Gigantyczna kontrowersja w F1. Sędziowie wywołali burzę

Na przedostatnim okrążeniu Grand Prix Australii George Russell rozbił swój bolid, a o wypadek obwiniał Fernando Alonso, który miał zdecydowanie wcześniej wyhamować niż zazwyczaj. To zmyliło Brytyjczyka, przez co stracił panowanie nad autem. Sędziowie dość długo rozpatrywali i podjęli decyzję o ukaraniu Hiszpana. Wielu dziennikarzy i ekspertów, a także kibiców uważa, że kara jest niezasłużona, a jeśli już została przyznana, to jest zbyt surowa.

FIA wywołała burzę ws. wypadku George'a Russella z 57. okrążenia. Choć powtórki jasno wskazują, że wina leży wyłącznie po stronie Brytyjczyka, to sędziowie uznali zachowanie Fernando Alonso za zbyt niebezpieczne.

Zobacz wideo Adam Małysz szczerze o pomocy specjalistów: To już nie jest wstyd

Alonso z kontrowersyjną karą po wyścigu

W końcówce Grand Prix Australii George Russell naciskał na Fernando Alonso w walce o szóste miejsce. Na dwa okrążenia przed końcem Brytyjczyk rozbił swój bolid i wywołał wirtualną neutralizację. Na dohamowaniu do zdradliwego, prawego zakrętu numer 6 złapał nadsterowność, wpadł na żwir, a potem w bandę, od której się odbił. Jego auto wylądowało na środku toru.

Mercedes zgłosił incydent do sędziów, sugerując, że Alonso dopuścił się tzw. brake testingu, czyli gwałtownie wyhamował przed Russellem, by wymusić jego błąd, zmianę toru jazdy na mniej korzystny lub uderzenie w tył swojego bolidu. Cała sprawa od początku była kontrowersyjna.

Z jednej strony mamy powtórki z bolidów Russella i Alonso. Widać na nich, że faktycznie Alonso hamuje wcześniej, dodaje gazu w strefie hamowania i zwalnia w zakręcie. Ale Brytyjczyk był przed zakrętem wystarczająco daleko za Alonso, więc miał wystarczająco dużo czasu, by zareagować. Zagapił się, popełnił błąd, a Alonso sygnalizował, że będzie zwalniać i hamować wcześniej. Z drugiej strony jest telemetria, o którą bardzo mocno w swoim uzasadnieniu opiera się FIA.

"Telemetria pokazuje, że Alonso odpuścił gaz 100 metrów wcześniej niż na jakimkolwiek okrążeniu wcześniej. Delikatnie też hamował, w miejscu, w którym nie robił tego wcześniej - choć było to minimalne i nie było głównym powodem wytracenia prędkości. Zredukował też bieg w miejscu, w którym wcześniej tego nie zrobił. Później dodał gazu, by przed zakrętem znowu odpuścić i wytracić prędkość" - czytamy.

Dane pokazują, że Alonso był prawie 40 km/h wolniejszy w miejscu, gdzie kierowcy jadą z wciśniętym pedałem gazu.

Hiszpański kierowca przyznał, że chciał tym razem inaczej pojechać w tym zakręcie, dlatego tak podszedł do hamowania. Nie miał na celu wymuszenia błędu na Russellu.

Co ciekawe, sędziowie zgodzili się z dwukrotnym mistrzem świata, że miał prawo zmienić sposób wejścia w zakręt, dlatego nie powinien czuć się odpowiedzialny za wypadek kierowcy Mercedesa. Mimo to uznali, że stworzył zagrożenie na torze, dlatego należy go ukarać.

"Alonso miał prawo inaczej podejść do tego zakrętu, nie powinien też czuć się odpowiedzialny za zawirowania powietrza, które doprowadziły do utraty docisku u Russella. Ale niezależnie od intencji, hamował, odpuszczał gaz i redukował bieg ponad 100 metrów wcześniej niż zwykle i dużo bardziej, niż jest potrzebne, żeby przejechać ten zakręt. Kierowca nie może jechać niepotrzebnie wolno, w sposób nieobliczalny/nieregularny, albo w inny sposób, który może być potencjalnie niebezpieczny dla innych zawodników" - uzasadniono.

Fernando Alonso został ukarany karą przejazdu przez aleję serwisową, ale kara została przyznana po wyścigu, została zmieniona na 20 sekund - tyle mniej więcej trwa przejazd przez pit stop w Melbourne. W związku z tym Hiszpan spadł z szóstego miejsca na ósme, za Lance'a Strolla i Yukiego Tsunodę. Oprócz tego dostał trzy punkty karne do superlicencji.

"Sędziowie nie brali pod uwagę skutków kraksy, ale gdyby Russell się nie pogubił i nie wyleciał, to nie byłoby nawet dochodzenia. Dystans między autami był relatywnie duży, nie było konieczności ratowania, unikania kolizji" - zwrócił uwagę Mikołaj Sokół.

"Dla mnie kara dla Alonso absolutnie niesłuszna. To Russell nie dostosował się do sytuacji na torze. Sędziowie powołują się na przepis, w którym jest napisane, że kierowca 'nie może jechać bezzasadnie wolno, nieprzewidywalnie albo potencjalnie niebezpiecznie'. Sędziowie uznali zachowanie Alonso za właśnie niebezpieczne, bo w zeznaniach Russell stwierdził, że zachowania Fernando były dla niego nieprzewidywalne/niekonsekwentne" - to opinia Jana Olejniczaka.

Russell został skrytykowany przez kibiców w sieci, którzy domagali się, by przyznał się do błędu i przestał obwiniać innych. Alonso wyznał, że był zaskoczony decyzją o karze.

"Jestem trochę zaskoczony karą na koniec wyścigu dotyczącą tego, jak powinniśmy podchodzić do zakrętów lub jak powinniśmy prowadzić samochody wyścigowe. W żadnym momencie nie chcemy zrobić nic złego przy tych prędkościach. W F1, jestem ponad 20 lat, brałem udział w epickich pojedynkach. Zmiana linii wyścigowej i poświęcenie prędkości wchodzenia w zakręt dobrego wyjścia z niego jest częścią motorsportu. Nigdy nie jedziemy na 100% na każdym okrążeniu i w każdym zakręcie, oszczędzamy paliwo, opony i hamulce, więc bycie obwinianym za to, że każde okrążenie nie będzie takie samo, jest nieco zaskakujące" - skomentował Alonso w mediach społecznościowych.

W klasyfikacji generalnej mistrzostw świata Fernando Alonso jest na ósmym miejscu z dorobkiem 16 punktów. Tuż przed nim jest George Russell, który ma dwa punkty więcej. Kara czasowa dla Hiszpana sprawiła, że nie jest przed Brytyjczykiem, stracił na tym cztery punkty.

Następny wyścig F1 7 kwietnia na japońskim torze Suzuka.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.