, że Hiszpan, rozbijając swój bolid w Q2, de facto zatrzymał się na torze, co jest niezgodne z przepisami. Powołuje się na paragraf 39.6 regulaminu sportowego, który wskazuje, że każdy kierowca, który zatrzyma się na torze w trakcie kwalifikacji, nie będzie mógł ich kontynuować. Sainz kontynuował jazdę - zjechał do alei serwisowej, mechanicy naprawili jego auto, zdążył wykręcić szybkie okrążenie i awansować do Q3.

Jeśli sędziowie uwzględnią protest Astona Martina, czasy uzyskane przez Sainza po wypadku w drugiej części kwalifikacji zostaną skasowane. To poskutkowałoby cofnięciem go aż na 15. miejsce na starcie do wyścigu.

Na karze dla kierowcy Ferrari zyskałby nie tylko Alonso, któremu ubyłby jeden rywal w walce o podium wyścigu, bo z tak odległej pozycji trudno będzie Sainzowi gonić czołówkę. Poza tym jedną pozycję na starcie zyskałby Stroll, ruszałby z dziesiątego pola. Gdyby Sainz nie jechał dalej po wypadku, to Kanadyjczyk znalazły się w Q3.

Poza tym zachowanie Astona Martina można traktować jako zemstę za surową karę dla Alonso po sprincie. Dostał dziesięć sekund doliczone do czasu sprintu i trzy punkty karne do superlicencji. Sędziowie uznali, że spowodował kolizję z Sainzem, po której kierowca Ferrari wyjechał na chwilę za tor. Po kontakcie obu od razu wyprzedził Sergio Perez. W praktyce kontakt był minimalny, nie wpłynął na osiągi Sainza, a Alonso uszkodził oponę i musiał wycofać się z dalszej jazdy.

O ile kara czasowa nie ma żadnego znaczenia, bo Alonso nie ukończył sprintu, tak punkty karne mogą zaboleć. Ma ich na koncie sześć - trzy otrzymał w Chinach, a trzy wcześniej za sprawę z wypadkiem George'a Russella w Australii. Jeśli kierowca będzie miał 12 punktów karnych, zostaje zawieszony na jeden wyścig.

Wyścig Formuły 1 o Grand Prix Chin w niedzielę o godzinie 9:00 czasu polskiego.

Czy Fernando Alonso będzie na podium wyścigu o Grand Prix Chin?
Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.