Sensacyjny zwycięzca GP Australii komentuje sukces. "Co za rollercoaster!"

Carlos Sainz dość niespodziewanie wygrał Grand Prix Australii Formuły 1. Hiszpan wykorzystał awarię Maksa Verstappena na początku wyścigu, a potem jechał bezbłędnie i znakomitym tempem. Panuje powszechna opinia, że kierowca Ferrari zaimponował w ten weekend, bo niedawno przeszedł operację i wcale nie było pewne, że będzie gotowy do jazdy. Eksperci i dziennikarze zastanawiają się nad problemami Red Bulla i słabą formą Mercedesa.

Dla Carlosa Sainza to trzecia wygrana w F1 w karierze. Max Verstappen nie powtórzył serii dziesięciu zwycięstw z rzędu, nie ukończył wyścigu. Dla Mercedesa to był jeden z gorszych weekendów od dawna. W sieci zastanawiano się nad przyszłością Daniela Ricciardo po kolejnym słabym wyścigu. Analizowano także wypadek George'a Russella pod kątem ewentualnej winy Fernando Alonso.

Zobacz wideo Brązowy medal męskiej sztafety na MŚ w short tracku! Michał Niewiński: Dało się to rozegrać lepiej

Dziennikarze i eksperci reagują po wyścigu F1 w Australii

Zdecydowanie kierowcą dnia był dzisiaj Carlos Sainz. Hiszpan imponował tempem cały weekend, miał duże szanse na pole position. W wyścigu wykorzystał pierwszą możliwą okazję na przejęcie prowadzenia, mijając Maksa Verstappena, który miał problemy z samochodem.

Dwa tygodnie temu Sainz stracił wyścig w Arabii Saudyjskiej z powodu zapalenia wyrostka robaczkowego, musiał przejść operację. Na szczęście przebiegła ona pomyślnie i mógł wystartować w Australii. Sam Sainz przyznawał, że nie jest jeszcze w stuprocentowej formie po zabiegu, ale na torze w Melbourne w ogóle nie było tego widać.

Mikołaj Sokół zauważył, że zwycięstwo Sainza może przypominać jego sukces z zeszłego roku z Singapuru. Wtedy problemy także miał Verstappen, a Russell wypadek pod koniec wyścigu. Lando Norris też stanął na podium. Pobił rekord liczby podiów bez zwycięstwa w F1.

Marcin Jaz ze Sport.pl zwrócił uwagę, że Sainz wreszcie ma dobry wynik w Australii. Ostatnie dwa wyścigi w Melbourne były bez punktu. Dwa lata temu w ogóle go nie ukończył.

Sam Sainz przyznał, że ostatni okres to była przejażdżka kolejką górską, ale ostatecznie jest zadowolony  z tego, jak wyglądał wyścig w jego wykonaniu. Pochwalił też swój zespół. "Co za rollercoaster! Od pierwszego okrążenia czułem się dobrze w samochodzie i dowiozłem pierwsze zwycięstwo w sezonie. Zespół zasłużył na ten dublet. Pojechaliśmy doskonały wyścig, przyjęliśmy dobrą strategię" - napisał na Twitterze.

Blog cyrkf1.pl wyliczył, że od czasu wprowadzenia nowych regulacji, czyli od 2022 r. Sainz ma tyle samo zwycięstw co jego zespołowy kolega, Charles Leclerc.

Karol, autor wspomnianego bloga, zauważa słaby cały weekend Red Bulla. "Red Bull zaliczył dzisiaj bardzo słaby występ. Awaria hamulców w bolidzie Verstappena, a Perez jechał po prostu bardzo wolno, nie miał zupełnie tempa, aby walczyć o podium. Musiały być większe problemy z osiągami bolidu. W piątek Red Bull nie miał rewelacyjnego tempa na długich przejazdach i widocznie ten jeden raz tego w pełni nie poprawili" - stwierdził.

Pochwalił też Yukiego Tsunodę, który dojechał na ósmym miejscu. "W piątek Red Bull nie miał rewelacyjne go tempa na długich przejazdach i widocznie ten jeden raz tego w pełni nie poprawili" - skomentował.

Całkowicie od Tsunody odstaje Daniel Ricciardo, co jest niespodzianką. Zdaniem Pawła Wronieckiego z bloga "F1 Fan Klub" Australijczyk swoją postawą przypomina siebie z 2022 r. kiedy nie szło mu w McLarenie i nie potrafił wytłumaczyć słabszych wyników. Sugeruje, że zespół powinien zacząć myśleć o wymianie Ricciardo na Liama Lawsona.

Sporo miejsca poświęca się wypadkowi George'a Russella z końcówki wyścigu. Część ekspertów uważa, że tutaj zawinił Fernando Alonso, znacznie wcześniej hamując i przyspieszając w strefie hamowania. To miało wpłynąć na zachowanie Brytyjczyka, który stracił kontrolę nad bolidem. "Z niecierpliwością czekam na decyzję sędziów" - skomentował ekspert Viaplay Patryk Sokołowski, pokazując telemetrię z tej sytuacji. Sędziowie obradowali aż godzinę ws. wypadku.

Następny wyścig F1 7 kwietnia na japońskim torze Suzuka.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.