Usiądź, zanim to przeczytasz. Formuła 1 ogłosiła rekord

Poprzedni sezon Formuły 1 został kompletnie zdominowany przez Red Bulla i Maxa Verstappena. To właśnie do stajni z Milton Keynes i holenderskiego kierowcy trafiły mistrzowskie tytuły wśród konstruktorów i kierowców. Tak jednostronny sezon mógłby sugerować brak zainteresowania całą dyscypliną w 2023 roku. Czy tak faktycznie jest? Z wyniku finansowego firmy Liberty Media, która jest właścicielem F1 wynika, że można było mówić wręcz o rekordach pod wieloma względami.

Właśnie trwa 75. sezon w historii Formuły 1, a kierowcy rywalizują w trakcie tego weekendu na torze Albert Park w Australii. W zeszłym roku mistrzem świata został Max Verstappen z Red Bulla, a stajnia z Milton Keynes wygrała niemal wszystkie wyścigi w sezonie poza Singapurem, gdzie triumfował Carlos Sainz z Ferrari. Do tej pory odbyły się wyścigi w Bahrajnie i Arabii Saudyjskiej. W obu z nich najlepszy okazywał się Verstappen, a drugie miejsce zajmował Meksykanin Sergio Perez. Jak wyglądał poprzedni sezon F1 pod względem finansowym? Temu postanowił się przyjrzeć jeden z rosyjskich portali.

Zobacz wideo Trener Błachowicza zabrał nas na trening. „Lepiej nie trenujcie bez śniadania"

Rekordowy rok dla Formuły 1. Ale są też złe informacje ws. zadłużenia

Serwis sports.ru przeanalizował wynik finansowy firmy Liberty Media, która jest notowana na giełdzie w USA. Z niego wynika, że w zeszłym roku F1 zarobiła 3,2 mld dolarów i osiągnęła zysk w wysokości 297 mln dolarów. W porównaniu do 2022 r. mówimy tutaj o wzroście przychodów o 700 mln dolarów i 120 mln dolarów zysku. Władze F1 piszą wprost o "niesamowitej i rekordowej sumie". O rekordach wspominano też pod kątem umów sponsorskich, frekwencji, oglądalności czy nagród pieniężnych. Jak czytamy w raporcie, łączna widownia wyniosła 1,5 mld osób, a średnia na jeden wyścig wynosiła 70 mln osób.

Sports.ru pisze, że na torach w dwunastu krajach w 2023 r. odnotowano nowe rekordy frekwencji. Nagrody pieniężne dla zespołów miały też wzrosnąć o pięć procent. W porównaniu do 2022 r. koszty wzrosły jednak o 450 mln dolarów. To ma związek z inflacją, a także rosnącymi cenami lotów czy sprzętu. Jak czytamy w artykule, za główny sukces w zeszłym roku uznaje się Grand Prix Las Vegas, które jest określane "główną siłą napędową wzrostu przychodów". Można było zauważyć ogromny wpływ na gospodarkę miasta, co odbijało się np. na większych przychodach z gry w kasynie Main Street.

Z wyniku finansowego F1 możemy jednak się dowiedzieć, że mimo wzrostu przychodów czy zysków zadłużenie nadal nie zostało znacznie zmniejszone. Obecnie Liberty Media jest zadłużone na 2,9 mld euro, a w ciągu roku kwota spadła o zaledwie cztery miliony. Większość z tego zadłużenia to długoterminowe pożyczki (2,4 mld), a reszta dotyczy obligacji (475 mln). "Jak dotąd nikt wśród inwestorów nie jest zaniepokojony tym stanem" - pisze sports.ru. Na razie szefowie F1 nie przedstawili żadnych długoterminowych planów na rozwój serii.

Najbliższy wyścig o Grand Prix Australii odbędzie się w najbliższą niedzielę o godz. 5:00 czasu polskiego. Z pole position wystartuje Max Verstappen, który okazał się szybszy o 0,270 s od drugiego Carlosa Sainza i o 0,4 s od trzeciego Lando Norrisa.

Więcej o:
Copyright © Gazeta.pl sp. z o.o.