Sensacyjne rozstrzygnięcie wyścigu F1. Ostatnio coś takiego zdarzyło się dwa lata temu

Max Verstappen nie wygrał wyścigu Formuły 1. To zdanie padło w ostatnich dwóch latach zaledwie kilka razy i można je powtórzyć po wyścigu o Grand Prix Australii. Holender już po kilku okrążeniach mógł zapomnieć o ściganiu z powodu awarii. Ostatni raz nie ukończył wyścigu dwa lata temu. Trzecia runda mistrzostw świata padła łupem Ferrari, które zdobyło dublet. Pierwszy na metę wpadł Carlos Sainz, który prezentował na torze w Albert Park w Melbourne kosmiczne tempo. Zaledwie dwa tygodnie temu przeszedł operację.

Absolutnie nikt nie spodziewał się takich rozstrzygnięć w Australii. Co prawda Ferrari prezentowało cały weekend znakomite tempo i było realnym zagrożeniem dla Maksa Verstappena w kwalifikacjach, ale Red Bull był szybszy na dłuższych przejazdach.

Zobacz wideo Probierz szykuje tajną broń na Walię? "Oby nasze marzenia nie znalazły się w koszu"

Awaria Verstappena była szansą dla innych

Sytuacja po starcie nie wskazywała na to, że dojdzie do sensacyjnych rozstrzygnięć. Max Verstappen wystartował pewnie i po pierwszym okrążeniu wydawał się nieosiągalny dla reszty. Start wyścigu przebiegł bardzo spokojnie, bez żadnych incydentów z tyłu.

Ale okrążenie później Verstappen stracił prowadzenie na rzecz Carlosa Sainza. Holender momentalnie tracił tempo, a na trzecim kółku zaczął unosić się dym z hamulca pod prawym tylnym kołem. Mistrz świata nie był w stanie jechać tempem wyścigowym. Dotoczył się do alei serwisowej, na zjeździe do niej hamulec eksplodował. To oznaczało koniec wyścigu dla niego. Ostatni raz do mety nie dojechał dwa lata temu, także w Australii. Wtedy nie ukończył wyścigu przez awarię silnika. Verstappen później przyznał, że po starcie nie puścił zacisk hamulcowy, przez co doszło do bardzo szybkiego przegrzania hamulca.

Wyścig ułożył się tak, że Ferrari od początku jechało po dublet. Sainz imponował tempem, sytuację kontrolował drugi Charles Leclerc. Tylko McLaren był w stanie gonić włoski zespół. Większe szanse na podium miał Lando Norris, który był po prostu szybsy od Oscara Piastriego. Sergio Perez, mimo posiadania najlepszego auta w stawce, nie był w stanie utrzymać tempa czołowej czwórki wyścigu, jakby miał problemy z wykorzystaniem pełnej mocy bolidu Red Bulla. Za nim utrzymywał się Fernando Alonso. Hiszpan jechał na odwróconej strategii, zaczynając na twardych oponach i to się opłaciło. Zjechał do boksu, gdy na torze był wirtualny samochód bezpieczeństwa po awarii Lewisa Hamiltona. Dzięki temu nie poniósł żadnych strat.

Sainz jechał jak w transie, systematycznie powiększał przewagę nad Leclerkiem. Monakijczyk miał słabsze tempo w środkowej części wyścigu. Niewiele brakowało, a wyprzedziłby go Norris. Ferrari w porę zareagowało i wezwało swojego kierowcę do boksu. Leclerc miał dużo lepsze tempo na nowym komplecie twardych opon.

Na ostatnich okrążeniach Sainz był wolniejszy od Leclerka. Hiszpan narzekał na pracę opon. Monakijczyk wyraźnie się do niego zbliżał, ale na przedostatnim okrążeniu znowu mieliśmy wirtualną neutralizację. Wszystko przez wypadek George'a Russella. Brytyjczyk gonił za Alonso, naciskał na niego, ale na dojeździe do jednego z zakrętów złapał nadsterowność i wjechał w bandę. Odbiło go tak, że jego auto zostało na środku toru. To był koszmarny weekend dla Mercedesa.

Po tej sytuacji Sainz był pewny zwycięstwa, bo VSC został utrzymany aż do mety. Hiszpan mógł cieszyć się ze swojego trzeciego zwycięstwa w karierze, a Ferrari z kolejnego dubletu, bo drugi dojechał Leclerc. Trzecie miejsce zajął Norris. Sainz może mówić, że to jego najcenniejsze zwycięstwo w karierze. Jechał bezbłędnie, zespół nie zawiódł ze strategią, a on sam wrócił do ścigania zaledwie dwa tygodnie po operacji wycięcia wyrostka robaczkowego. Mówił, że nie jest jeszcze w pełni formy, ale w Melbourne w ogóle nie było tego widać.

W klasyfikacji generalnej liderem wciąż jest Verstappen, który ma cztery punkty przewagi nad Leclerkiem i pięć nad Perezem. Następny wyścig w niedzielę 7 kwietnia. Kierowcy będą się wtedy ścigać w Grand Prix Japonii na słynnym torze Suzuka.

Grand Prix Australii Formuły 1, wyniki:

  1. Carlos Sainz (Hiszpania, Ferrari) 58 okrążeń (1:20:26.843)
  2. Charles Leclerc (Monako, Ferrari) +2.366 sek.
  3. Lando Norris (Wielka Brytania, McLaren) +5.904
  4. Oscar Piastri (Australia, McLaren) +35.770
  5. Sergio Perez (Meksyk, Red Bull) +56.309
  6. Fernando Alonso (Hiszpania, Aston Martin) +1:20.992
  7. Lance Stroll (Kanada, Aston Martin) +1:33:222
  8. Yuki Tsunoda (Japonia, Visa Cash App RB) +1:35.601
  9. Nico Hulkenberg (Niemcy, Haas) +1:44.553
  10. Kevin Magnussen (Dania, Haas) +1 okr.
  11. Alexander Albon (Tajlandia, Williams) +1 okr.
  12. Daniel Ricciardo (Australia, Visa Cash App RB) +1 okr.
  13. Pierre Gasly (Francja, Alpine) +1 okr.
  14. Valtteri Bottas (Finlandia, Kick Sauber) +1 okr.
  15. Guanyu Zhou (Chiny, Kick Sauber) +1 okr.
  16. Esteban Ocon (Francja, Alpine) +1 okr.
  17. George Russell (Wielka Beytania, Mercedes) +2 okr.*

Lewis Hamilton (Wielka Brytania, Mercedes) i Max Verstappen (Holandia, Red Bull) nie ukończyli wyścigu. Russell został sklasyfikowany, bo przejechał co najmniej 90 proc. dystansu.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.